Nasi w opałach

Zazwyczaj nie umieszczam tego typu wpisów na tym blogu, ale dziś zrobię wyjątek, ponieważ temat jest mi szczególnie bliski.

Jakiś czas temu pisałem o polskiej bibliotece w Dublinie (tutaj można poczytać)

Biblioteka działa sprawnie i prężnie, niestety ostatnio okazało się, że nasze szanowne Ministerstwo Spraw Zagranicznych zdepriorytyte… zdeprorit… zdepriorytyty…

Szlag.

z d e p r i o r y t e t y z o w a ł o

projekt biblioteki względem innych, bardziej ważkich spraw natury państwowej, w związku z czym fundusze zostały odcięte i biblioteka stoi teraz na rozdrożu.

No bo tak: rachunki płacić trzeba. Za wynajem lokalu płacić trzeba. Pracownikom płacić… nie trzeba, bo biblioteka działa wyłącznie dzięki wolontariuszom, którzy poświęcają swój cenny czas w zamian za możliwość obcowania z całkiem pokaźnym Księgozbiorem oraz jego Czytelnikami.

Jeżeli kasa się znajdzie, biblioteka będzie dalej działać. Jeżeli poszukiwanie nowych sponsorów zakończy się powodzeniem, może będzie można nawet snuć dalsze plany.

Teraz jednak sytuacja jest podbramkowa – lada moment trzeba zapłacić za czynsz, za rachunki, w dodatku okazało się, że budynek, w którym aktualnie wynajmują lokal, zostanie przeznaczony do Innych Celów, więc do końca maja muszą się wynieść. Przeprowadzka biblioteki to operacja nieco bardziej skomplikowana od „zwyczajnej” przeprowadzki pięcioosobowej rodziny, i tylko nieznacznie mniej złożona od operacji na otwartym mózgu. Być może „koniec maja” nie brzmi zbyt groźnie, jednak biorąc pod uwagę złożoność logistyczną takiej operacji, w zasadzie już na dniach muszą zacząć przygotowania. A to wszystko kosztuje. Wielbłądy, które będą nosić worki z książkami, potrzebują wody, a ta jest w Irlandii płatna (od niedawna, ale jednak). Nowy lokal, jak się już znajdzie (poszukiwania ciągle trwają), będzie trzeba wynająć. Wszystko to kosztuje…

Żeby załatać najbardziej palące potrzeby, na początek potrzebują zebrać około sześciu tysięcy euro. Z tego co widzę, na razie zebrali ciut ponad dwa procent tej kwoty, więc szału nie ma – ale, jak to mówią, ziarnko do ziarnka i może uda się ocalić tę zacną instytucję.

Żeby już nie przedłużać, podaję link do strony na portalu GoFundMe, na której można dokonać wpłaty:

https://www.gofundme.com/biblary

Dla zainteresowanych: GoFundMe inkasuje w opłatach i prowizjach około 7% (czyli niezbyt dużo w porównaniu do konkurencji, ale jednak 7% to 7%, pieszo nie chodzi), więc równolegle biblioteka pracuje nad zorganizowaniem osobnego adresu PayPal, co pozwoli dodatkowo zaoszczędzić parę groszy. Jeżeli się coś w tej sprawie ruszy, dam znać. Póki co można wpłacać kasę pod linkiem powyżej.

Każdy grosik może pomóc!

A teraz czas na kilka faktów o samej bibliotece:

Na koniec 2015 roku mamy:

  • 1100 czytelników
  • 1500 książek w czterech językach
  • 1000 godzin przepracowanych przez wolontariuszy (czyli na moje kaprawe oko średnio jakieś 4-5 godzin dziennie…)
  • 92 godziny warsztatów artystycznych i muzycznych dla dzieci (4-10 lat)
  • kolejne 92 godziny podobnych warsztatów dla dorosłych
  • 138 godzin chóru (osobiście nie przepadam za chórami, ale 138 godzin rocznie chyba bym jeszcze jakoś wytrzymał 🙂 )
  • 5 wieczorków poetycko – muzycznych
  • 6 spotkań ze znanymi[citation needed] pisarzami
  • Irlandzko-Polska Noc Kultury, czyli taka wystawa sztuki połączona ze śpiewaniem i recytowaniem

Plany na 2016 rok (chcesz rozśmieszyć Ministerstwo Spraw Zagranicznych? Opowiedz im o swoich planach…):

  • 1600 czytelników
  • 2000 książek (w czterech językach)
  • 92 godziny warsztatów artystycznych i muzycznych dla dzieci (4-10 lat)
  • 92 godziny warsztatów dla dorosłych
  • 138 godzin chóru
  • 8 wieczorków poetycko – muzycznych
  • 8 spotkań z pisarzami
  • 5 sesji Biblioterapii dla rodzin
  • Międzynarodowe warsztaty muzyczne dla rodzin: tradycyjna muzyka (mam nadzieję, ze nie zaproszą „Mazowsza”, nie jestem specjalnym fanem zespołu), tańce, śpiew i gotowanie.
  • Udział w Dublińskiej Nocy Kultury
  • Blog, fanpage FB, strona www

Biblioteka szczyci się mottem „An Ireland of Equals”, czyli po naszemu coś jakby „Irlandia Równych”. Nie do końca wiem, co autor miał na myśli, ale brzmi nieźle. W każdym razie biblioteka, poza trywialnym wypożyczaniem książek, ma też misję szerzenia szeroko pojętej kultury tudzież wspomagania „mieszania” kulturalno-ekonomiczno-obyczajowego nacji polskiej i irlandzkiej. Ja osobiście czuję się już wystarczająco „wymieszany”, więc będę korzystał głównie z książek, niemniej jednak cele mają szczytne, więc niniejszym intensywnie się natężam i słowo daję, że gdybym wierzył w jakichś bogów, prawdopodobnie zaintonowałbym teraz modlitwę na rzecz biblioteki.

A potem kasowałbym €5 za każde 30 minut przerwy w śpiewaniu 😉

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz