Tanie składowanie

Od jakiegoś czasu zacząłem kombinować jak by tu obniżyć koszty kopii zapasowej swoich zdjęć w chmurze.

Zacznijmy od tego, po cholerę mi w ogóle jakaś tam kopia zapasowa w jakiejś tam chmurze.

Otóż założenie jest takie, że jeżeli coś może pójść źle, na pewno pójdzie, w związku z tym trzymanie wszystkiego lokalnie w domu prędzej czy później zakończy się jakąś katastrofą (choćby pożar - odpukać - albo jakiś piorun, albo sąsiad instalujący nowy magnetyzer na podwórku za oknem), i wszystkie nośniki ze zdjęciami szlag trafi.

Prawdopodobnie nie ma na taki lęk jeszcze oficjalnej medycznej nazwy - hmm, może fotostratofobia?

Tak czy siak, oprócz trzymania wszystkiego na domowym NAS-ie (mirror na dwóch dyskach) oraz na dysku laptopa, mam osobną kopię całości w chmurze. Dotychczas używałem Dropbox-a, który oferuje 200 GB przestrzeni za około €14 miesięcznie - nie są to jakieś straszne pieniądze, ale tak całkiem tanio też nie jest. Niestety, Dropbox, chociaż bardzo niezawodny, ma jedną wadę: nie da się dokupić przestrzeni dyskowej według własnego zapotrzebowania. Jeżeli potrzebuje się 250GB, trzeba od razu kupić 500GB, a to już koszt rzędu €38 na miesiąc - więcej niż przeciętna opłata abonamentowa za telefon komórkowy.

Na domiar złego skończyła mi się niedawno dodatkowa, bonusowa przestrzeń na Dropbox-ie, uzyskana w promocji przy zakupie Samsung Galaxy Note II dwa lata temu, w związku z czym zamiast 250GB okazało się nagle, że mam "tylko" 200GB, a zdjęć, jak na złość, mam 199GB. Czyli lada dzień skończy mi się miejsce (zwłaszcza, że Młody się urodził, a wiadomo, przy takiej okazji trzaska się mnóstwo zdjęć).

W związku z powyższym postanowiłem wykonać drastyczne posunięcie - likwiduję płatne konto na Dropbox-ie i przesiadam się na Amazon Glacier.

Co prawda AG nie daje nawet dziesięciu procent funkcjonalności oferowanej przez Dropbox-a, ale właściwie jak się człowiek dobrze zastanowi, to wychodzi na to, że ta dodatkowa funkcjonalność jest absolutnie zbędna w przypadku zdjęć. Nie potrzebuję narzędzi do kolaboracji, porządkowania i tak dalej - potrzebuję solidnej, pewnej jak skała kopii zapasowej "na czarną godzinę". Amazon Glacier to właśnie taka kopia.

Cenowo wygląda to nader atrakcyjnie: za 200GB przestrzeni zapłacę niecałe €2 miesięcznie, a więc siedmiokrotnie taniej niż za taką samą przestrzeń w chmurze Dropbox-a. Za 300GB zapłacę niecałe €2.50 miesięcznie, podczas gdy w Dropbox-ie byłoby to już prawie €40/m-c. Różnica szesnastokrotna.

A co dostaję w zamian?

Ano, nic ponad kopię zapasową dowolnej ilości danych, w cenie mniej niż jednego eurocenta za każdy gigabajt. Przy większych pojemnościach (terabajty, petabajty) można dostać jeszcze lepszą cenę, ale póki co setki gigabajtów mi w zupełności wystarczają.

Dlaczego tak tanio?

Otóż jest tutaj pewien haczyk. Co prawda mogę sobie składować dowolne ilości danych, i zawsze zapłacę dokładnie za to, co aktualnie przechowuję. Jednak jeżeli będę chciał odzyskać te dane z chmury Amazona, tylko pierwsze pięć procent pojemności jest za darmo (a więc, w przypadku 200GB, 8GB mogę ściągnąć za darmo), a za resztę będę musiał zapłacić. Niedużo, dwanaście centów za gigabajt (czyli jakieś €24 za 200 GB), ale jednak.

W dalszym ciągu nie są to jakieś wielkie pieniądze, biorąc pod uwagę, że operacja odzyskania danych będzie konieczna tylko w przypadku lokalnej katastrofy (nagły atak pioruna, zbombardowanie południowego Dublina pociskami burzącymi etc).

Glacier ponadto wymaga dość ostrożnego podejścia - na przykład, jeżeli omyłkowo wgramy te same pliki dwukrotnie, i będziemy chcieli usunąć duplikaty, będzie nas to kosztować 3 centy za każdy usunięty gigabajt, o ile operacji usuwania dokonamy w ciągu mniej niż 90 dni od wysłania danych w chmurę. Trzeba uważnie przeczytać wszystko napisane drobnym druczkiem i potem ostrożnie wysyłać dane, żeby zminimalizować koszty.

Tak czy siak, klamka zapadła i od kilku dni pracowicie transferuję swoje fotki na serwery Amazon. Lada dzień zlikwiduję płatną subskrypcję Dropbox-a, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczę na piwo bądź pieluchy (raczej to drugie...)

16 komentarzy

  1. Sam używam Amazona, ale usługi S3, do kopii stron i podkastów. Płacę grosze typu $0,48 za miesiąc 🙂

      1. W sumie kilkanaście giga. Na pewno nie więcej niż 20. Kopie zdjęć trzymam lokalnie + na flickru.

    1. Zgadza się. Tylko że jak już wytnę tych kilkanaście procent zdjęć, za miesiąc-dwa będę musiał robić to samo.

      1. można zrobić jeszcze poniższe:
        1. zwiększyć kompresje jpg o jakieś 5
        2. zreskalować zdjęcia – zmiana nawet do full hd da Ci mnóstwo miejsca

  2. A nie można by np dogadać się z jednym lub dwoma kolegami, którzy też mają NAS-y i udostępnić sobie wzajemnie po te marne 500GB?

    1. 1. Jak by to niby miało poprawić bezpieczeństwo?
      2. Nawet gdyby miało je poprawić, nie mam takich kolegów, którzy wystawiają swoje NAS-y w publiczny internet, z możliwością synchronizacji.

      1. 1. Ano tak, że masz je u siebie na dysku PLUS na NAS-ie kolegi. Szansa, że padną oba na raz jest dużo mniejsza niż to, że padnie jeden.
        2. To może być problem. NAS-y Synology mają fajne opcje chmury. Co nie rozwiązuje Twojego problemu, tak tylko wspominam.

        1. No tak, ale przy założeniu, że z kolegą mamy podobną ilość danych do zabezpieczenia, mój NAS będzie w połowie używany przez pliki kolegi…

          Dyskusja nieco akademicka 🙂

    1. Rzuciłem okiem. Faktycznie, terabajt za friko. Ale wygląda na to, że to jest Yahoo, a ja się kiedyś bardzo mocno naciąłem na Yahoo i obiecałem sobie nigdy więcej nie korzystać z żadnych ich usług.

    1. Używam programu FastGlacier. Odkryłem też, że moja magiczna skrzyneczka (Synology DiskStation) też ma wbudowanego klienta Glacier, ale niestety nie potrafi się podpiąć pod istniejące foldery (a raczej sejfy – vaults) więc gdybym chciał to robić za pomocą Synology DS, musiałbym wgrywać wszystko od nowa.

Leave a Comment

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]