Drobnym druczkiem

Jeżeli ktoś w miarę regularnie zagląda na tego bloga, być może jakimś cudem kojarzy mój wpis sprzed ponad dwóch lat o obniżaniu kosztów przechowywania kopii zapasowych zdjęć w chmurze.

Tu można poczytać: http://xpil.eu/tanie-skladowanie/

No i niby wszystko ładnie, pięknie, raz na jakiś czas dorzucam do swojego amazońskiego lodowca (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało) paręset megabajtów nowych fotek, wszystko cacy. Raz na miesiąc dostaję rachunek w kwocie około 2.50 USD, danych w Lodowcu mam paręset giga, leżą tam sobie bezpieczne na wypadek Godziny Wu.

Aczkolwiek ostatnio tak sobie pomyślałem, że skoro mam konto u Małomiękkiego, któremu płacę siedem Jerzych miesięcznie za możliwość używania Office 365, może wypadałoby skorzystać z faktu, że w cenie mają wliczony jeden terabajt na OneDrive? Zupełnie tej usługi nie używam, terabajt leży odłogiem i się marnuje. Hm.

Oprócz tego, ponieważ ostatnio Dropbox (w końcu!) obniżył ceny usług, żeby jako tako nadążyć za konkurencją, przechowuję swoje fotki również w chmurze dropboxowej, co ma tę wielką zaletę, że wszystkie zdjęcia robione Patelnią wskakują na Dropboxa automagicznie, wystarczy tylko, że znajdę się w zasięgu WLAN. I tylko raz na jakiś czas, najlepiej raz na miesiąc, muszę się zalogować do Dropboxa przez przeglądarkę i przewalić fotki z folderu Camera Uploads do osobnego folderu miesięcznego (inaczej bym się całkiem pogubił z chronologią).

Czyli tak: mam dwie chmury, po terabajcie każda, obydwie bardzo wygodne, więc ten cały Glacier, chociaż faktycznie tani jak barszcz, zaczyna wyglądać na trochę bessęsó.

Niby te dwa i pół dolca miesięcznie to żaden piniondz. ale, jak mówi stare przysłowie, ziarnko do ziarnka, będą dwa ziarnka… No więc stwierdziłem, że chyba tego Lodowca zlikwiduję jednak. Tylko najpierw wyślę wszystkie fotki na OneDrive, żeby mieć spokój ducha.

Kopiowanie danych między Dropboxem a OneDrive-em to nie przelewki. Trzeba najpierw zassać wszystko na lokalny dysk, co jest raczej kłopotliwe, bo dysk ma raptem 128 GB a fotek jest ponad 300GB, więc trzeba po kawałku zasysać i przerzucać, ewentualnie kombinować z dyskiem przenośnym.. Ale ja dziś nie o tym.

W ramach oczekiwania na zakończenie tych wszystkich transferów zajrzałem sobie z głupia frant do regulaminu Lodowca, żeby się upewnić, że mogę sobie to swoje repozytorium bezpiecznie skasować, jak już będzie po wszystkim.

I się doczytałem całkiem interesujących rzeczy…

Regulamin Amazon Glacier mówi, że za wysyłanie danych płaci się tyle to a tyle, za przechowywanie – tyle to a tyle, natomiast ściąganie jest za darmo, o ile tylko nie ściągamy więcej danych niż 5% całkowitej pojemności na miesiąc. A gdybyśmy chcieli ściągnąć więcej, niż 5%, to albo musimy poczekać 30 dni (i wtedy kolejne 5% będzie za friko), albo zapłacić około jednego centa za gigabajt. Jeżeli musiałbym w pilnym trybie ściągnąć całość danych, czyli około 300GB, to by wyszło jakieś…

liczu, liczu, liczu…

… jakieś trzy dolary. Luzik, bluesik, c’nie?

Niestety, nie do końca. Jak się człowiek przyjrzy uważnie, to tam jest napisane, że ściąganie powyżej 5% w danym miesiącu kosztuje od 0.011USD/GB.

„Od”

Okazuje się, że faktyczna opłata za ściąganie danych z Lodowca, po przekroczeniu 5% pojemności, jest naliczana na podstawie maksymalnego godzinnego transferu, jaki wygenerowaliśmy, ekstrapolowanego następnie na cały miesiąc. Czyli jeżeli przykładowo w ciągu jakiejkolwiek godziny w danym miesiącu ściągnęliśmy, dajmy na to, 60GB, to znaczy, że wygenerowaliśmy transfer 60GB/h. Przemnożone przez 720 godzin w miesiącu oraz przez jednego centa za gigabajt nagle okaże się, że koszt transferu tych 60 GB wyniesie nas gdzieś między 400 a 500 dolarów.

Liczu, liczu, liczu… dokładnie 432 dolary, przy założeniu 30-dniowego miesiąca.

Oczywiście jeżeli w ciągu następnej godziny ściągniemy kolejnych 60GB, koszt się nie zmieni. „Nakarmiliśmy smoka” transferem 60GB/h i do końca miesiąca możemy ściągać z Lodowca „za darmo” – to znaczy w cenie tych nieszczęsnych 432 USD. Jeżeli jednak uda nam się ten transfer godzinowy podciągnąć do, dajmy na to, 80GB/h (wystarczy tylko jedna godzina w miesiącu!), to automatycznie koszt całego miesiąca skoczy do prawie 600USD (dokładnie 576) – i to nieodwracalnie. Nie da się już tej kasy odzyskać, choćbyśmy nawet całkiem zatrzymali ściąganie danych od razu po upływie tej jednej godziny.

Jest to wszystko ładnie opisane na stronie Amazon, ale trzeba się tam najpierw doklikać z regulaminu usługi Glacier. A przecież samego regulaminu nigdy się zbyt szczegółowo nie czyta, a co dopiero jakieś tam linki. Prawda?

Na szczęście nie mam już potrzeby korzystania z Glaciera, ponieważ chwilowo pracowicie przerzucam fotki między Dropbox-em a OneDrive-em, a mam jeszcze oprócz tego kopię na domowym NAS-ie (który – nawiasem mówiąc – też się automagicznie synchronizuje z Dropboxem).

Magia, panie.

 

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Drobnym druczkiem"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Tomek
Gość

OneDrive jako i Dropbox multiplatformowo automagicznie fotkami zapełniać się potrafi 🙂

kwas007
Gość

Wiem że to głupie ale sterowniki od chipset-u zaktualizowałeś?

Harry Potter
Gość

To została tylko modlitwa do bila może on coś na to poradzi.

wpDiscuz