Honorowi Dawcy Wszystkiego

Wydaje mi się, że inspiracją do napisania poniższego mini-opowiadania jest fragment „Kongresu Futurologicznego” autorstwa nieżyjącego od ponad pięciu lat Stasia od Lemów. W jednej ze scen demonstranci zostają zbembardowani (bemby to skrótowiec od Bomby Miłości Bliźniego, be-em-be) skutkiem czego zamiast demonstrować, padają sobie w ramiona, przepraszają za grzechy oraz bratają się z policją. Policjanci również dostają swoją porcję benignatorów (benignatory – potocznie dobryny – to rodzina psychotropowych związków chemicznych sprawiających, że mózg przestawia się w tryb altruistyczno-miłosierny). Rzucają pałki i broń, padają przed demonstrującymi na kolana i ze łzami w oczach przepraszają ich za wszystko.

Nijak mają się moje grafomańskie podrygi do twórczości Wieszcza, ale co mi tam.


Sierpień 2012

– I co, doktorze?
– Jeszcze nie wiadomo, czekamy na ekspertyzę z labu.
– Wirus?
– Prawdopodobnie. Cierpliwości.

Dostarczona kilka minut później ekspertyza potwierdziła najgorsze: Tomasz Wnyczenko, chwilowo przebywający w krainie Głupiego Jasia, był zarażony zmutowaną formą Omnis Tribea. Jeszcze żył, ale stan jego pogarszał się z dnia na dzień. Dzisiejsza operacja uratowała mu wprawdzie życie po nieudanej próbie autonefrektomii, jednak rokowania były ponure.

A wszystko zaczęło się tak niepozornie.

Grudzień 2010

Tomasz po raz kolejny tłumaczył klientce, że rozmiarówka obuwia jest jaka jest, i że większość producentów i tak stosuje własne standardy numeracji. Jak na prawdziwego sprzedawcę przystało, wykazywał nieograniczone pokłady cierpliwości. A ponieważ myślami jeszcze przebywał na niedawnym urlopie, jego rasowy uśmiech handlowca nosił wciąż znamiona szczerości.

– Proszę panią, 39 jest za mały. Sugeruję, jeżeli nie ma pani nic przeciwko, poszukać raczej czegoś w rozmiarze 41.
– Pan mi się tu nie mądrzy, ja zawsze nosiłam 39. Proszę mi tu zaraz przynieść jeszcze trochę butów.
– Oczywiście, proszę panią. Którą parę pani sobie życzy przymierzyć?

I tak w koło Macieju. Na szczęście było już po szóstej, a gruby babsztyl była dziś ostatnim klientem.

Wyszedł z pracy o wpół do siódmej. Wychodząc, kopnął (nie za mocno, ot tak, dla zasady) w stojący nieopodal kosz na śmieci. Zaklął pod nosem. Nie dość, że baba niczego wreszcie nie kupiła, to jeszcze szef mu marudził, że jest mało skuteczny i że ma się bardziej postarać, bo jak nie, na jego posadę czeka dziesięcioro innych.

Wielkie, leniwie wirujące płatki, cisza przerywana skrzypnięciami podeszew o śnieg oraz fakt, że był piątek, składały się Tomaszowi w jakąś nierealną, rajską iluzję. Oczyma wyobraźni widział już siebie kładącego się na swoją ulubioną kanapę w salonie i włączającego telewizję. Po tej klientce miał wielką ochotę na dużą porcję niczym nie uzasadnionej rzezi, flaków i strzelaniny.

Opartego o ścianę żebraka pewnie nawet by nie zauważył, gdyby tamten się akurat nie poruszył. Siedząca sylwetka ledwie majaczyła w świetle odległej lampy. Zatrzymał się, sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza i wyciągnął lekko zmięty banknot stuzłotowy. Uśmiechnął się do żebrającego, dał mu pieniądze, pomachał na odchodne i poszedł, pozostawiając biedaka zastygłego w niemym zdumieniu.

Sierpień 2012

Podobno zaczynał od drobnych kwot, po dziesięć, dwadzieścia złotych. W poprzednie święta przekroczył poziom krytyczny. Kilku żebraków zeszło na zawał. Jednego Skarbówka wsadziła na pół roku, bo nie umiał wyjaśnić skąd ma trzydzieści siedem tysięcy euro. Facet podobno odwoływał się aż do Brukseli, ale nikt mu nie chciał uwierzyć, że dostał taką kwotę od jakiegoś przypadkowego przechodnia.

Tak czy siak, pan Tomasz leżał teraz przywiązany do szpitalnego łóżka, miotając się w bezsilnych próbach zrobienia jakiegoś dobrego uczynku. Ostatnie co pamiętał to ten konował, który wsadził go do karetki. Przecież tamten chłopak w zaułku był naprawdę głodny, a Tomasz wiedział, że z jedną nerką można spokojnie żyć.

Lipiec 2014

Żaden Nostradamus ani wszyscy Aztekowie razem wzięci nie byli w stanie przewidzieć takiego końca. Omnis Tribea okazał się nieuleczalny. Fala dobrych uczynków dosłownie zmasakrowała ludzkość. Na świecie rozpętał się totalny pokój. Wirusowi nie oparli się nawet politycy. Zarażeni bankierzy w ciągu średnio trzech, góra czterech miesięcy rozdawali wszystkie pieniądze potrzebującym. Potrzebujących, w miarę postępu epidemii, ubywało. Wszyscy chcieli dawać, byle szybciej, byle więcej, komukolwiek. Końcowym stadium choroby było samookaleczanie się w celu przekazania bliźnim swoich narządów wewnętrznych. Po centrach handlowych, z obłędem w oczach biegali domorośli dawcy nerek, krwi a nawet szpiku kostnego.

Tych, którzy byli naturalnie odporni na Tribea, było zbyt niewielu, żeby udało się na czas dostarczyć antidotum. Hekatombę, która zabiła ludzkość, przeżyło na całym świecie stu dziewiętnastu ludzi. To za mało na przedłużenie gatunku, nawet przy bardzo rozsądnym gospodarowaniu pulą genów.

A ruletka ewolucji kręciła się dalej.

Ale to już całkiem inna historia.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Honorowi Dawcy Wszystkiego"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
valdie68
Gość

Bardzo ciekawa wizja i sprawnie opisana. Myślisz, ze tak mało ludzi by przeżyło? Nie jesteś jak widzę utopijnym socjalistą ;)Z drugiej strony, to jakieś lokalne ogniska epidemii Omnis Tribea bardzo by się obecnie przydały…

Do tej pory jedynym sprzedawcą butów jakiego znałem był Al Bundy, jakby Ten Tomasz, tyle że baaardzo zdrowy 😉

agnieszka_sto
Gość

super 🙂
swietne to jest!

rozwin to xpilu 🙂