Przygód z Linuksem ciąg dalszy

Jakiś czas temu zaryzykowałem i przeniosłem się z pracowymi klamotami na Linuksa. Powód: głównie dlatego, że można. Wszystkie potrzebne w obecnej pracy narzędzia programistyczne działają zarówno pod Linuksem jak też pod Windą czy, za przeproszeniem, Makówką. Lista jest niezbyt długa:

  • Przeglądarka: Firefox lub Chrome/-ium
  • Pisanie kodu: VS Code
  • Notowanie: GNote
  • Zaglądanie API pod maskę: Postman
  • Czat / telekonferencje: WhatsApp, Telegram, Teams, Signal, Google Meet, Zoom. Do pracy Telegrama nie używam, więc siedzi sobie zainstalowany pod osobnym loginem.
  • Klient SQL: DBeaver
  • Screenshoty: pod Windows był Greenshot, tu używam natywnego gnome-screenshot tylko mu podłączyłem tą samą kombinację klawiszy (shift-control-Z)
  • Edycja screenshotów (głównie dodawanie strzałek i prostokątów do rozmaitych dokumentów): Pinta (pod Windows używałem Paint.NET, Pinta jest linuksowym klonem)
  • Karkusz[czyli arkusz kalkulacyjny]: LibreCalc. Najsłabszy punkt programu, ale idzie wytrzymać.
  • Gromadzenie wiedzy: jeszcze do niedawna Obsidian, ale po ostatnich aktualizacjach nieco mnie wzburzył, może zrobię kiedyś osobny wpis, póki co nie mam niczego.

Żeby nie było za różowo, tamta przeprowadzka zakończyła się tylko połowicznym sukcesem. Nadal zdarzało mi się zrestartować kompa do Windows, z przyzwyczajenia.

Niedawno jednak w końcu dostałem służbową maszynę (poprzednio pracowałem na prywatnej), całkiem przyzwoity laptopik z dwunastowątkowym procesorem i7, hektarem ramięci oraz szybkim dyskiem. Jedyne czego mu tak naprawdę brakuje to lepsze wyjście na monitor (niby NVidia na pokładzie, ale nijak nie da się włączyć pełnej rozdzielczości 6K przy więcej niż 30Hz odświeżania, musiałem więc zejść do FHD żeby mi nie wypaliło oczu – może to wina kabla? hmm), no i wbudowana klawiatura jest beznadziejna, ale i tak używam zewnętrznej. Wszystko inne bangla aż za dobrze.

No więc mam tego laptopika i sobie pomyślałem: właściwie to czemu by nie?

Wyrzezałem windę, zainstalowałem Minta (wersja 20, Cynamon), zsynchronizowałem się ze zdalnymi repozytoriami, ze starego kompa musiałem tylko przenieść kilka zakładek z przeglądarki… i tak już minęły ponad dwa tygodnie, a ja ciągle żyję. Nie wyrosły mi żadne nowe pryszcze, nie rwę włosów z głowy. Czasem trochę pozłorzeczę na LibreCalc, bo jednak nawyków z Excela nie da się pozbyć z dnia na dzień (najbardziej mnie rozjusza brak obsługi niektórych skrótów klawiszy, na przykład shift-control-L), ale spójrzmy prawdzie w oczy: karkusza używam od wielkiego dzwonu, więc nie ma tragedii.

Z rzeczy ogólnych najbardziej podoba mi się możliwość przenoszenia okien między wirtualnymi pulpitami bez konieczności zdejmowania rąk z klawiatury: pod Windows trzeba nacisnąć Win-Tab i potem przeciągać okna myszą, tutaj wystarczy dodać Shift przy przełączaniu pulpitów żeby aktywne okno “powędrowało” z nami na inny pulpit. Bardzo lubię też możliwość przełączania się między różnymi zalogowanymi sesjami X za pomocą samej klawiatury.

Podsumowując – wszystko po prostu działa.

Rzecz jasna działa dopóty, dopóki nie zmienię kołchozu na sprofilowany pod M$, co może nastąpić jutro albo za pięć lat. Albo nigdy.

Pożyjemy, zobaczymy.

Zapisz się
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
3
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x