Zataśmowany

Dawnymi czasy przytrafiła mi się dość zabawna przygoda z irlandzką służbą zdrowia, którą dziś spieszę opisać.

Otóż któregoś dnia udało mi się kopnąć w nogę od rozkładanej kanapy. Moment wybrałem sobie idealny, spieszyło nam się bowiem akurat na samolot do Dublina i właśnie wychodziliśmy z mieszkania. A tu masz ci los, kanapa złośliwie podstawiła mi nogę. Coś mi głośno chrupnęło w palcu, pół sekundy później w domu rozległo się głośne „motyla noga!”, następnie – próbując powstrzymać tabuny kolejnych cisnących mi się na usta motylich nóg – zaprezentowałem najbliższemu otoczeniu całą tęczę barw na twarzy, wreszcie załkałem cichutko, próbując jednocześnie ocenić skalę strat. Środkowy palec w lewej nodze bolał jak jasny gwint, ale jakoś mogłem chodzić. Stwierdziłem, że w takim razie pędzimy na lotnisko, o palec będziemy się martwić potem.

Do Dublina dotarliśmy w okolicach wpół do dwunastej w nocy – a tam, wiadomo, bagaże, auto odebrać z parkingu, dojechać do domu – zrobiła się godzina pierwsza. Palcowi się niestety nie polepszyło, a wręcz przeciwnie – trasę z lotniska do domu przejechałem z miną Matki Boskiej Boleściwej, bez używania lewej nogi, którą oparłem obok sprzęgła, starając się nią nie poruszać ani o milimetr. Jeżeli, Czytelniku, próbowałeś kiedykolwiek prowadzić auto bez używania lewej nogi, wiesz zapewne, że nie jest to zbyt trudne – wystarczy 5-10 minut treningu i się człowiek przyzwyczaja.

O wiele gorzej jest w drugą stronę, ale o tym może kiedy indziej.

W każdym razie do domu dotarliśmy w jednym kawałku, niestety po obnażeniu lewej stopy oczom mym ukazał się palec mocno spuchnięty (nie udało mi się już założyć buta z powrotem), zsiniały i obolały jak ciemna śruba.

Niewiele myśląc zawezwałem więc rydwan taksówkowy i kazałem się wieźć do najbliższego cyrulika – czyli na pogotowie do najbliższego szpitala. Strzyżonego pambuk strzyże, mogło się to nieźle rozpaprać, lepiej żeby to obejrzał fachowiec.

No i tutaj dochodzimy do sedna niniejszej przydługiej opowieści – otóż odczekawszy swoje w pogotowioratunkowej poczekalni (jak powszechnie wiadomo, w Irlandii na pogotowiu czeka się godzinami) trafiłem w końcu w ręce pana doktora. Pan doktor, drobnej budowy Hindus, obmacał palec, pocmokał nad jego kolorem i na ten tychmiast obstalował fotkę rentgenowską.

Na fotce wyszło niewielkie stłuczenie i ogólne poobijanie całego palca, ale – na szczęście – żadnego złamania. Pan doktor powiedział:

– Trzeba unieruchomić ten palec na dwa, góra trzy dni i będzie jak nowy.

Po czym wyszedł na chwilę z zabiegowego. Myślę, pewnie poszedł po jakąś szynę, deszczułkę albo inny usztywniacz. Za chwilę wrócił trzymając w ręce rolkę taśmy izolacyjnej. Coś jakby zwykła taśma klejąca, tylko zamiast przezroczystej folii tu był czarny gumoplastik. Myślę sobie, pewnie usztywnianie boli, a skończyły im się środki przeciwbólowe, więc będę teraz zakneblowany, żeby wrzaskiem nie stresować innych pacjentów. Tymczasem jednak pan doktor przywiązał mi za pomocą tej taśmy stłuczony palec do sąsiada (czyli do palca numer 2) i oznajmił:

– Gotowe.

Ja się zasadniczo rzadko dziwię. Podobno jest to oznaka osiągnięcia pewnego wieku – dziwienie się jest bowiem głównie domeną dzieci. Tu jednak trochę mnie zatkało. Zanim jednak zdążyłem cokolwiek powiedzieć, pan doktor wyjaśnił:

– To najprostszy, najszybszy i najbardziej skuteczny sposób usztywnienia palca w pańskim przypadku. Jeżeli sytuacja się nie poprawi w ciągu trzech dni, proszę przyjść, obejrzymy. Ale powinno być ok.

Cóż. Nie będę się spierał z medycznym autorytetem, choćby mi miał wiązać palce taśmą izolacyjną. Lepsze to niż jedzenie chleba z pajęczyną…

W domu byłem coś przed czwartą nad ranem. Żonka bardzo się dziwowała tej taśmie i patrzyła na nią z takim samym niedowierzaniem jak ja pół godziny wcześniej. Końcem końców okazało się, że po niecałych trzech dniach opuchlizna zeszła, ból zelżał, po tygodniu faktycznie zapomniałem o całej sprawie.

Dziwny świat…

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Zataśmowany"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
ulinka
Gość

Czasem najprostsze rozwiązania są najlepsze 😉

lacki
Gość

no i mogłeś przez te kilka dni stopą gniazdka montować, przewody skręcać, nawet bez odcinania fazy

wpDiscuz