Kaligula

In Recenzje książek, RK 2013 by xpil0 Comments

Dziś kilka (-naście!) króciutkich recenzji przeczytanego przeze mnie przedwczoraj zbioru opowiadań SF Jacka Piekary pod tytułem „Mój przyjaciel Kaligula”.

Zacznę od oceny ogólnej: warto, zdecydowanie warto! Zbiorek ma w sumie tylko jeden minus: część opowiadań była już wcześniej opublikowana. Niektóre w zbiorze „Świat jest pełen chętnych suk”, inne pojedynczo w różnych czasopismach – na oko, jakieś 25-30% treści było już publikowane wcześniej. Większość z nich jest jednak na tyle dobra, że czyta się je z prawdziwą przyjemnością po raz drugi.

Aha, tradycyjnie, spoiler alert! Proszę, nie czytaj, jeżeli chcesz sięgnąć po książkę.

Zbiorek podzielony jest na cztery sekcje tematyczne, po cztery opowiadania w każdej sekcji – z wyjątkiem ostatniej, która ma trzy opowiadanka, ale za to jest potem jeszcze posłowie, które można liczyć jako czwarte 🙂

Pierwsze cztery opowiadania trafiły do sekcji „Żarna historii”. Prywatnie nigdy nie znosiłem nauki historii, na szczęście po raz ostatni musiałem się jej uczyć w ogólniaku, a więc ze dwa interglacjały temu. Było – minęło. U Piekary rozległa wiedza historyczna stanowi doskonały budulec dla fabuły – spójrzmy na szczegóły:

1. Mój przyjaciel Kaligula.

Narrator jest szarą eminencją na dworze szalonego cesarza Rzymu, Kaliguli. Krew leje się gęsto, okrutny (i szalony) cesarz coraz bardziej przestaje wierzyć wszystkim dookoła, szukając wszędzie podstępu i zdrady (i słusznie, jak potem historia pokazała). Narrator jest istotą z wyglądu przypominającą człowieka, jednak naprawdę tylko podróżuje przez czas, zatrzymując się na kilka lat tu i ówdzie. Na koniec Kaligula zabija ciężarną matkę swego jeszcze nie narodzonego potomka, w obawie przed tym, że ten zabierze mu jego boskość. W ostatniej scenie narrator wysysa (niczym rasowy wąpierz) krew i siłę życiową z kilkudziesięciu niewolników, żeby potem położyć się w kimono na paręset lat i obudzić się, kiedy Kaligula będzie już tylko historią.

2. Arachnofobia.

Interesujące opowiadanie – przynajmniej dla tych czytelników, którzy pasjonują się historią dugiej wojny światowej. Ja się, przyznam, nieco wynudziłem, chociaż czyta się wartko. Stary, osiemdziesięcioletni marszałek armii polskiej przygotowuje przemówienie na uroczystość kolejnego dziesięciolecia zwycięstwa Polski w drugiej wojnie światowej. Pokazany jest wariant alternatywny, w którym Stalin, Hitler i paru innych wielkich Złych, zostało skutecznie spacyfikowanych jeszcze za młodu, w związku z czym historia poszła całkiem na opak. Marszałek ma dziwne sny, bardzo realistyczne (choć kompletnie dla niego niepojęte), pokazujące urywki naszej „prawdziwej” polskiej historii. W ostatniej scenie marszałkowi się śni, że marzy o 50 złotych podwyżki renty, żeby mógł sobie wykupić lekarstwa. Nie może pojąć, że państwo może tak traktować bohaterów wojennych.

3. Stowarzyszenie Nieumarłych Polaków

Przezabawne opowiadanie, osadzone bardzo solidnie w naszej historii najnowszej (na oko z osiem – dziesięć lat temu) i pokazujące bez ogródek polską homofobię, lęk przed nieznanym, pieniactwo, nienawiść i parę innych sympatycznych cech naszego narodu. Otóż okazuje się, że pewnego dnia pogrzebani wychodzą z grobów i zaczynają domagać się równouprawnienia. Natychmiast pojawiają się przeciwnicy, zwolennicy, atakujący i obrońcy nieumarłych, jak w kalejdoskopie tasują się fronty polityczne. Kilku znanych posłów po wyjściu z grobów udaje się do Sejmu odebrać zaległe diety.

Narrator, szara eminencja, doradca premiera, zakochuje się w wampirzycy, którą potem pan premier wykorzystuje w celach politycznych i przekabaca ojca Rydzyka na wampiryzm. W ostatniej scenie narrator widzi Rydzyka w telewizji – szef „TV Trwam” jest odmłodzony, w klasycznym „wampirzym” płaszczu, z kłami po brodę. Przemawia z ambony. Legion babć w moherowych beretach w pewnym momencie odwraca się w stronę kamery i widać, że wszystkie mają długie, białe kły.

4. Jak ja was, kurwy, nienawidzę

Każde opowiadanie SF musi mieć jakiś pierwiastek, od którego wzięła się litera „F”. W przypadku tego opowiadania mamy do czynienia z nadprzyrodzoną zdolnością narratora do wysyłania skumulowanego ładunku nienawiści do wybranej osoby – nawet jeżeli osoba ta znajduje się gdzieś daleko. Narrator odkrywa u siebie tę umiejętność w dość zabawnych okolicznościach – otóż wrócił do domu nad ranem, napruty i naćpany jak radziecki szpadel i zobaczywszy na okładce „Wyborczej” gębę prezydenta, dźga ją intensywnie nożem i rzuca w jego stronę najstraszliwsze przekleństwa. Potem idzie spać, a budzi go ekipa komandosów Biura Ochrony Rządu. Wreszcie zatrudniają go, bo lepiej mieć takiego gościa po swojej stronie niż po przeciwnej. Szkoda, że pomysł nie wyewoluował w coś dłuższego, bo ma ogromny potencjał.

Kolejne cztery opowieści są bardzo metafizyczne, o czym zresztą świadczy tytuł całej sekcji: „Piekło, niebo, ziemia”. Są, trzeba przyznać, ciekawe:

5. Operacja „Orfeusz”

Główny bohater (i narrator) werbuje czterech najemników do akcji specjalnej. Przygotowania do akcji odkrywa młoda dziennikarka, której narrator (niestety) wpada w oko. Postanawia go śledzić. Okazuje się, że akcja ma miejsce w Piekle, najemnicy zostają tam sprowadzeni w charakterze ofiar (będą pokutować, każdy w sposób odpowiedni do jego charakteru). Piekło nie chce wypuścić wścibskiej dziennikarki, więc narrator (również ostry grzesznik) musi negocjować. Jest mnóstwo opisów znęcania się nad ludźmi, i to takich, których nie poleciłbym czytelnikowi o zbyt delikatnej naturze. Swąd palonych ciał i wrzask torturowanych wprost biją z kartek tego opowiadania. Świetne dla wielbicieli niczym nie uzasadnionej rzezi, fruwających wokół flaków i przemocy. Nauka płynąca z opowiadania jest taka, że za każdy grzech prędzej czy później przyjdzie nam odpokutować, choćby miałoby to nastąpić wyłącznie w naszej głowie.

6. Wśród ludzi

Tego opowiadania, szczerze powiedziawszy, za bardzo nie zrozumiałem – i dlatego uważam je za najsłabsze z całego tomiku (proszę jednak się nie sugerować – głupi recenzent może dużo popsuć, trzeba mnie czytać cum grano salis). Otóż spotykają się ze sobą, przypadkiem, Jezus, kierowca ciężarówki, i Maria, kelnerka i kasjerka w przydrożnej stacji benzynowej. Jezus jest biedny jak mysz kościelna, Maria zaprasza go na chatę, piją kawkę, jedzą obiadokolację, trafiają do łóżka, Jezus nad ranem odchodzi. Jest dużo dialogów, których znaczenie zapewne rozumiałbym lepiej gdybym był zaznajomiony z kwestiami biblijnymi (ale nie jestem) – zasadniczo mam wrażenie, że chodzi o to jak mogłoby wyglądać życie Marii i Jezusa we współczesnym świecie. Ale pewnie się mylę.

7. Dom na Krawędzi Ciemności

Bardzo ponure opowiadanie o Drodze, którą – bez żadnej nadziei na jutro – w nieskończoność wędrują umęczone dusze grzeszników. Od czasu do czasu przy Drodze stoją Domy, które udało się (jak? nie wiem…) niektórym grzesznikom stworzyć i w nich zamieszkać. Narrator, Szatan, przychodzi do jednego z takich domów i sprawia, że obydwoje mieszkających tam grzeszników, chociaż wbrew własnej woli, ale jednak – trafia z powrotem na Drogę. A Dom znika. W ostatniej scenie narrator wyrusza w poszukiwanie kolejnego Domu.

Powyższy opis może nie jest zbyt porywający, jednak proszę mi wierzyć, jest to jedno z lepiej czytających się opowiadań. Bardzo mroczne, bardzo wzniosłe, a jednocześnie pomimo swej wzniosłości wcale nie nudne. Zdecydowanie polecam.

8. Życie to śmierć, śmierć to życie

To jest najsmutniejsze opowiadanie w całym tomiku. Zaczyna się od sceny, w której główny bohater (i narrator) na swoich suto zakrapianych chrzcinach (a więc, niemowlęciem będąc, ciut dopiero wyrosłym z noworodka) dostaje od nieznajomego przybysza tajemniczy prezent. Przybysz ów pochyla się na łóżeczkiem, szepcze słowa „Życie to śmierć, śmierć to życie”, szczypie narratora w policzek – i w tym momencie zostaje wyrzucony z imprezki bo ktoś zauważył, że gada jakieś głupoty do niemowlęcia.

Potem, gdy narrator ma już pięć lat, pojawia się tajemnicza kobieta znikąd – przygląda się narratorowi i odchodzi, mówiąc pod nosem „nie, jeszcze nie teraz”. Potem przychodzi gdy narrator ma 14 lat, odchodzi w identyczny sposób. W wieku lat 25 mówi, że to już teraz – narrator domyślił się, że to Śmierć, i błaga ją, żeby sobie poszła i nic mu nie robiła. Kobieta zgadza się. Wraca, kiedy bohater ma 40 lat, ale udaje mu się ją znów ubłagać, żeby sobie poszła. Dopiero w wieku lat 75, kiedy jest schorowany i ma już bardzo z górki, kobieta zjawia się po raz ostatni i tłumaczy mu, że teraz to już jest za późno. Okazało się bowiem, że darem od nieznajomego była nieśmiertelność, którą owa kobieta miała „włączyć”, ale na prośbę narratora odwlekała to w czasie. Całość jest napisana w sposób chwytający za serce, a końcówka sprawia, że czytelnikowi w gardle robi się taka duża gula 🙂

Kolejne cztery opowiadania dotyczą obcych planet (tytuł sekcji: „Obce światy”), a więc tego, co tygryski lubią w SF najbardziej. Lecimy:

9. Taniec na falach

Lądownik rozbija się 600 kilometrów od Bazy. Zapasy wody wystarczą dla rozbitków na dziesięć dni. Muszą natychmiast podjąć marsz w stronę Bazy – tylko dwóch z nich ma za sobą trening w wojsku, reszta to naukowcy. W Bazie znajduje się nadajnik podprzestrzenny, za pomocą którego można wezwać pomoc, a także zasoby żywności i wody.

Idą wzdłuż brzegu morza, które jest trujące i śmiertelnie niebezpieczne (jednak plażą się idzie najszybciej, chociaż muszą w ten sposób nadłożyć trochę drogi). Po drodze większość się wykrusza. Niektórzy wchodzą do wody – następnej nocy widać ich widma na szczytach fal, wołające innych, żeby też weszli, bo w wodzie znajdą szczęście, ukojenie itd. Tylko dwóch dociera do Bazy (chyba…). Całkiem fajne czytadło, ale przy drugim czytaniu trochę kartkowałem, żeby było szybciej.

10. Zawsze pan Dawn

Bardzo ciekawe opowiadanie – czytelnik zostaje wrzucony w sam środek konfliktu, którego nie rozumie, pomiędzy istotami nie do końca ludzkimi, na planecie nie do końca wiadomo jakiej – ale czyta się świetnie. Końcowa scena (dość nieoczekiwana) niczego tak naprawdę nie wyjaśnia. Trochę jakby przeczytać „Głos Pana” albo „Śledztwo” Lema. Nie do końca wiadomo o co chodzi, ale trzyma w napięciu i fajnie się czyta 🙂

11. Mądrość głupców

Jedno z bardzo niewielu opowiadań (a może jedyne?) w tym zbiorku, które kończy się szczęśliwie, cukierkowo wręcz. Główny bohater trafia na planetę, na której znajduje się urządzenie do spełniania życzeń. Życzenie może być dowolne (jednak jeżeli będzie ono niewykonalne, lub zbyt groźne, maszyna może odmówić). Ceną, jaką płaci się za spełnienie życzenia, jest skrócenie czasu życia – życzeniodawcy pozostaje nie mniej niż 14 dni życia (górny limit ustala maszyna i jest on nikomu nieznany). Główny bohater prosi o czternaście dni szczęśliwego życia ze swoją ukochaną. Maszyna potwierdza spełnienie życzenia – narrator wraca na swoją planetę, która obraca się wokół własnej osi w tempie jednego obrotu na dziesięć lat. A więc czternaście dni to jakieś 140 lat życia – powinni szczęśliwie doczekać prawnucząt…

12. Śmietnikowy dziadek i Władca Wszystkich Smoków

Świetne opowiadanie o niewykorzystanych szansach. Dziadek śmietnikowy spotyka w nocy parkę, która uświadamia mu, że jest Władcą Smoków. Dziadek nie wierzy i zrzeka się tytułu za marne 10000 dolarów. Smutne w tym opowiadaniu jest nie tylko to, że się tego tytułu zrzeka (a Władca Smoków może podobno wszystko), ale to, że sobie w ogóle nie zdaje sprawy, że przemknęła mu przed nosem życiowa szansa.

Ostatnia sekcja w tym zbiorku opowiadań to „Love story”, opowiadania (poniekąd) romantyczne.

13. Zielone pola Avalonu

Bardzo mocne opowiadanie. Narratorką jest kobieta (Deidre) będąca ofiarą przemocy domowej. Mąż (Reggie) zarabia pieniądze, ona siedzi w domu i pilnuje, żeby wszystko było na tip-top. Mąż jest sadystą i za niedoprasowany mankiet u koszuli albo złą temperaturę wody w wannie, potrafi znęcać się nad Deirdre i maltretować ją przez długi czas.

Któregoś dnia mąż wyjeżdża na tydzień z domu. W tym czasie FedEx dostarcza (omyłkowo) żonie przesyłkę: figurkę z kamienia. Deirdre, niechcący, upuszcza na figurkę kilka kropel krwi. W efekcie ma w nocy (po raz pierwszy od dawna!) bardzo intensywne sny erotyczne, budzi się szczęśliwa, pierwszy raz od lat. Drugiej nocy figurka prosi ją (przez sen) o więcej krwi. Następnego dnia Deirdre, nie do końca wierząc, że to zadziała, upuszcza na figurkę więcej krwi.

Po powrocie do domu mąż zastaje żonę zupełnie odmienioną. Wyrzuca go z domu w pięć minut, w bardzo pięknej, dynamicznej scenie z udziałem parasola, porcelanowych słoni i pękających szklanych blatów. Na koniec zjawia się prawowita adresatka przesyłki, która okazuje się być prawnikiem, i oferuje Deirdre pomoc przy rozwodzie. Happy end!

14. Piękna i bestia

Smutne opowiadanie o człowieku poszukującym własnego domu wśród światów alternatywnych. Przejście między światami odbywa się poprzez zabicie kobiety – kobietę, czas i miejsce jej zabicia, ustala sam system. W tym przypadku narrator trafia na naszą Ziemię, zakochuje się w Annie. Anna zachodzi w ciążę, po czym – jakże by inaczej – system wybiera ją jako bramę do następnego świata. Narrator staje na moralnym rozdrożu – zabić ją i iść dalej, czy żyć szczęśliwie na Ziemi? Nie zastanawia się jednak zbyt długo.

15. Świat jest pełen chętnych suk

Główny bohater jest, jak sam siebie określa, „pijakiem, ćpunem i jebaką”. Ma niewątpliwy talent do podrywania kobiet – w zasadzie nie ma dla niego żadnych przeszkód, potrafi w krótkim czasie przekonać dowolną babeczkę, żeby poszłą z nim do łóżka. Jego talent odkrywa Szatan i podpisują umowę: ja spłacę twoje wszystkie długi i dam ci życie w totalnym luksusie, a ty będziesz podrywał kobiety, które ci wskażę.

Jak to zwykle bywa, w umowie jest haczyk, o którym narrator dowiaduje się po dość długim czasie. Okazuje się, że Szatan wykorzystuje jego miłosne podboje do szerzenia Zła. W ostatniej scenie narrator trafia w pobliże kościoła, przy którym rozmawia z Aniołem – z ostatnich zdań wynika, że dał się przekabacić, i będzie teraz grał dla Białych (pomimo tego, że obiecali mu długotrwałą i bardzo nieprzyjemną pokutę).

Jak już wspomniałem, na samym końcu jest jeszcze posłowie, w którym autor opisuje dość szczegółowo kulisy powstawania poszczególnych opowiadań. Bardzo fajnie jest zajrzeć sobie na warsztat pisarza od tej strony, gdzie stoją stare rusztowania, kłębi się włóczka i włóczą się kłęby.

Ocena ogólna – trudno powiedzieć. Musiałbym oceniać każde opowiadanko z osobna. Gdyby mi jednak ktoś zagroził kiścią świeżych winogron i powiedział „oceniaj albo giń!”, dałbym całości jakieś osiem i pół punkta na dziesięć.

Czas zejść na ziemię, zmywak czeka…

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz