Lanie wody

W ramach swojej codziennej prasówki zerkam od czasu do czasu na nowości w witrynie Waterpol.org. Całkiem niedawno znalazłem tam interesujący artykuł o wprowadzeniu planowanych od dawna w Irlandii opłat za wodę. Ponieważ – niestety (a może stety? kwestia liczebności trolli…) Waterpol.org nie umożliwia komentowania pod ich artykułami na głównej, pozwolę sobie umieścić komentarz tutaj. Wprawdzie jego zasięg będzie bliski zeru, ale co mi tam, mój blog, będę sobie komentował co będę chciał, o!

Oryginalny artykuł znajduje się tutaj: http://waterpol.org/index.php/component/content/article/1-aktualnosci/1669-opaty-za-wod-niesprawiedliwe-dla-duych-rodzin.html

Główną tezą artykułu jest problem z “uczciwością” proponowanego przez rząd podejścia do tematu. Otóż każde gospodarstwo domowe miałoby dysponować pewną comiesięczną ilością wody “darmowej” – po przekroczeniu tego limitu trzeba będzie dopłacić, proporcjonalnie do ilości zużytej wody. Pomysł zacny, jednak wątpliwości budzi metoda naliczania ilości wody “darmowej” przysługującej gospodarstwu. Otóż według aktualnie obowiązującego planu, ilość ta miałaby być zależna tylko i wyłącznie od wielkości mieszkania (wyrażonej w ilości sypialni), natomiast nie zależałaby w żaden sposób od ilości mieszkańców. Tym samym rodzina pięcioosobowa (na przykład para z trójką dzieci, albo Dada, Gaga, Mama, Fafa i Haha – kojarzy ktoś?) mieszkająca na trzech sypialniach miałaby identyczną ilość darmowej wody jak ich samotnie mieszkający sąsiad (a więc średnio pięciokrotnie mniej wody na każdego mieszkańca). Ludzie już planują protesty, bunty i ogólnie pojęte NIE w stronę rządu – co z tego będzie, zobaczymy.

Z mojej strony mogę dodać, że analogiczny sposób działa u nas w kwestii naliczania rocznej opłaty do spółdzielni mieszkaniowej w bloku mieszkalnym (tzw. service charge, coś jakby czynsz, na pokrycie kosztów rozmaitych usług “wspólnych” dla wszystkich mieszkań, na przykład utrzymanie wind, systemu alarmowego, klatek schodowych, wywózkę śmieci, mycie okien i tak dalej) – i od trzech lat jestem świadkiem jak mieszkańcy próbują się przeciwko temu systemowi “zbuntować”, ale póki co nic z tego nie wychodzi. Problem polega na tym, że nie da się na bieżąco rejestrować faktycznej ilości mieszkańców każdego mieszkania, bez wdrażania systemu “rzyczliwych” sąsiadów, którzy meldowaliby spółdzielni o każdej zaobserwowanej nieprawidłowości (w dodatku taki “rzyczliwy” musiałby mieć wgląd w kartotekę naszego mieszkania, co wiąże się – teoretycznie – z jakimś tam pogwałceniem prywatności). W Polsce system działa bez pudła (jesteśmy, widać, urodzonymi kablami), a tutaj się nie da. W związku z tym nasza trzy- (a wkrótce już cztero-) osobowa rodzinka płaci za trzypokojowe mieszkanie taki sam czynsz jak mieszkający na trzech pokojach samotny sąsiad z klatki obok. A przecież my generujemy więcej śmieci, częściej dajemy w żyłę w windzie oraz trzaskamy drzwiami wejściowymi do budynku, tym samym intensywniej “zużywając” te drzwi. Powinniśmy więc płacić ciut więcej niż ów samotny sąsiad, prawda?

W sporach na ogół staram się być obiektywny. Tutaj jednak nie do końca znam skalę przedsięwzięcia, nie orientuję się też w potencjalnych kosztach ewentualnego wprowadzenia do systemu dodatkowej zmiennej X = ilość mieszkańców na gospodarstwo. Tym samym ciężko jest mi ocenić, czy faktycznie “się nie da”, czy po prostu rząd się wykręca, chcąc uprościć procedurę do maksimum, choćby nawet kosztem znacznej części płacących.

Skończy się na tym, że będziemy podstępnie chodzić do samotnego sąsiada na kawę, po czym, pod pretekstem udania się do toalety, będziemy się tam cichaczem myć, a także wynosić wodę na zewnątrz w uprzednio przygotowanych filtrfrakach.

Albo postawimy garnki na dachu i będziemy gotować na deszczówce…


Zapisz się
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
4
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x