Manipulator stołokulotoczny

Było o monitorach i o dyskach, dziś o myszach.

Pierwsza mysz do komputera, którą jestem w stanie sobie przypomnieć, była dość płaska, miała dwa przyciski na górze i kulkę na dole, była kremowobiała i podłączało się ją do peceta przez port PS/2. O wbudowanych w mysz rolkach z trzema stopniami swobody, dodatkowych przyciskach, wyświetlaczach czy też specjalnych ergonomicznych kształtach nikomu się wówczas nie śniło. Wszyscy byli szczęśliwi, że można przesuwać trójkącik na ekranie za pomocą tego czegoś na stole, i nawet nikt za bardzo nie marudził, że kulkę / rolki trzeba było regularnie czyścić (zbierała się taka plastyczna masa z brudu i kurzu, którą trzeba było najpierw zdrapać paznokciem a potem wydmuchać z wnętrza myszy).

Później wielkim hitem były myszy optyczne. Odszedł problem czyszczenia rolek 😉

Do myszy bezprzewodowych nigdy się nie przekonałem. Owszem, wygodne to niby jest (bo jeden kabelek mniej), jednak zawsze jest lekkie opóźnienie – nawet w nowoczesnych myszach z wysokiej półki, kabelek przenosi sygnał z opóźnieniem niezauważalnym dla człowieka, a radio już nie. Dziwne to jest, bo i tu i tam impulsy przemieszczają się z prędkościami relatywistycznymi – być może problem tkwi w oprogramowaniu – nie wiem. W każdym razie jeszcze nie znalazłem myszy bezprzewodowej, która działałby mi lepiej niż taka z ogonkiem.

Co do dodatkowych przycisków w myszach, jakoś zawsze podchodziłem do nich sceptycznie. Nigdy tak naprawdę nie nauczyłem się używać więcej niż trzech przycisków oraz rolki. Zawsze natomiast cieszyłem się, gdy konfiguracja sterownika myszy umożliwiała własne definiowanie akcji do poszczególnych przycisków. Zwykłem byłem bowiem mieć pod środkowym klikiem zaprogramowany dwuklik, co było dość pomocne oraz zaoszczędzało klików 😉

W swojej ostatniej pracy używałem Logitech MX Revolution – bardzo wygodna mysz, świetnie wyprofilowana (aczkolwiek dla moich długich paluchów przydałoby się ją nieco bardziej wybrzuszyć na górze, ale to drobiazg), no i wyposażona w coś, czego nigdy wcześniej nie widziałem. Otóż rolka obracała się swobodnie! Nie było charakterystycznych, wyczuwalnych przy kręceniu „ząbków” tylko płynne obroty. Ale – i tu gwóźdź programu, „ząbki” owe można było sobie włączyć z poziomu sterownika – więc jak komuś brakuje charakterystycznego, cichego terkotu przy obracaniu rolki, proszę bardzo. Można też było włączyć taki tryb, przy którym kółko „terkocze”, ale jak się je bardziej intensywnie obróci, ząbki „znikają” i kółko kręci się swobodnie. Ponieważ kółko jest na obwodzie dociążone jakimś gęstym metalem, obrót swobodny trwa dość długo – bardzo wygodne przy pracy z dużą ilością stron bądź danych w tabelach (a to mój chleb powszedni…)

Firma Logitech jest nawiasem mówiąc moim ulubionym producentem myszy – w domu mam jakiś taki najbardziej podstawowy model, którego używam intensywnie już ze trzy lata bez najmniejszych problemów. Wszystkie poprzednie myszy (z wyjątkiem tej całkiem pierwszej – to był bodajże Genius) też były Logitecha.

Obecnie w pracy używam myszy firmy Dell. Zwykła, malutka, standardowa, dwa przyciski, jedna rolka. Jedyna nowość to dodatkowy niewielki kwadratowy przycisk nad rolką (a raczej „przed” rolką), który przełącza czułość kursora. Nawet niezły patent, aczkolwiek dla moich zastosowań wystarczyłyby dwa ustawienia (wolno – szybko) a są aż cztery: wolno, średniowolno, średnioszybko, szybko.

A Ty, Czytelniku, zkont klikash?

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

9 komentarzy do "Manipulator stołokulotoczny"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
frytex
Gość

Hm. Naprawdę nie pamiętasz myszy podłączanych przez COM?

valdie68
Gość

Ja też długo używałem bezprzewodowej, a teraz już wiem, dlaczego wolę przewodową. Nie zdawałem sobie sprawy z tego opóźnienia, ale wkurzało mnie gdy akumulatorki padały…

A comowe jeszcze wcześniejsze to były trackballe, taka myszka na plecach 😉 Do dziś zresztą sporadycznie są używane.

przemas
Gość

Ja od kilku lat użwyam a4 techa office 8K – całkiem niezła mysz optyczna. Już mocno wytarta na niej obudowa ale działa świetnie. A wcześniejsze myszy to mysz przy Amidze – nie do zajechania 🙂

Maciej
Gość

Mam Logitecha M310. Jak na bezprzewodową mysz do laptopa – czyli z małym odbiornikiem wtykanym w port usb – jest duża. Chociaż jak dla mnie mogła by być większa. Podoba mi się jej prosta stylistyka i brak bajerów. Opóźnienia nie zauważyłem. Używam jej pod Ubuntu.

B
Gość

Logitech (i od zawsze tylko i wyłącznie Logitech jeśli chodzi o myszy) mx510 – zakupiona jakiś czas temu na potrzebę rozgrywania klanówek w Quake3 😉

Tomek
Gość

Obecnie MX310 na biurku na stałe (od kilku lat) i M705 w torbie, a wcześniej VX Revolution (zajechałem 2 albo 3 sztuki; jak na mysz notebookową trochę mało odporna na wstrząsy, poza tym, najlepsza, jaką miałem)

Tomek
Gość

A tak sobie jeszcze przypominam: w 1994 kupiłem sobie mysz projektowaną przez Colaniego http://www.tcocd.de/Pictures/Peripheral/Sicos/col….