2116

Dokładnie dwa tysiące sto szesnaście stron liczy trylogia Millenium, czyli opowieść o losach Lisbeth Salander oraz Mikaela Bloomkvista. Właśnie skończyłem trzeci tom.

Wrażenia?

Jak najbardziej pozytywne. Wbrew opinii rozmaitych znajomych, którzy czytali to zarówno w oryginale jak i wersjach angielskojęzycznej i polskiej, wszystkie trzy tomy uznaję za znakomite, chociaż każdy z innego powodu.

Pierwszy tom jest fajny, bo człowiek zapoznaje się z postaciami, wszystko jest nowe i nieznane, a smaczku dodaje fakt, że prowadzone śledztwo dotyczy zbrodni, która wydarzyła się około czterdzieści lat temu. Dużo jest grzebania w archiwach, szukania starych świadków i tak dalej.

Drugi tom jest fajny, bo przez trzy czwarte książki główna postać (czyli Lisbeth) ukrywa się nie tylko przed całym poszukującym jej światem, ale również przed czytelnikiem. Tajemnica ta zostaje wyjaśniona gdzieś pod koniec, a samo zakończenie, które powinno w zasadzie zamknąć powieść, jest tak naprawdę początkiem dla trzeciego tomu. A więc tomy 2. i 3. są ze sobą powiązane fabularnie o wiele mocniej niż 1. i 2.

W trójce niestety mnogość wątków i postaci nieco mnie przytłaczała, ale nie zmienia to faktu, że czytało się świetnie. Bad guys trafiają przed sąd albo zarabiają kulkę, good guys triumfują (nie wszyscy, żeby nie było za wesoło, ale znakomita większość).

Straszna szkoda, że facetowi się zeszło bo mógłby jeszcze dużo fajnych kryminałów napisać.

Teraz wady.

Po pierwsze, trochę nachalny product placement, z powodu którego jeden z moich znajomych zarzucił lekturę po paru pierwszych rozdziałach. Faktycznie, widać, że zarówno IKEA jak i Apple musiały mieć jakiś układ z autorem trylogii, ponieważ w kilku miejscach (łącznie z pięć, może sześć akapitów we wszystkich trzech tomach razem wziętych) pojawiają się całkiem znienacka szczegółowe opisy komputerów firmy Apple tudzież sceny zakupów w IKEI, w których brakuje jedynie numerów katalogowych. Jako osobnik wyczulony na reklamy, po prostu czytałem te akapity "na przewijaniu", tak jak się ogląda nudne sceny w ulubionym filmie.

Po drugie, polskie tłumaczenie ma kilka błędów. Najbardziej rzuciła mi się w oczy nieporadność przy odmianie słowa "volvo". Czasem je odmieniają, czasem nie. Czasami widzą kogoś w volvie, innym razem w volvo. Czasem jadą za volvem, czasem za volvo. Jakieś takie to niepodociągane.

Po trzecie, w jednym miejscu coś się komuś pochrzaniło i w jednym zdaniu można przeczytać, że Mikael Bloomkvist był zaskoczony dokumentacją, jaką przyniósł mu Mikael Bloomkvist. Stawiam na jakieś pomyłkowe ^C - ^V tłumacza, ale pewności nie mam. W sumie drobiazg.

W mojej prywatnej dziesięciostopniowej skali daję Trylogii dziewięć i pół. Pierwszy tom czytałem przez tydzień (jakoś nie było czasu), tomy 2. i 3. połknąłem w sumie w jeden weekend. Bardzo wciągające, i nie żałuję ani jednej strony. Jeżeli ktoś chce polegać na mojej opinii, niech kupuje w ciemno i zabiera się za lekturę.

Dobranoc.

5 komentarzy

  1. A tak pytam 🙂
    Bo książki przeczytałem faktycznie na jednym wdechu. Po trzeci tom leciałem do Empiku w niedzielny wieczór 😉
    Filmy widziałem i szwedzki (chociaż tylko z pierwszej księgi a AFAIK Szwedzi mają całą trylogię zrobioną) no i ostatnio hollywoodzką wersję. I tak w sumie sam nie wiem co o tych filmach myśleć.

    1. Mi się szwedzka wersja filmowa pierwszego tomu podobała. Trochę mi zepsuła frajdę z lektury, ale film sam w sobie świetny. Widziałem potem zajawki wersji amerykańskiej i sobie odpuściłem.

      Teraz, po przeczytaniu trzech tomów, chętnie łyknę wersje filmowe całości. Chyba szwedzkie – jakoś mi się twarz aktora zakodowała i wolę zachować "ciągłość".

    2. Jeszcze co do latania po trzeci tom w niedzielę wieczorem – wcale się nie dziwię. Drugi tom kończy się jak odcinek serialu – po prostu TRZEBA wiedzieć co będzie dalej.

      W ten sposób zresztą kończy się pierwszy tom PLO, po którym Grzędowicz zrobił sobie ponad dwa lata przerwy. Mnóstwo czytelników (ze mną na czele) chciało go za to zamordować, ale to znacznie zmniejszyłoby szansę na przeczytanie dalszego ciągu 🙂 Ale to już inna para kaloszy…

Leave a Comment

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]