Między Ofelią a Brajankiem

W oczekiwaniu na atak kolejnego huraganu zerknijmy na reakcje, jakie zebrała niedawna Ofelia:

https://www.boredpanda.com/hurricane-ophelia-ireland-reactions/

(link nadesłany przez jednego ze stałych Czytelników bloga; muchas gracias, señor!)

Takie podejście lokalnych ludków do życia to jedna z przyczyn, dla których nie żałuję, że opuściłem kraj gryki, świerzopa i dzięcieliny pały 😉

Wolność wyboru

O pozornej wolności wyboru przy zakładaniu połączenia internetowego na irlandzkiej wsi.

W ramach opowieści z lokalnej irlandzkiej niwy dziś krótka historia o tym, jak jeden mój znajomy zakładał sobie Internet w domu.

Kupił ów znajomy chatę na wsi, gdzieś pod Thurles. Jak mówią lokalni: in the middle of nowhere. Zadupie przepiękne, za oknem zamiast betonu i asfaltu – zieleń, krowy (jeśli ich akurat nie zwieje z wichrowych wzgórz) i przestrzeń. Bajka, panie.

Krów nie widać - zwiało Czytaj dalej Wolność wyboru

Szukanie pracy w Irlandii: anatomia CV

Krótki poradnik o dobrych i złych praktykach podczas pisania CV na irlandzkim rynku pracy.

Każdy kto choć raz szukał pracy wie, że dobre CV to połowa sukcesu. Czasem mniejsza połowa, czasem większa, ale jednak.

Dziś kilka uwag i porad odnośnie pisania dobrego CV na irlandzkim rynku pracy. Wiedza, którą przekazuję jest o tyle cenna, że pochodzi od kogoś, kto przez ostatnich dwadzieścia lat zmieniał pracę co najmniej trzynastokrotnie. Wiem dokładnie jak „działa” CV, jakie są – z grubsza – dzieje pojedynczej kopii CV wysłanej na konkretną ofertę oraz na co headhunterzy / pracodawcy zwracają szczególną uwagę. Na koniec dzisiejszego wpisu obejrzymy sobie również dwa przykładowe CV tej samej osoby: jedno „fajne” i jedno „do bani”. Czytaj dalej Szukanie pracy w Irlandii: anatomia CV

Uroki irlandzkiej pogody

Jak mówi stare irlandzkie powiedzenie, jeżeli nie widać gór, to znaczy, że pada, a jeżeli góry widać, to znaczy, że będzie padać.

Albo, jak mawia mój szwagier, „dawno nie padało, pojutrze będzie dwa dni…”

Wpisy o pogodzie są nudne – no bo ileż można, nieprawdaż. Tym bardziej, że mieszkając w Irlandii w zasadzie nie widzę niczego poza deszczem, chmurami i ogólnie pojętą szarzyzną. Prawda?

Prawda. Z tym, że – już chyba na tym blogu tradycyjnie – gówno prawda. Lokalna pogoda potrafi zaskoczyć nie tylko polskich drogowców, ale nawet autochtonów. Czytaj dalej Uroki irlandzkiej pogody

Dwa powody, dla których lubię podatki

Podatków płacić nie lubi nikt. Jedni, jak Google czy Apple, uśmierzają ten ból za pomocą armii kreatywnych księgowych, którzy opracowują coraz to nowe strategie. Tworzą się jakieś korporacyjne potworniaki, jakieś konsorcja, jakieś firmy-córki, które kupują lub sprzedają sobie nawzajem różne, czasem całkiem abstrakcyjne „dobra” tylko po to, żeby skorzystać na jakiejś konkretnej uldze, lub zmniejszyć należność podatkową w jednym kraju poprzez – mniej lub bardziej wirtualne – przeniesienie dochodów do innego, korzystniej opodatkowanego miejsca. I tak dalej. Czytaj dalej Dwa powody, dla których lubię podatki

Gry półsłówek

O ile nie cierpię tematów politycznych, ponieważ polityka to bagno z każdej strony, a w związku z tym tylko zwierzęta bagienne są w stanie tam przetrwać, a i to niezbyt długo (nie licząc niektórych długowiecznych drapieżników), o tyle jeszcze bardziej nie znoszę używania przez osoby publiczne niezrozumiałych pojęć w celu „udowodnienia”, że się ma rację.
Czytaj dalej Gry półsłówek

Spolszczony Irys

Spotkałem wczoraj Irlandczyka, który – dowiedziawszy się, że jestem z Polski – zaczął do mnie rozmawiać całkiem zaawansowaną (jak na dorosłego Irlandczyka rzecz jasna) polszczyzną. Spokojna głowa, Mickiewicz i Lem mogą spać spokojnie, żadne tam imiesłowy czy narzędniki. Ale dogadać się potrafił.

Zdumiewające. Czytaj dalej Spolszczony Irys