O wyszukiwarkach internetowych

Do wyszukiwania informacji w Sieci wszyscy używają Google[citation needed].

To znaczy poza tymi, którzy tego nie robią.

Od czasu do czasu pojawiają się tu i ówdzie różne buntownicze wpisy o porzuceniu wielkiego G na rzecz bardziej przyjaznych, otwartych i nie-kradnących-naszych-danych wyszukiwarek.

Nie zamierzam zrywać swojej wieloletniej przyjaźni z Google. Używam gmaila (we własnej domenie), czasem Chrome (głównie w pracy, bo prywatnie jednak tylko Firefox), używam smartfona z systemem operacyjnym od Google i nie mam specjalnie parcia na to, żeby iść z nimi na udry.

Niemniej jednak zachęcony kilkoma artykułami, których autorzy opisują swoje mniej lub bardziej udane próby odłączenia się od heGemona spróbowałem kilku alternatywnych wyszukiwarek, które (przynajmniej w teorii) nie żerują na zbieraniu informacji o nas.

Zaczęło się od DDG czyli DuckDuckGo. Jest to dosyć solidna platforma do szukania i przez jakiś czas sprawdzała mi się w miarę nieźle. Być może pozostałbym przy tej kaczuszce, ale po pewnym czasie zauważyłem, że nie jestem zadowolony z wyników polskojęzycznych. O ile trafienia po angielsku były na ogół bez zarzutu, o tyle polskie już niekoniecznie.

Potem odkryłem szwajcarską wyszukiwarkę SwissCows. Jest to zwierzę bardzo szybkie i całkiem sensownie wyglądające (nie ma zbędnych fontann… fontanien? nie, jednak fontann). Oferuje praktycznie identyczne wyniki jak Bing (okazuje się zresztą, że firma współpracuje z Microsoftem) czyli w miarę niezłe. Ale – znów – głównie po angielsku, bo po polsku już nie za bardzo. Jako ciekawostkę dodam, że SwissCows jest finansowana podobnie do Wikipedii – z donacji użytkowników.

Kolejną wyszukiwarką na mojej krótkiej liście jest francuski Qwant, którego zacząłem używać kilka tygodni temu. Qwant ma swoją własną wersję map (opartą na OpenStreet), oferuje też “szybkie” odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania / wyszukiwania. Działa bardzo szybko (nota bene też współpracuje z Bingiem) i – w odróżnieniu od konkurencji – daje bardzo fajne trafienia dla polskich zapytań. Jedyne czego mi tu czasem brakuje to brak automatycznego przeliczania kursów walut – w Google po wpisaniu “100 PLN in EUR” dostaję od razu wynik (plus wykres kursu za ostanich kilka dni), natomiast Qwant podrzuca mi linka do przeliczarki kursów, gdzie muszę sobie wpisać kwoty i waluty. Ponieważ jednak nie korzystam z przeliczania walut zbyt często, problem jest dla mnie do pominięcia.

Podsumowując: nie wiem, czy za jakiś czas nie spróbuję przesiąść się na coś innego, póki co używam Qwant i jestem zadowolony.

Zapisz się
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
5
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x