Terry Pratchett: Unseen Academicals

Udało mi się niedawno skończyć "Unseen Academicals" mojego ulubionego Pratchetta, dziś szybka recenzja. Książkę dorwałem w wersji analnej analogowej, czyli papirusowej. Mniej to wygodne od Kindelka, ale z drugiej strony nie można całe życie wślepiać się w malutkie ekraniki, trzeba czasem popróbować czegoś prawdziwego. Książkę pożyczył mi mój kolega z pracy, wielki fan porządnej literatury,… Czytaj dalej Terry Pratchett: Unseen Academicals

Szcze pienie

Syn mi się urodził ponad trzy miesiące temu, ale dopiero wczoraj dostał swoją pierwszą szczepionkę. Najpierw długo czekaliśmy na termin, bo kolejki długie. Potem okazało się, że akurat wypadło nam coś bardzo ważnego (naprawdę ważnego) i musieliśmy przełożyć szczepionkę na kiedy indziej. Kiedy indziej nie nastąpiło. To tyle w temacie szczepionki BCG (czyli przeciwgruźliczej). Ostatnia… Czytaj dalej Szcze pienie

Jeszcze nie, ale już prawie

W ostatni weekend mój nienarodzony (jeszcze) syn zrobił nam trochę zamieszania. Otóż w trakcie standardowej wizyty u polskiej pani dochtór, takiej co to się gówniarza ogląda przez specjalne ultradźwiękowe okienko, waży się go i mierzy, i szturcha tym takim czymś, żeby się lepiej ustawił do kamery, żonę złapał skurcz, a za chwilę drugi. Pani dochtór… Czytaj dalej Jeszcze nie, ale już prawie

Zataśmowany

Dawnymi czasy przytrafiła mi się dość zabawna przygoda z irlandzką służbą zdrowia, którą dziś spieszę opisać. Otóż któregoś dnia udało mi się kopnąć w nogę od rozkładanej kanapy. Moment wybrałem sobie idealny, spieszyło nam się bowiem akurat na samolot do Dublina i właśnie wychodziliśmy z mieszkania. A tu masz ci los, kanapa złośliwie podstawiła mi… Czytaj dalej Zataśmowany

W szponach irlandzkiej służby zdrowia

Wczoraj zdarzyło nam się odbyć wycieczkę do NMH celem przeglądu brzuszka mojej od ponad pięciu miesięcy ciężarnej Żonki. Wizytę mieliśmy umówioną na dziewiątą rano; za dziesięć dziewiąta zameldowaliśmy się na recepcji, dostaliśmy pokaźny stos makulatury, z którym przykazano nam siedzieć i czekać aż nas wywołają. Myślę sobie, wizyta umówiona na konkretną godzinę, znakiem tego długo… Czytaj dalej W szponach irlandzkiej służby zdrowia

Przesrane

Pendragon napisał dziś na swoim blogu jak to udało mu się wygrać w sądzie i uniknąć zapłacenia mandatu. Sędzia, o dziwo, wykazał się być człowiekiem, i stwierdził, że ciągła linia swoją drogą, a parkowanie na końcu ślepej uliczki (co prawda na ciągłej) po to, żeby mieć blisko do lekarza, bo dziecko chore, swoją. Oczywiście idealiści… Czytaj dalej Przesrane

Wiarusy i wirusy

Wiarusy, bo się już gnieździmy w tym zakątku świata prawie siedem lat. A wirusy, bo mimo tego gnieżdżenia, w dalszym ciągu każdej zimy dajemy się napocząć jakimś drobnoustrojom, dzięki czemu kichamy, prychamy, kaszlemy, gorączkujemy, czyli ogólnie wyglądamy jak siódme nieszczęścia. Żadna to frajda, za to ubaw niewąski, zwłaszcza jak się złapie grypę żołądkową. Dziecko już… Czytaj dalej Wiarusy i wirusy

Lapisuj, a do wesela się zagoi

Urodziłem się w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych zeszłego stulecia. Nie dość, że miałem solidnie wklęśniętą jedną stronę czaszki (lekarze sugerowali wywalenie mnie do kosza z odpadami szpitalnymi, bo szanse na przeżycie były ich zdaniem zerowe), to w dodatku cierpiałem na zapalenie spojówek. Czaszkę udało się jakoś naprostować (do dziś nie mam tej połowy mózgu, ale… Czytaj dalej Lapisuj, a do wesela się zagoi

Niezły kit

Wczoraj spędziliśmy pół dnia na gotowaniu, smażeniu i pieczeniu. W wyniku uzyskaliśmy dwa ciasta owocowe (jedno jagodowe i jedno truskawkowe), siedem szaszłyków i trochę babeczek (zwanych w lokalnym mieszanym narzeczu muffinkami). Zjeść siedem szaszłyków we troje to zadanie na co najmniej dwa dni. Na szczęście w samą porę zjawili się ze spaceru nasi nieocenieni sąsiedzi,… Czytaj dalej Niezły kit

Zdrówko!

Zdrówko mnie jednak nie opuściło tak do końca. Odwiedziłem dziś - po raz już ostatni - wracza-płucologa, który mi obwieścił, że w zasadzie to jestem zdrowy. Jeszcze trochę pokaszlę, jeszcze trochę mam się nawdychiwać (nawdychowywać?) tego drogocennego stuffu po 120 baniek za kilogram, ale generalnie jestem już wyleczony, amen. A przedtem mi jeszcze pstryknęli fotkę… Czytaj dalej Zdrówko!

Sto dwadzieścia milionów euro za kilogram

Co może kosztować ponad sto dwadzieścia milionów euro za kilogram? Próbka kału władcy z dynastii Ming? Wzbogacony pluton? Farba oktarynowa? Podpowiem dla ułatwienia, że od kilkunastu dni aplikuję sobie to cudo, i w dodatku zapłaciłem za nie pieniędzmi z własnej kieszeni. Dodam jeszcze, że nie jest to żaden żart ani tym bardziej dowcip. Naprawdę, sprzedaż… Czytaj dalej Sto dwadzieścia milionów euro za kilogram

Pożyjemy

Wróciłem dziś od wracza płucologa. Wracz płucolog poczytał obowiązkową lekturę przesłaną mu przez mojego GP, wysłuchał mojej historii, zmierzył mi ciśnienie, potem długo i cierpliwie wsłuchiwał się w różne miejsca na moim torsie gladiatora (z przodu i z tyłu), kazał mi też dmuchać w taką rurkę z ustnikiem, wreszcie wydał werdykt: pacjent będzie żył. Werdykt… Czytaj dalej Pożyjemy

Mądry po szkodzie

Od czasu ostatniego włamania (które, nawiasem mówiąc, było czwartym włamaniem w naszym bloku w ciągu ostatnich osiemnastu miesięcy) sąsiedzi zaczęli masowo wstawiać bardziej pancerne zamki. W efekcie przez większość weekendu dało się słyszeć stukot i pukot na całym korytarzu. Podobno lepiej montować drugi zamek w okolicach mniej więcej 1/4 wysokości drzwi - trudniej takie drzwi… Czytaj dalej Mądry po szkodzie