Aqua vitae

In Ogólne by xpil0 Comments

Lubię wodę. Warto przy tym zaznaczyć, że preferuję konfigurację, w której ja jestem na zewnątrz wody, nie odwrotnie.

Wyjątkiem od powyższego stwierdzenia są poranne / wieczorne ablucje. Ale wielkim fanem pływania tudzież taplania się nie jestem. Bierze się to prawdopodobnie stąd, że w mojej rodzinie nie było nigdy szczególnych tradycji pływackich – w związku z czym nie bardzo miał mnie kto nauczyć pływać. Na spokojnej wodzie utrzymam się może z 10 minut, a potem to już z górki. A jak są większe fale to i minuta wystarczy.

Stąd też sporym problemem były dla mnie wszelakie zajęcia z pływania, których nie brakowało na studiach wojskowych. Koledzy potrafili machać po parędziesiąt basenów na raz, ja z trudem robiłem dwa. Na ogół intensywnie krztusząc się chlorowaną wodą. Ubaw po pachy 😉

Jestem za to wielkim fanem spożywania wody pitnej. Bąbelki, bez bąbelków, wsioryba. Staram się zawsze miać pod ręką butelkę z wodą i popijam małymi łyczkami. Tłumaczę sobie w ten sposób, że kawa (której również wypijam mnóstwo, zwłaszcza za biurkiem w pracy) ulega rozrzedzeniu i ma dzięki temu mniej szkodliwy wpływ. Oczywiście jest to bzdura, ale lubię sobie czasem wizualizować kawę wymieszaną w żołądku z wodą.

(Zdaję sobie sprawę, że są ciekawsze rzeczy do wizualizowania – to nie jest tak, że przez 24h na dobę marzę o wodzie i kawie. Trzeba przecież spać czasem.)

Całkiem inną sprawą jest pijalność („pitność”) kranówy. W zależności od miejsca zamieszkania, można trafić lepiej lub gorzej. Dotychczas trafiliśmy „lepiej” tylko w jednym miejscu – było to nasze pierwsze mieszkanie w Donegal Town, gdzie woda z kranu była smaczniejsza niż większość wód butelkowanych. Tutaj zaś, w Dublinie, jeżeli wody nie przepuści się najpierw przez filtr, po paru tygodniach czajnik do wymiany (lub do odkamieniania – jakie fajne słowo).

No i najważniejsze – woda jest zdecydowanie najsmaczniejszym z czterech żywiołów 😉

Z innej beczki (albo raczej: z innego wiadra), zawsze podobał mi się przykład obrazujący zasadę działania zjawisk bifurkacyjnych przy użyciu dużego koła, dziurawych wiader i źródła wody. Otóż wyobraźmy sobie następujący twór: duże koło (coś a’la koło młyńskie) z pozawieszanymi na nim swobodnie wiadrami. Każde wiadro ma w dnie dziurę. Nad kołem znajduje się źródło wody (np. kran). Znamy wszystkie parametry tego układu (współczynniki tarcia wszystkich części ruchomych, szczegółowy rozkład masy koła, ilość, rozkład i masy wiader, średnice i położenia otworów w dnach wiader, wiemy ile wody wylatuje ze źródła w jednostce czasu i tak dalej). Okazuje się, że nawet w warunkach idealnych nie da się wyznaczyć metodami stricte matematycznymi położenia koła w funkcji czasu. Jedyny sposób na przewidzenie tego to zbudowanie modelu i wykonanie na nim symulacji. Ot, ciekawostka taka.

Przy okazji pisania tego konkretnego wpisu, zajrzałem sobie na Wiki i odświeżyłem sobie lekcję fizyki ze szkoły średniej – otóż woda ma tzw. punkt potrójny – temperaturę, w której mogą istnieć wszystkie trzy stany skupienia. Wynosi ona 0.03 stopnia Celsjusza. Dowiedziałem się też niechcący, że istnieje coś takiego jak punkt krytyczny (kombinacja temperatury i ciśnienia), powyżej którego nie da się odróżnić stanu ciekłego od gazowego. Człowiek się uczy całe życie…

Starczy tego lania wody na dziś. A worek z kawałami dziś pusty, wrzucę więc zapychacza w postaci cytatu. Tym razem coś z „Dzienników Gwiazdowych” Lema:

Duizm głosi, że każde życie zna dwie śmierci, przednią i tylną, to jest tę sprzed narodzin i tę po agonii. Teologowie dychtońscy za szperklapy brali się ze zdziwienia, słysząc potem ode mnie, że my tak na Ziemi nie myślimy i że są Kościoły interesujące się tylko jednym, mianowicie przednim bytowaniem pośmiertnym. Nie mogli pojąć, czemu ludziom przykro myśleć o tym, że ich kiedyś nie będzie, a nie jest im tak samo przykro rozmyślać o tym, że ich przedtem nigdy nie było.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz