Szybka flaszka

Pisałem niedawno, że zaopatrzyłem się w nowy dysk do domowego peceta. Dziś, po kilku dniach użytkowania, mogę wydać pierwszą opinię.

Przypomnę, że dysk to OCZ Agility 3, z interfejsem SATA III, o pojemności 60 GB oraz maksymalnej przepustowości 500 MB/s (a dokładnie 475 MB/s przy zapisie oraz 525MB/s przy odczycie). Koszt urządzenia to około €95 (czyli €1.58 za gigabajt) – sporo drożej od tradycyjnych dysków talerzowych. Za jeden terabajt (zewnętrzny, na USB) zapłaciłem niedawno €55 (czyli ciut ponad pięć eurocentów za gigabajt), a za dwa terabajty – €95 (czyli niecałe pięć eurocentów za gigabajt). Tak więc dysk SSD wychodzi trzydziestokrotnie drożej, w przeliczeniu na jednostkę pojemności. Za co więc płacimy?

Otóż płacimy za: szybszy transfer danych, krótszy czas dostępu, cichszą pracę urządzenia, mniejsze zużycie energii elektrycznej oraz większą żywotność.

A jak to wygląda w praktyce?

Ano, po pierwsze primo, okazało się, że na moje płycie głównej nie mam interfejsu SATA 6 Gbps tylko 3 Gbps, a więc na dzień dobry transfer jest o połowę niższy od maksymalnego.

I tu się, w zasadzie, wady kończą. Dalej sam miód. Dysk jest kosmicznie szybki, przynajmniej w porównaniu do używanych przeze mnie dotychczas dysków tradycyjnych. Faktyczne transfery są na poziomie około 170-200 MB/s co dla mnie jest zjawiskiem niebywałym. Jednak nie w transferze czai się prawdziwa moc dysku SSD, a w krótkim czasie dostępu. W tradycyjnych dyskach mieści się on zazwyczaj w okolicy jednej milisekundy (aczkolwiek bardzo szybkie dyski serwerowe potrafią zejść nawet do 0.2 ms). W dyskach SSD natomiast jest to na ogół ciut poniżej jednej dziesiątej milisekundy. A więc do dziesięciu razy szybciej niż w tradycyjnym dysku.

Czym się to objawia szaremu zjadaczowi bitów? Głównie znacznie skróconym czasem odpowiedzi systemu operacyjnego. Uruchomienie dowolnej aplikacji, niezależnie od tego, ile dodatkowych bibliotek musi ona wczytać do pamięci zanim wyświetli interfejs użytkownika, trwa poniżej jednej sekundy (nawet kobylasty Firefox z pięcioma dodatkowymi wtyczkami wstaje w niecałą sekundę, i to przy pierwszym uruchomieniu).

Również czas uruchomienia systemu skrócił się znacząco. Od zniknięcia ekranu POST do pojawienia się okienka z logowaniem mija około czterech sekund. Restart systemu zajmuje zazwyczaj około 10-12 sekund (plus niemiłosiernie wolny u mnie POST), a więc naprawdę niedużo (poprzednio, przy tradycyjnym dysku, czekałem ponad minutę).

Jeśli chodzi o pojemność – cóż, 60 GB to nie za dużo (aczkolwiek mój pierwszy dysk twardy miał około 10 MB – tak, megabajtów). Niemniej jednak, po zainstalowaniu Windows 7 Ultimate, Office 2007 Enterprise i wszystkich niezbędnych aplikacji (o których pisałem swego czasu tutaj) nadal mam ponad 30GB wolnego miejsca na wszelakie pliki tymczasowe i robocze.

Podsumowując – wstawienie tego dysku do mojego ponadczteroletniego grata dodało mu skrzydeł, dzięki którym powinien on jeszcze posłużyć jakiś czas.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar