Kolejny eksperyment z Linuksem

Tym razem na poważnie.

Zasadniczo lubię Linuksy, chociaż zawsze twierdziłem, że Windows jest lepszy jako stacja robocza. Linuksy na serwery, a do pracy “dla ludzi” – tylko Windows. Ostatecznie Japko jak ktoś lubi. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że są ludzie używający Linuksa na co dzień, ale mi się nigdy nie udało, chociaż próbowałem już kilka razy. Zawsze zawadzały różne służbowe klamoty: MSSQL Server, Office i tak dalej.

Ponieważ jednak kilka miesięcy temu zmieniłem pracodawcę i kompletnie przeprofilowałem się zawodowo stwierdziłem, że warto dać Linuksowi jeszcze jedną szansę.

Nie, nie skoczyłem na głęboką wodę, nie zamieniłem partycji z Windows na linuksową. Zainstalowałem sobie Mint-a na osobnym dysku i testuję. Szukam czegoś, co mnie tym razem odstręczy. Po trzech dniach – odpukać – jest całkiem nieźle. Nie wszystko działa jak powinno, ale jest lepiej niż gorzej.

Na plus:

  • MS Office: używam wersji on-line. Tak, tak, wiem, są różne darmowe Office-y próbujące udawać, że są 100% zgodne z MS Office, ale nie są. Wersja w przeglądarce działa mi wystarczająco dobrze, no i mam pełną zgodność formatu z resztą ludzi w teamie.
  • Tunel SSH: i tak używałem wersji z WSL2, więc wszystko identycznie.
  • OpenVPN: tu musiałem się trochę nabiedzić, ale końcem końców okazało się, że linuksowy klient (openvpn3) potrafi zaimportować mój profil z windowsowej wersji i wszystko ładnie działa. Jedyne czego nie potrafię to zabezpieczyć się przed omyłkowym uruchomieniem kilku sesji na raz, ale to nieduży problem.
  • Visual Studio Code: pod Windows i tak pisałem kod pod WSL2, więc nawet nie musiałem zmieniać ścieżek dostępu do różnych plików w projektach (zamontowałem sobie pod Linuksem dyski z kodem w identycznych folderach jak robi to WSL2).
  • GIT: bez komentarza. Wiadomo.
  • MS Teams: jest wersja linuksowa, i to nie jakiś dziwny klon od firmy krzak tylko prościutko od producenta.
  • Zoom: jest instalka w DEB prosto od producenta. Wszystko działa.
  • Google Meet: działa w przeglądarce, wystarczy.
  • Paint .Net: jest klon linuksowy (Pinta), działa w zasadzie identycznie.
  • Total Commander: używam Double Commandera. Co prawda nie dorasta oryginałowi do pięt, ale do moich potrzeb – wystarcza.
  • Obsidian: jest wersja linuksowa.
  • MySQL Workbench: nie udało mi się znaleźć działającej wersji linuksowej, zamiast tego używam DBeaver. Działa jak złoto.
  • WhatsappTray: nie ma natywnego klienta pod Linux, ale jest klon (Whatsdesk), działa identycznie.
  • Firefox, Edge, Chrome: Firefox, Edge, Chromium. Tak, jest linuksowa wersja Edge, świnie latają!
  • Synology Drive Client: jest wersja w DEB, działa identycznie jak pod Windows.
  • Paint .Net: używam Pinty. Nie jest identyczna z oryginałem, ale niedużo jej brakuje.
  • Spotify: po prostu działa.
  • Draw.io: po prostu działa.
  • Bluetooth: po prostu działa.
  • Kamerka do Zoom / GMeet / MSTeams: po prostu działa.
  • Wszystkie inne urządzenia, w tym również stara NVidia: po prostu działają (z wyjątkiem klawiatury – patrz poniżej).

Na minus:

  • Greenshot: nie znalazłem jeszcze dobrego zastępnika, testuję kilka alternatyw. Wybór jest spory (na razie wygrywa Flameshot), ale póki co nic nie jest w stanie zaoferować mi prostoty i elegancji Greenshot-a.
  • Klawiatura: używam mechanicznej klawiatury G613 od Logitecha i niestety producent nie oferuje wsparcia dla Linuksów. Efekt: klawisze G1 – G6, których pod Windows używałem do różnych przydatnych makr, pod Linuksem są tylko zbędnym balastem (xev pokazuje je jako F1-F6, więc nawet nie ma jak ich ręcznie zamapować). Szkoda, ale przeżyję.
  • Edge: brak synchronizacji. Kłopot niewielki, musiałem przenieść zakładki ręcznie:
  • MyPhoneCompanion: nie ma linuksowego odpowiednika. Przeżyję.

A czemu akurat Mint?

Zawsze byłem wielkim fanem ElementaryOS jednak tym razem padło na Minta; głównie z tego powodu, że w Elementary nie udało mi się uruchomić Obsidiana (pokazywało się puste okienko i tyle).

Wniosek końcowy?

Ku swemu ogromnemu zdumieniu stwierdziłem, że mogę pracować z Mintem tak samo solidnie jak ze starym, wysłużonym Windows 10. Póki co zostawiam partycję Windows (czasem przy weekendzie człowiek chciałby pograć, a nie wszystkie gry działają pod Linuksem), ale w pracy powoli zostaję pryszczatym linuksiarzem.

Zadziwiające.

Zapisz się
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
6
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x