Arytmetyka zmiennoprzecinkowa: nie taki diabeł straszny jak go malują

Na co uważać przy wykonywaniu operacji zmiennoprzecinkowych.

Programiści (albo bardziej ogólnie: fachowcy od komputerowego przetwarzania danych) dzielą się na dwa obozy: jedni twierdzą, że używanie danych zmiennoprzecinkowych jest fajne, wygodne i bardzo, bardzo precyzyjne – a drudzy, że ze względu na zaokrąglenia, jakie występują na ostatniej (najmniej znaczącej) pozycji operacjom zmiennoprzecinkowym ufać nie można i należy ich unikać jak diabeł święconej wody. Czytaj dalej Arytmetyka zmiennoprzecinkowa: nie taki diabeł straszny jak go malują

2048 wciąż żywe

Jeszcze jedna z pierdyliona odmian gry w 2048. Nawet ciekawa.

Pisałem swego czasu o grze 2048. Pomysł na grę jest banalnie prosty: na planszy 4×4 pola łączymy ze sobą pary klocków z tą samą liczbą, po połączeniu powstaje klocek z liczbą dwa razy większą. Celem gry jest utworzenie klocka z liczbą 2048. Czytaj dalej 2048 wciąż żywe

Wcześnie zaczynamy

Othello to fajna gra, o czym już zresztą pisałem tu i tu.

Niedawno nasz Latorośl przyuważył, że gram w Othello na swojej Patelni i zażyczył sobie, że on też chce grać.

Najpierw próbowaliśmy zagrać na prawdziwej planszy. Efekty są takie, że połowa pionków jest teraz pod kanapą, druga połowa za szafą, a trzecia, najmniejsza połowa w pudełku. Czytaj dalej Wcześnie zaczynamy

W Sczebrzeszynie zebra żebrze drugiej zebrze wnet na biedrze

Pięć lat temu pisałem o grze Othello (znaną też pod nazwą Reversi):

Othello

Gra jest fajna, bo ma łatwe reguły, a więc nie wymaga zbyt długiej nauki. Jest też solidnie rozgałęziona, a więc – w odróżnieniu od takich warcabów na przykład – szanse na powtórzenie tej samej partii są praktycznie zerowe. Czytaj dalej W Sczebrzeszynie zebra żebrze drugiej zebrze wnet na biedrze

Długi weekend to dobry weekend

Ostatni weekend był bardzo intensywny. Zaproszony jakiś czas temu kolega z Polski zdecydował się – ku mej słabo ukrywanej zgrozie 🙂 – przyjąć zaproszenie i w piątek późnym wieczorem zwalił nam się na chatę wraz z żoną i trójką dzieciaków w wieku od 11 do 17 lat.

Czyli – krótko mówiąc – dodatkowa piątka ludków na chacie przez cały weekend.

Było wesoło 😉

Czytaj dalej Długi weekend to dobry weekend

Uroki irlandzkiej pogody

Jak mówi stare irlandzkie powiedzenie, jeżeli nie widać gór, to znaczy, że pada, a jeżeli góry widać, to znaczy, że będzie padać.

Albo, jak mawia mój szwagier, „dawno nie padało, pojutrze będzie dwa dni…”

Wpisy o pogodzie są nudne – no bo ileż można, nieprawdaż. Tym bardziej, że mieszkając w Irlandii w zasadzie nie widzę niczego poza deszczem, chmurami i ogólnie pojętą szarzyzną. Prawda?

Prawda. Z tym, że – już chyba na tym blogu tradycyjnie – gówno prawda. Lokalna pogoda potrafi zaskoczyć nie tylko polskich drogowców, ale nawet autochtonów. Czytaj dalej Uroki irlandzkiej pogody

Subiektywny obiektywizm

Od wczesnych lat młodzieńczych staram się wszem wobec i każdemu z osobna szczycić swoim obiektywizmem oraz umiłowaniem do faktów. Zamiast opierać się na przesądach, rzeczach zasłyszanych, plotkach lub zabobonach (ewentualnie przedbobonach – temat bobonów omówiłem dość szczegółowo tutaj), staram się zawsze dotrzeć do sedna sprawy i wyrobić sobie opinię na dany temat w sposób zgodny ze stanem faktycznym.
Czytaj dalej Subiektywny obiektywizm

Nowa seria wpisów

Odgrażałem się niedawno, że przymierzam się w najbliższym czasie do napisania osobnej serii wpisów. Myślałem, że skończy się (jak w większości moich „projektów” życiowych) na słomianym zapale, temat jednak okazał się na tyle wciągający, że serię mam już niemal gotową. A przynajmniej jej pierwotną, surową wersję. Czytaj dalej Nowa seria wpisów

Tommy Emmanuel

Mniej więcej miesiąc temu wspomniałem o Tommym Emmanuelu, którego podsunął mi Spotify. Okazuje się, że ów Tommy jest muzykiem nader wszechstronnym i potrafi zagrać i do kotleta, i do omleta. I ma kilka takich kawałków, które sprawiają, że natychmiast zaczynam podrygwać, a jeżeli sytuacja akurat nie pozwala na podrygiwanie, to chociaż palcem w bucie postukam. Czytaj dalej Tommy Emmanuel

Postmodernistyczna szafa grająca z polskim akcentem

Jeżeli ktoś czytuje mojego bloga częściej niż raz, być może kojarzy odkrycie, jakiego dokonałem jakiś czas temu w ramach poszerzania swoich muzycznych horyzontów.

Dobra muza nie jest zła, czyli Pi-Dżej

Pełna nazwa zespołu brzmi „Scott Bradlee’s Postmodern Jukebox”, ale dla uproszczenia sami nazywają siebie PMJ. Kapela specjalizuje się w przerabianiu współczesnych kawałków pop na modłę jazzową w stylu lat, pi x oko, dwudziestych zeszłego wieku.

Jakiś czas temu udało mi się upolować dwa bilety na koncert PMJ. Wczoraj po pracy wziąłem żonkę pod pachę i raźnym krokiem pomaszerowaliśmy do Vicar Street na widowisko. Czytaj dalej Postmodernistyczna szafa grająca z polskim akcentem

Pi mal Pflaumen

Nie znam niemieckiego. Pochodzę z kraju sąsiadującego z Niemcami, ale jakoś nigdy nie było dobrej okazji, żeby się tym językiem zainteresować.

Albo inaczej: była, ale w niewłaściwym czasie. Przytrafiło mi się swego czasu na studiach w Wojskowej Akademii Technicznej uczęszczać przez trzy miesiące na końcówkę ostatniego semestru języka niemieckiego. Ponieważ jednak nikt nie brał tych zajęć na serio, a także, ponieważ były to zaledwie trzy miesiące, może po godzinie tygodniowo, za wiele stamtąd nie wyniosłem, poza słabą trójką w indeksie. Czytaj dalej Pi mal Pflaumen