Czarna seria?

In Samo życie by xpil4 Comments

Wkrótce po opisanym niedawno wypadku, w trakcie którego nic się nikomu nie stało, przydarzył mi się kolejny. Tym razem mniej niebezpieczny dla mojego cielesnego jestestwa, natomiast zupełnie fatalny dla zewnętrznego dysku USB, który kupiłem sobie jakieś 3 lata temu. Tak oto, całkiem niechcący, skorzystałem z własnej porady, że dyski twarde trzeba wymieniać co 3 lata, ignorując wysokie wartości MTBF 😉

Cóż się zatem stało?

Ano, zaczęło się od tego, że nabyłem nowy dysk wewnętrzny, ponieważ wkurzało mnie już ciągłe kopiowanie danych we wszystkie strony żeby znaleźć miejsce na nową porcję fotek czy zgrać z DVD kopię zapasową filmu bądź jakiegoś programu. Tym samym wstawiłem sobie, za niecałe 100€, szybki dysk wewnętrzny o wielkości 2TB (teRAbajtów, nie teBibajtów, więc efektywnie ma on ciut ponad 1.8 teBIbajta). Żeby go podłączyć potrzebowałem dodatkowego kabelka Serial ATA (a w zasadzie dwóch, jednego zasilającego i drugiego do danych). Najwyraźniej firma produkująca ten model kompa (Packard Bell) oszczędziła na wnętrznościach i nie wrzuciła do środka żadnych zapasowych końcówek SATA (kabelek w detalu kosztuje jakieś 3€ – gruba oszczędność…), więc użyłem do podpięcia dysku kabelków SATA podpiętych oryginalnie do napędu DVD. Tym samym pozbawiłem się chwilowo możliwości czytania z płyt – a więc, parę dni później, udałem się do pobliskiego komputerowego, nabyłem w drodze kupna kabelek SATA, a wróciwszy do domu zabrałem się za jego zamontowanie.

Niestety, bądź to wskutek postępującej demencji starczej, bądź też z powodu przedawkowania pryty, umysł mój zamiast jaśnieć jak latarnia, pełgał ledwie widocznym płomyczkiem, w efekcie czego podczas kładzenia kompa na boku (celem zdjęcia bocznej pokrywy) nie zauważyłem, że kładę go na podłączonym doń dysku zewnętrznym. Trochę mi ta obudowa faktycznie krzywo leżała, ale wydawało mi się, że do od biegnącego pod spodem kabla. Zamontowawszy kabelek i założywszy z powrotem pokrywę boczną podniosłem kompa do pionu i wówczas oczom moim ukazał się obraz gorszy niż z malowideł Boscha: otóż pod naciskiem obudowy udało mi się skutecznie wyrwać gniazdo usb z dysku przenośnego. Pobieżna analiza wykazała bezapelacyjnie, że jedyne co mogę od tej pory zrobić z dyskiem to zmówić nad nim krótką modlitwę oraz mieć nadzieję, że jego talerze obracają się teraz w jakimś Lepszym Miejscu, gdzie nigdy nie znika Zasilanie, gdzie Głowice zawsze przesuwają się Cicho, a MTBF nigdy nie schodzi poniżej poziomej ósemki.

Szczęście w nieszczęściu, że dzień wcześniej skopiowałem wszystkie dane z tego dysku na ten nowy, dwutebibajtowy. Dzięki temu jedyna strata to dysk (który, tak to sobie tłumaczę, zapewne i tak by wkrótce umarł ze starości), natomiast po stronie zysków zapisałem nową wiedzę na temat konstrukcji podłączenia gniazda usb do twardego dysku. Gniazdo takie jest przylutowane na czterech lekko wygiętych łapkach (które to łapki skutecznie urwałem), dane zaś oraz zasilanie płyną czterema cieniutkimi nieizolowanymi drucikami o grubości (na moje kaprawe oko) jakichś ośmiu dziesiątych milimetra każdy, i odstępach między nimi jakieś cztery dziesiąte milimetra.

Na otarcie łez, zamówiłem sobie wczoraj na Pixmanii bardzo podobny dysk – tym razem zamiast 250GB będzie 1TB. Również na USB. Może przetrwa montaż kabelka zasilającego do mojego DVD (którego to kabelka zapomniałem kupić, więc czeka mnie dziś lub jutro kolejny wypad do pobliskiego komputerowego…)

Przy okazji ciekawostka – tamten dysk (co go już nie ma pośród nas) kosztował 170€ i miał pojemność 250GB. Czyli 68 eurocentów za jeden gibibajt. Ten, co go teraz kupiłem, ma 1TB i kosztował 66€. Czyli sześć i pół centa za gibibajt. Oznacza to ponad dziesięciokrotną różnicę w cenie, w przeliczeniu na jednostkę pojemności. Czy to oznacza, że za 6 lat kupię sobie dysk 200TB za 50€?

Pożyjemy, zobaczymy…

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Czarna seria?"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
valdie68
Gość

Mam w szufladzie trzy takie dyski. Jeden nawet startuje, ale żadem system go nie widzi.

Czyżby odzyskiwanie danych to też było dobrym biznesem?

Postęp technologiczny to coś innego. To specjalnie te dyski tak padają, żeby każdy miał RAID. Napędzanie rynku stopniowo.
😉

xpil
Gość

Odzyskiwanie danych JEST świetnym biznesem 😉 A jak ktoś ma łeb na karku to trzyma ważne dane w dwóch miejscach. Albo i w trzech.

xpil
Gość

Specjalnie czy nie specjalnie, w tym konkretnym przypadku dysk padł bo go obciążyłem parunastoma kilogramami złomu. To jakby marudzić, że lodówka nie działa po upadku z trzeciego piętra…

agnieszka100
Gość

Nawet nie podejrzewalam, ze to zajecie moze byc takie pasjonujace:)
Dzieki:) Usmialam sie:)

wpDiscuz