Procentowe dziwy

Wspominałem jakiś czas temu o dziwnie zachowującej się baterii mego smark-fona. Otóż dziwność zrobiła się ostatnimi czasy jeszcze dziwniejsza. Symptomy są teraz takie:

Od czasu do czasu bateria przestaje się ładować. A raczej: udaje, że przestaje. Wskaźnik naładowania dochodzi do 83% i nawet przy użyciu tej takiej mocniejszej ładowarki nie daje się pójść wyżej. Ale jak się telefon wyłączy, a następnie wyjmie baterię i włoży z powrotem, wszystko wraca do normy i okazuje się, że bateria jest naładowana w 100%. Czytaj dalej Procentowe dziwy

Gorący punkt

Jak już niedawno pisałem swoją łamaną angielszczyzną, zamieniłem ostatnio siekierkę na kijek i zamiast się wozić po dzielni ze smartfonem, używam skromnie Nokii 6310i (starsi górale mogą jeszcze pamiętać takie zwierzę). Tym samym odciąłem się od szeroko pojętego internetu, co ma swoje zalety (więcej czasu), jednak ma też swoje wady (główną z nich jest – niespodzianka – brak internetu pod ręką). Czytaj dalej Gorący punkt

Back to roots

Somewhen in June 2010 I got my very first smartphone. It was a Samsung Galaxy S.

OK, to be completely honest, I used to use one or two Windows Mobile based phones since around 2006 but let’s face the truth: Android is to Windows Mobile as is a Tyranosaurus Rex to a cow. Well, maybe except the fact that cows haven’t extincted yet but let’s not get diverged from the main topic… Czytaj dalej Back to roots

Wszystkownica idealna

Jako zapalony miłośnik technologii informatycznych subskrybuję kilka kanałów informacyjnych z nowinkami. Od ładnych paru lat strasznie dużo się narobiło wokół urządzeń przenośnych (głównie smartfony i tablety), co chwilę ktoś gdzieś wypuszcza jakąś nowinkę: a to gęściej upakowane piksele na ekranie lub megapiksele w aparacie, a to więcej rdzeni w CPU albo GPU, a to znowu jakieś sterowanie gestami lub wzrokiem… no groch z kapustą. Czytaj dalej Wszystkownica idealna

Jeszcze o hasłach

Dawno, dawno temu, zaraz na samym początku istnienia tego blogu, pisałem o tym jak sobie radzić z dużą ilością haseł. Polecałem wówczas aplikację LastPass, która nie dość, że działa wszędzie (z wyjątkiem piwnicy Kowalskiego, ale to tylko dlatego, że Kowalski nie ma piwnicy), to jeszcze jest wyposażona we wszystkie niezbędne opcje. No i – co najważniejsze – jest aktywnie rozwijana, a więc od czasu do czasu pojawiają się nowinki. Czytaj dalej Jeszcze o hasłach

Lądowa linia

Pamięta ktoś jeszcze taki wynalazek jak telefonia stacjonarna? Bo ja pamiętam. W zamierzchłych czasach, kiedy autor tego bloga jeszcze sikał w nocnik, mieliśmy w domu taki telefon z tarczą, wielką plastikową słuchawką (akurat to ostatnie świetnie opisuje mój obecny smartfon – wszystkofon), widełkami oraz kabelkiem zakończonym wtyczką RJ 11. Czytaj dalej Lądowa linia