Elka, Elka, pamiętasz…

Stoję ci ja dziś na światłach. Skrzyżowanie typu T, jestem trzeci w kolejce. Przede mną wielka ciężarówko-wywrotka, niemożebnie upaćkana zaschniętym błotem, a przed ciężarówą coś jeszcze, nieduże, nie widzę za bardzo, bo mi ciężarówa zasłania. Dość stromo pod górkę.

Ciężarówa rusza, ja ruszam – i po hamulcach, żeby nie wjechać w ciężarówę, która gwałtownie zahamowała przejechawszy na oko z pół metra.

Wyciągam szyję, żeby zobaczyć czemu nie jedziemy, ale jestem za blisko ciężarówy i gówno widzę.

No nic, stoimy.

Auta na głównej zatrzymują się, znaczy się pewnikiem teraz znów nasze zielone. Ciężarówa rusza, ja na wszelki wypadek jeszcze nie – i słusznie, bo znów przejechała z pół metra – i stop.

Po kolejnym cyklu świateł wreszcie udało się wyjechać na główną. Ciężarówa pojechała w lewo, ja w prawo – i się wyjaśniło. Przed ciężarówą stało Punto z wielką eLką na dachu, no i zestresowany uczeń – kierowca nie potrafił ruszyć pod górkę. Trzy cykle świateł psu w dupę. Miejmy nadzieję, że jak będę wiózł Żonkę na poród, nie będzie takich niespodziewajek. Jeszcze, na oko, ze dwa miesiące, ale przy drugiej ciąży to nigdy nic nie wiadomo…

Powyższa historyjka ujawnia pewną drobną wadę systemu nauki jazdy w tym kraju. W Polsce zanim się wyjedzie na ulicę, ćwiczy się najpierw na placu ruszanie i zatrzymywanie. Do znudzenia. Przynajmniej ja tak miałem, ponad 20 lat temu (może coś się teraz pozmieniało, nie wiem). A tutaj – od razu na głęboką wodę, na miasto, bez żadnej gry wstępnej. Inni kierowcy są tutaj bardzo cierpliwi. Trzy cykle świateł w tę czy we w tę nie robi nikomu różnicy. Nikt się nie spieszy. No chyba, że na poród 🙂

L_Plates[1][1]

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz