Gorący punkt

In Samo życie by xpil1 Comment

Jak już niedawno pisałem swoją łamaną angielszczyzną, zamieniłem ostatnio siekierkę na kijek i zamiast się wozić po dzielni ze smartfonem, używam skromnie Nokii 6310i (starsi górale mogą jeszcze pamiętać takie zwierzę). Tym samym odciąłem się od szeroko pojętego internetu, co ma swoje zalety (więcej czasu), jednak ma też swoje wady (główną z nich jest – niespodzianka – brak internetu pod ręką).

Ponieważ już wiem, że kolejny smartfon, jakiego sobie kupię, zostanie rozbity w drobny mak w czasie nieprzekraczającym dwóch miesięcy, zamiast tego zaopatrzyłem się w tablet.

Po stronie wad:
– Muszę teraz targać dwa urządzenia zamiast jednego
– Ponieważ tablet nie ma slotu na kartę SIM, muszę tak naprawdę targać trzy urządzenia: telefon, tablet i przenośny hotspot

Po stronie zalet:
– Nie sprawdzam co pięć sekund czy nie przyszło jakieś powiadomienie. Używam tabletu kiedy naprawdę potrzebuję coś sprawdzić w necie.
– Mam hektar miejsca na ekranie, a po podpięciu klawiaturki na Sinozębym mam namiastkę laptopa

No i teraz akcja właściwa: zamówiłem sobie u mojego sympatycznego operatora komórkowego przenośny hotspot. Przez telefon. Pogadali ze mną chwilę, upewnili się, że na pewno chcę hotspot a nie, na ten przykład, hipopotama albo wyciskarkę do twarogu. Potem zapewnili, że hotspot przyjdzie pocztą w ciągu trzech dni roboczych – super.

Po czterech dniach zadzwoniłem do nich z zapytaniem, gdzie mój hotspot. Okazało się, że jeszcze nie wysłali, bo ktoś tam coś gdzieś źle wpisał. Już wysyłają, będzie u mnie za trzy dni, tym razem już na pewno, na bank, jak bonie dydy.

Po tygodniu dzwonię do nich, z zapytaniem gdzie jest mój hotspot. Odpowiadają mi, że niestety, bardzo im przykro, ale mieli jakiś problem z firmą kurierską, i że jeszcze nie wysłali. Ale że już wysyłają, właśnie teraz, w tej chwili.

Ja im na to, że w tej chwili to ja potrzebuję hotspotu, a nie ich zapewnień. No to mi pani z obsługi klienta zasugerowała, żebym się udał do salonu firmowego i sobie taki hotspot na miejscu wziął, a oni ten wysłany anulują.

Tak też uczyniłem: podreptałem czem prędzej do salonu i zaopatrzyłem się w hotspot, podpisując równocześnie krwią własną umowę na 18 miesięcy, na użytkowanie owego hotspotu. Yay!

Niemniej jednak kilka dni potem okazało się, że ten pierwszy hotspot jednak nie został anulowany – przyszedł kurierem jakby nigdy nic. Dwa tygodnie po tym, jak go zamówiłem, ale jednak – jest.

Myślę sobie, super. Będą mnie teraz kasować za dwa hotspoty miesięcznie, zamiast za jeden. To oznacza, że będę sobie mógł słuchać muzyki w stereo zamiast w mono. Hurra!

Jednak chwilę i dwa momenty później pomyślałem sobie, że będę się teraz musiał targać z czterema urządzeniami zamiast z trzema. Lekka przesada…

Dzwonię więc do operatora i proszę o anulowanie jednego z tych hotspotów, bo w sumie jeden mi w zupełności wystarczy.

No i się zaczęło…

Nie będę teraz opisywał ze szczegółami wszystkich dialogów, które przeprowadziłem z biurem obsługi klienta, bo może kiedyś jakieś dzieciaki wejdą na tego bloga. A poza tym próbuję w tym blogu ukazać siebie jako osobnika wyluzowanego, który się raczej mało denerwuje, a taka obsługa klienta to ma chyba jakieś specjalne szkolenia psychologiczne na temat „Jak skutecznie wk…nerwować klientów”.

Enyłej, po dwóch dniach, trzech hektolitrach piany, kilku prośbach i groźbach wreszcie udało mi się przekonać BOK, że faktycznie nie potrzebuję obydwu hotspotów, i że jak jeden z nich odniosę do ich najbliższego sklepu w ciągu 14 dni, to mi go zdejmą z konta i będziemy wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Tak też zrobiłem – wkrótce dowiem się z jakim efektem.

Tymczasem zmywak trochę zarósł brudem (nie było mnie w pracy przez kilka dni, z wiadomego powodu), a więc wędzidło w zęby i do roboty…

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Gorący punkt"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Anka
Gość

To ja tylko się wypowiem, ze z telefonem to chyba Cię przebiłam, bo wciąż mam nokię 6300(ponad 5 lat chyba) i nie zanosi się, że zmienię na coś innego. żadne smartfony i wszelkie tel. z ekranami dotykowymi mnie nie kręcą, bo nie uznaje internetu na tel. podobnie zresztą, jak aparatu. jakoś nigdy mnie nie przekonywały takie 2(lub 3) w jednym.

Anka

wpDiscuz