A miało być tak pięknie

Poniższe opowiadanko, chociaż mizerne fabularnie, ma jedną wielką zaletę: mnóstwo dialogów. Bo ja lubię dialogi.
W odróżnieniu od większości moich pozostałych opowiadań, tutaj zamiast w panice dorabiać zakończenie na chybcika, pozostawiłem akcję w połowie. Może kiedyś dopiszę dalszy ciąg, jak mi się będzie naprawdę nudziło. A może i nie. Tak czy siak, życzę miłej lektury.

***

Miesiąc temu, pod wieczór.

***

Drrrńńń… drrrńńń…

– Tak, słucham?
– Dzień dobry, moje nazwisko Damian Strąk, biuro obsługi klienta Tera GSM. Czy rozmawiam z panem Leszkiem Mueller?
– Tak, aczkolwiek ja się deklinuję, wie pan?
– Oj, przepraszam, to może ja zadzwonię później?
– Chodzi mi o to, że moje nazwisko się odmienia. Mniejsza o to. Słucham pana.
– Panie Leszku, niedawno zaznaczył pan w naszej ankiecie on-line, że jest pan zainteresowany nowoczesnymi technologiami telekomunikacyjnymi.
– Bardzo możliwe, nie mam głowy do ankiet. Ale nowinki techniczne faktycznie lubię. Proszę mówić.
– Operator Tera GSM jako pierwszy w tej części Europy planuje wprowadzenie usługi IOPK. Inteligentna Obsługa Połączeń Konferencyjnych. Obecnie uruchamiamy program pilotażowy, dla bardzo niewielkiej grupy starannie wybranych klientów Tera GSM. Czy byłby pan zainteresowany wzięciem udziału w testowaniu tej technologii?
– Musiałbym wiedzieć coś więcej…
– Oczywiście, panie Leszku. Sprawa jest bardzo prosta. Po aktywowaniu usługi system będzie automatycznie przełączał pana między rozmówcami w sytuacji, kiedy będzie pan prowadził wiele połączeń na raz. To jest oparte na IBM-owskim Watsonie, może pan kojarzy. Bardzo zaawansowana technologia, w zasadzie można powiedzieć, prawdziwa sztuczna inteligencja. No i oczywiście za darmo, a nawet lepiej niż za darmo, bo dostanie pan dodatkowy pakiet tysiąca minut miesięcznie do wygadania na cały świat. Rozumie pan, staramy się zachęcać klientów biorących udział w programie do tego, żeby dzwonili jak najwięcej. To jak będzie?
– No… ok, jeżeli za darmo i jeżeli ma być takie niby inteligentne, spróbujmy.
– Czyli wyraża pan zgodę?
– Tak, wyrażam.
– Dziękuję serdecznie. Usługa zostanie uaktywniona dziś o północy i będzie aktywna aż do odwołania. Proszę zgłaszać wszelkie problemy do nas. Jesteśmy pod szóstką w menu głównym, gdyby pan chciał dzwonić, ale można też mailem na iopk@teragsm.pl. Dobranoc.
– Dobranoc panu.

***

Teraz

***

0193256892… Tuuu… Tuuu… Tuuu…

– Halo? Zabawkowy?
– Tak, Mówi Anna Zięch z działu zabawek dla maluchów. Czym mogę służyć?
– Pani Anno, szukam dużego, pluszowego misia dla czteroletniej dziewczynki.
– Oczywiście, zaraz sprawdzimy, co mamy na stanie. Proszę zaczekać minutkę, niech się pan nie rozłącza.
– Nie ma pośpiechu. Dziękuję i czekam.

W tym momencie nadeszło drugie połączenie. Numer jakiś obcy: 0193526892.

– Słucham.
– Czy to pan Leszek Mueller?
– Tak, słucham.
– Nazywam się Hanna Winnicka, dzwonię z firmy Multi Markt, mam dla pana wspaniałą świąteczną ofertę…
– Przepraszam bardzo pani Hanno, ale mam właśnie drugie połączenie na linii. Czy możemy porozmawiać później?
– Ale to zajmie tylko chwilkę, naprawdę. Mamy w naszej ofercie lubrykanty, opaski, rozmaitej wielkości i kształtu przyrządy do masażu intymnego jak również…

Zły jak osa rozłączyłem połączenie.

– Halo, pani Anno?
– Tak tak, jestem przy telefonie.
– Ma pani coś dla mnie? Musi być jak największy i koniecznie pluszowy.
– Pluszowy? Aż tak szerokiego asortymentu, obawiam się, nie posiadamy. Ale może coś z lateksu?

Spojrzałem na wyświetlacz. 0193526892. Hm.

– Pani Anno, miała pani sprawdzić dla mnie duże, pluszowe misie.
– Misiów, niestety nie mamy. Ale mamy za to lateksowe owce, kozy, w gratisie dorzucę prezerwatywy w sześciu smakach…

Cholera. Rozłączyłem nie to połączenie.

Klik.

0193256892… tuuu… tuuu… tuuu…

– Halo, czy można z panią Anną?
– Halo, dzień dobry panu. Tak, oczywiście. Tylko jeszcze pytanie z którą, bo mamy dwie.
– Nie pamiętam nazwiska, przykro mi bardzo. Dzwoniłem dosłownie chwilę temu o pluszowego misia, ale mnie rozłączyło.
– Ach, to pan. Z tej strony Anna Zięch, sprawdziłam dla pana i niestety na chwilę obecną mamy tylko takie małe pluszaki, do trzydziestu centymetrów, mniej więcej. Domyślam się, że chodziło panu o coś większego?
– Obawiam się, że tak. A czy jest możliwość, żeby zabawkę zamówić? Wie pani, do świąt jeszcze ponad miesiąc…
– Oczywiście. Będę tylko potrzebowała jakąś zaliczkę.
– Jasna sprawa. Mogę załacić teraz, od razu, kartą.
– Kredytową czy debetową?

Klik.

– Halo? Halo?
– Cześć Lechu, Adrian z tej strony. Sorry że tak przy piątku, ale mamy mały pożar w burdelu…

Nie musiałem sprawdzać numeru. Adrian, dobry kumpel, od niedawna pracował u lokalnego podwykonawcy NASA jako asystent jakiegoś profesorka od silników rakietowych. Zawsze mu się coś paliło pod nogami.

– No siemanko. Kurdę, słuchaj, nie bardzo teraz mogę gadać, mam drugą rozmowę na linii…
– Ale tobie to zajmie tylko chwilę. Potrzebuję…
– Sorry, młody. Oddzwoń za pół godziny.
– Za pół godziny to będzie za…

Klik

– Halo? Pani Anna?
– Tak, przy telefonie.
– Podaję numer karty kredytowej. Cztery-cztery-trzy-siedem jeden-siedem-zero-dwa jeden-cztery-siedem-pięć dziewięć-sześć-siedem-osiem.
– Nazwisko na karcie?
– Leszek Mueller. Przez u-e. M-u-e-l-l-e-r.
– I jeszcze trzy cyferki na odwrocie.
– Siedem-zero-dwa.
– Karta ważna do?
– Dziewiąty-siedemnasty.
– OK, teraz jeszcze proszę podać interesujący pana rozmiar zabawki.
– No, co najmniej z metr, może są większe?
– Panie, co pan chcesz z tym robić, w golfa grać??
– Przepraszam, przecież mówiłem, to dla córki jest, czteroletniej.
– Jaja pan sobie ze mnie robi??
– Zaraz, zaraz, czy to pani Anna Zięch?
– Jaka znowu Zięch, co pan mi tu? Tu Hanna Winnicka. Czekam już z pięć minut na pana. Zamawia pan ten wibrator czy nie? Od razu mówię, że pluszowych nie mamy.
– Widzi pani, zaszła mała pomyłka…
– Nie ma żadnej pomyłki. Wie pan co, ja widzę, że pan jest mało odważny w te klocki, więc zróbmy tak: ja panu wyślę nasz najpopularniejszy model, a jak się żonie nie spodoba to pan odeśle i będziemy dalej myśleć, tak?
– Ale…
– Nie ma żadnego ale. Zresztą już pan zapłacił, więc niech pan po prostu czeka na dostawę.

Klik

Cholera. Zawrzało we mnie.

– Niech pani sobie w dupę wsadzi ten wibrator!
– Yyy… słucham?
– To powinno być karalne! Proszę z pani przełożonym, natychmiast!
– Bardzo mi przykro, ale to ja jestem szefową działu zabawek. Nikogo bardziej przełożonego już nade mną nie ma, przynajmniej chwilowo.
– Pani Ania? To znaczy, Anna Zięch?
– A któż by inny?
– Jezu, strasznie panią przepraszam, żongluję dziś tyloma piłkami na raz, że już mi się wszystko miesza. Proszę przyjąć moje szczere przeprosiny. Za misia zapłacę całą kwotę z góry, już podaję numer karty…

Klik

– Halo?
– Jest pani gotowa?
– „Jest pani gotowa?” Tak jeszcze do mnie nie mówiłeś, kochanie. Przyznaj się, pomyliłeś numery. Z kim gadałeś, do cholery??
– Cześć, kochanie. Nie unoś się, mam na drugiej linii zabawkowy, kupuję małej misia pluszowego na święta, tak jak ustaliliśmy.
– Coś kręcisz.
– Nic nie kręcę, zresztą sama potem zobaczysz.
– Pytasz jakąś obcą babę, czy jest gotowa i ja mam się nie denerwować??
– Nie, no jak chcesz, możesz się trochę podenerwować. Ale złość piękności szkodzi, więc…
– Pieprz się. Idź sobie do tej swojej gotowej.

Klik.

No tak, zapomniałem. Cholerne babskie biorytmy.

Wdech, wydech.

Klik.

– Halo? Pani Anna Zięch? Podaję…
– Coo? Jaka Anna? Teraz to już sobie nagrabiłeś, chłoptasiu. Śpisz dzisiaj na kanapie. A przedtem sobie porozmawiamy.
– Dobrze już, dobrze. Muszę teraz zadzwonić w jedno miejsce…
– A dzwoń sobie, w dupie mam do kogo tam dzwonisz. Może najlepiej w ogóle się do niej przeprowadź!
– Ale kochanie, do kogo mam się przeprowadzić?
– Gówno mnie to obchodzi.

Klik.

Wdech, wydech. Raz, dwa, trzy…

0193526892… tuuu… tuuu… tuuu…

– Halo? Czy można z panią Anną?
– Przy telefonie.
– To ja, Leszek Mueller. Coś mnie dziś rozłącza, przepraszam bardzo. Podaję numer karty…
– Znowu? To ile pan potrzebuje tych wibratorów?

Szlag.

Klik.

Wdech, wydech… cztery, pięć, sześć…

0193256892… tuuu… tuuu… tuuu…

– Halo, zabawkowy?
– Tak. Anna Zięch przy telefonie, dział zabawek dla maluchów.
– Tu Leszek Mueller. Pani Anno, podaję numer karty…
– Wie pan co, niech pan chwilę zaczeka, bo akurat mam klienta. Dosłownie minutkę, niech się pan nie rozłącza.
– Oczywiście. Czekam cierpliwie.

Klik.

– Lechu? Tu Adrian, słuchaj sprawa jest gardłowa…
– Młody, mówiłem ci, żebyś zadzwonił za pół godziny, a nie za pół minuty. Teraz naprawdę nie mam czasu.
– Nie pierdol tylko słuchaj. Sprawa jest poważna, czas ucieka a nie mam żadnych innych znajomych co się znają na linuksach. Muszę szybko wyłączyć…
– Poważna to sprawa będzie jak w ciągu najbliższych trzech sekund się nie rozłączysz.

Klik

– Halo?
– Halo, panie Leszku, to pan?
– Tak, oczywiście. Podać ten numer karty?
– Proszę bardzo, niech pan dyktuje.
– Cztery-cztery-trzy-siedem jeden-siedem-zero-dwa jeden-cztery-siedem-pięć dziewięć-sześć-siedem-osiem.
– Ważność karty?
– Dziewiąty-siedem…

Klik

– … nasty
– Nasty, nasty, to będzie dziś wieczorem. Cześć Lechu, dzwonię żeby potwierdzić dzisiejszą wizytę, bo chłopaki już mi tu kołki na głowie ciosają. Będziemy tak po ósmej, z Władkiem, dzieciakami i flaszką.
– Halo? Kto mówi??
– Hej, nie wygłupiaj się, Żaneta z tej strony. Władek gadał z tobą przecież w zeszłym tygodniu.
– Kurwa. To znaczy, sorry, tak, oczywiście, z tym, że możemy pogadać dosłownie za pięć minut? Mam jeden ważny telefon do dokończenia.
– Ale nie ma o czym gadać, po prostu potwierdzam, że będziemy.
– OK. Słuchaj, mam drugą rozmowę, oddzwonię potem.

Klik

– Pani Anno?
– Coooo? Wisisz z tą jakąś Anną na słuchawce już z piętnaście minut, a do mnie to nawet nie dzwonisz jak masz przerwę na obiad. Ty mnie już nie kochasz.

Szlag.

– Kocham, kocham. Słuchaj, muszę skończyć to zamówienie, a to dopiero pierwszy prezent na liście, strasznie zakręcony dziś jestem. Zaraz do ciebie oddzwonię, dobrze?
– Wal się.

Klik.

– Sama się wal. Albo nie, zaczekaj na mnie.
– Słucham??
– Yyy…
– Pan nadużywa mojej uprzejmości. Ja wiem, że idą święta, i że mamy być ekstra frontem do klienta, ale ileż można? Już drugi raz mnie pan dziś obraża. Ostrzegam pana…
– Pani Anno, proszę już nic nie mówić. Mea culpa, mam dziś chyba najgorszy dzień w roku. Ma pani ten numer karty?
– Miałam, ale mi pan gdzieś uciekł, drugi klient czekał, musiałam anulować. Niech pan podyktuje jeszcze raz.
– Cztery-cztery-trzy-siedem jeden-siedem-zero-dwa jeden-czt…

Klik

– Halo, Lechu, słuchaj musisz uciekać. W zasadzie cała południowo-zachodnia dzielnica powinna, ale do wszystkich nie zdążę zadzwonić, a czasu już praktycznie nie ma. Był wyciek. Mi nic nie będzie, mamy tu sprzęt ochronny, kombinezony i tak dalej, ale miasto pójdzie w piach najpóźniej za dwie godziny, więc łap rodzinę i jedź na południe, najdalej jak się da.
– Piłeś?
– Mówię poważnie. Dobra, dzwonię do Ryśka.
– Zaraz zaraz, ty na serio??

Klik

– Po pierwsze, panie Leszku, nie jesteśmy na „ty”, a po drugie, to chyba ja powinnam spytać, czy pan na serio tego misia chce kupić, czy tylko się pan wydurnia.
– Pani Anno, po prostu dziś mam zły dzień.
– Już to słyszałam.
– Wiem, wiem. Niech pani zapisze numer mojej karty, w razie gdyby nas znów rozłączyło, a potem niech pani łapie rodzinę i ucieka.
– Rodzinę? Ucieka? Pan coś pił? Obawiam się, że będę musiała zgłosić pana na policję.
– Niech pani zgłasza, tylko później. Teraz proszę stamtąd uciekać!

Klik.

Kurdę. Adrian może jest młody, ale wyciek to wyciek, lepiej na zimne dmuchać. Takie rzeczy się zdarzają. Dzwonię na chatę.
0192356892… tuuu… tuuu… tuuu…

– Halo?
– To ja.
– Pomyliłeś numery, na pewno miałeś dzwonić do tej swojej Anki.
– Słuchaj, weź się w garść, gadałem z Adrianem i…
– To teraz będziemy ją nazywać męskimi imionami dla niepoznaki??
– Uspokój się. Przecież znasz Adriana.
– Adrianna? Jaka znów Adrianna?
– Solniczka na C4.

Zadziałało jak strzał z bata. To hasło ustaliliśmy już dawno. Oznaczało, że dzieje się coś naprawdę niedobrego, i żeby rzucić bieżące zajęcia i się zmobilizować.

– Sol… Co? Co się dzieje??
– Bierz dzieciaki, dokumenty, wszystko, co można łatwo zabrać i szybko spieniężyć, wsiadaj w auto i jedź na południe, najdalej, jak się da. Tylko gazem.
– Jeżeli ściemniasz, żeby przykryć jakieś swoje ciemne sprawki…
– Rób, jak mówię. I streszczaj się. Mamy maksymalnie pół godziny. Potem zacznie się Armageddon.
– Ale co się…
– Zaufaj mi. Po prostu stamtąd uciekajcie.
– Ale…
– Nie zapomnij komórki. Zadzwonię z trasy. Nie zatrzymuj się na czerwonym, grzej ile fabryka dała. Pa.

Klik

– Halo? Leszek?
– Halo. Kto mówi?
– Ech, żartowniś. No jak to kto, Żaneta, przecież gadaliśmy chwilę temu. Słuchaj, Władek pyta, czy zagrychę też mamy brać, czy coś przyszykujecie.
– Odwołuję wizytę. Nie będzie nas dziś w domu.
– Haha, znaczy się, już zacząłeś pić i gadasz bzdury. Dobra, w takim razie będziemy ciut wcześniej. Nara.

Klik

Czy to się kiedyś skończy?

0193259862… Tuuu… Tuuu… Tuu

– Mega Taxi, słucham?
– Dzień dobry, potrzebuję zamówić dłuższy kurs, z Dzięcielina na południe
– Dzięcielin… mamy kogoś w zasięgu dziesięciu minut, może być?
– Tak. Niech kierowca jedzie pod Hytronix, od wschodniej strony, tam przy światłach na Kiełczyńskiego. Mój numer to 0193659822. Nazwisko Leszek Mueller.
– Zapisałam. Już wysyłam kierowcę.

Drrrńńń…. Drrrńńń… 0193529991… Drrrńńń…

Końcówka 991? Coś mi to mówi…

– Halo?
– Pan Mueller? Pan Leszek Mueller?
– Tak, słucham.
– Mówi młodszy aspirant Edmund Szyszka, z posterunku w Bździnie Górnej. Zatrzymaliśmy pańską żonę za szybką jazdę. Twierdzi, że nie powie ani słowa dopóki się z panem nie skontaktuje. W zasadzie powinniśmy ją zamknąć na 24 za agresywne zachowanie, ale jest z dziećmi. Spróbujemy załatwić sprawę ugodowo, dobrze? Może pan przyjechać na posterunek?
– Panie aspirancie, czy kontaktował się już z panem ktoś z Silix?
– Z tej fabryki? Nie, a co?
– Pewnie nie chcą wywołać paniki. Istnieje realna szansa, że za chwilę będziemy tu mieli katastrofę ekologiczną. Jest wyciek paliwa radioaktywnego.
– Takiej ściemy jeszcze mi nie próbowali wciskać. Wstydziłby się pan.
– Panie Szyszka, niech pan zadzwoni do fabryki i poprosi o połączenie z Adrianem Ziębą albo z jego przełożonym. I wtedy niech pan decyduje, tylko szybko, bo czas ucieka. Ja lecę, taksówka na mnie czeka.
– Panie Mueller…

Klik.

– Więc ile tego ma być?
– Słucham?
– Kiełbasy, ile mam przywieźć.

Trochę mi to nie leżało w kontekście, ale byłem już tak wykończony, że nie chciało mi się już niczego wyjaśniać. Znacie to uczucie? Że jest już kompletnie wszystko jedno? No właśnie.

– Przywieź najwięcej, ile się da.
– Dobrze, w takim razie załaduję Żuka do pełna i jeszcze trochę miejsca w szoferce mam. Nara.
– Cześć.

Klik.

– … wspaniałą ofertę świąteczną, proszę zadzwonić pod 0193256829 i podać nasz supertajny kod promocyjny „mikołaj” aby otrzymać…
– Halo? Jaki mikołaj? Jaka promocja?
– No przecież tłumaczyłam już panu, że mamy wspaniałe świąteczne promocje teraz.
– Ale kim pani jest?
– Milena Surma, przedstawiałam się panu wcześniej. Czy mam powtórzyć szczegóły oferty?
– Nie, nie jestem zainteresowany.
– Ale przecież mówił pan, że jest.
– Że co jest?
– Nie co tylko kto. Pan jest. Zainteresowany.
– Ja mówiłem?
– Tak, pan mówił, przecież mówię. A co, nie mówił pan? Ja tu wszystko mam nagrane, że remont kuchni, że kolanka, że złączki, i nawet uszczelniacz pan chciał w dobrej cenie.
– Nie wiem, pani Mileno, kim pani jest, ale chyba pomyliła pani telefony.

– Dokąd jedziemy?
– Na południe..
– Ale ja potrzebuję adres.
– Nie. Potrzebuje pan kompasu, który ma pan w swoim smartfonie, a jak pan nie ma, to ja mam i mogę pana pokierować. Płacę za kurs podwójnie, tylko proszę grzać i nie zatrzymywać się. Naprawdę bardzo mi się spieszy.
– Każdy klient tak mówi, wie pan.

– Spieszy się panu? Uszczelki możemy wysłać jeszcze dziś, ale z syfonami może być trochę słabo, zresztą syfony nie są objęte promocją.
– Co mi tu pani z jakimiś syfonami wyjeżdża? Skąd pani ma mój numer?
– Ja mam? Numer? Przecież to pan do mnie zadzwonił.

– Tam pan jedzie, na Męcikałów, tylko niech pan zahaczy po drodze o posterunek w Bździnach.
– Policja? Jedziemy na policję?
– Tylko na chwilę zajeżdżamy. Jedź pan już, mamy naprawdę bardzo niewiele czasu. I niech pan włączy radio, 103.2 FM.

– Halo?
– No więc twierdzi pani, że to ja do pani dzwoniłem?
– Lechu? Od kiedy jesteśmy na „pani”?
– Kto mówi?
– Żaneta. Myślimy, czy nie wziąć ze sobą jeszcze Franka.
– Sinatry?
– Chłop sam siedzi, szkoda nam go trochę. A u was to przynajmniej jakieś towarzystwo będzie.
– Nie będzie.
– A coś ty taki ponury?

– Tu się pan zatrzyma. Ja zaraz wrócę.

– Co ty, taksówką jedziesz?
– Żaneta, mówiłem ci, nie będzie nas dziś w domu. I nie jedź na południe.
– Nie wykręcisz się, umowa to umowa. To co, brać Franka czy zostawić go kotom na pożarcie?
– Nie mogę teraz gadać.

– Dzień dobry, słucham?
– Ja w sprawie Eweliny Mueller, zdaje się, że zatrzymaliście ją dziś.
– A, to pan. No tak, zatrzymaliśmy, ale nam uciekła, niech pan sobie wyobrazi. Że niby małemu pieluchę zmienić, do toalety. Zanim się zorientowaliśmy, już jej nie było. Będzie miała kłopoty, wie pan?
– Kłopoty to będzie miało miasto, za jakieś pół godziny. Dzwoniliście do tej fabryki?
– Próbowaliśmy, ale nikt nie odbiera.
– No to pozamiatane. Dobra, ja lecę, a panowie też moglibyście wsiąść w najbliższy radiowóz i spieprzać na południe..
– Znów pan zaczyna bredzić, panie Mueller. Chyba będę musiał pana zatrzymać do przesłuchania.
– Nie ma pan podstaw. A za dziesięć minut nie będzie pan miał też możliwości.
– Pan mi grozi?
– Uprzejmie ostrzegam. Radzę skorzystać. Do widzenia.

– Dokąd teraz?
– Na południe. Niech pan jedzie stopiętnastką i skręci za Więcierzewem w trzystaósemkę. Tu jest stówa zaliczki, w razie gdyby coś się stało. Reszta po kursie.
– Stało?
– Jedź, człowieku.

– Halo.
– Cześć, kochanie. Piękna akcja z tym komisariatem. Gdzie jesteś?
– Lecę stopiętnastką na Więcierzewo. Co się dzieje?
– Zjedź za Więcierzewem w trzystaósemkę i czekaj na mnie przy drodze.
– Powiesz mi, co jest grane?
– Adrian namieszał. Kojarzysz, czy nasze ubezpieczenie domu obejmuje katastrofy ekologiczne?
– Piłeś coś?

…tu radio EFKA 103.2 efem. Nadajemy komunikat specjalny. W zakładach chemicznych Silix doszło dziś do poważnego…

– Słyszałaś?
– Co słyszałam?
– Włącz EFKĘ i posłuchaj. Ja zaraz oddzwonię, muszę coś sprawdzić.

0555112233 Tuuu… Tuuu… Tuuu…

Dodzwoniłeś się do biura obsługi klienta Tera GSM. Wybierz jeden aby sprawdzić saldo. Wybierz dwa aby poznać najnowsze promocje. Wybierz trzy aby wyłączyć subskrypcje płatnych usług dodanych. Wybierz cztery aby dokonać zmian na koncie. Po wciśnięciu cyfry zero w każdej chwili możesz połączyć się konsultantem Tera GSM.

Zero. Hm. Zbieg okoliczności?

Tit.

Bardzo nam przykro, ale wszyscy konsultanci są w tej chwili zajęci. Proszę czekać.

Kurwa.

– Halo? Życzy pan sobie zamówić panią do towarzystwa?

Powiedziałem to na głos? Szlag.

– Przepraszam, ale kim pani jest?
– Mam na imię Beata. Dodzwonił się pan do agencji „Przygoda”. Życzy pan sobie blondynkę czy brunetkę? A może rudą? Albo łysą?
– Przepraszam panią bardzo, ale to jakaś pomyłka.
– Tak, tak, ja rozumiem. Pan pierwszy raz?
– Nie wiem, o co pani chodzi, ani dlaczego właściwie mnie z panią połączyło. Do widzenia.
– Ale…

Klik

-… czas oczekiwania siedemnaście minut. Cenimy twój czas, dlatego jeżeli nie chcesz dłużej czekać, skorzystaj z usługi call-back. Wybierz jeden, a nasz konsultant oddzwoni do ciebie w dogodnym dla ciebie czasie. Wybierz dwa, aby pozostać na linii…

Tit.

– Dojeżdżamy.
– Tam pan stanie, koło tej czerwonej mazdy. Ile płacę?
– Sto siedemnaście złotych.
– Ma pan tu dwie i pół stówy. Radio pan słyszał, radzę uciekać na południe.
– Dzięki, szefie. Szerokości.
– Do widzenia.

– Tato! Tato! Mama mówi, że jedziemy na piknik! Na piknik!

Szlag.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "A miało być tak pięknie"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
fidrygauka
Gość

Tak to właśnie bywa, gdy się bezgranicznie polega na najnowszej technologii 🙂
Masz wyobraźnię!

wpDiscuz