Literatura po godzinach: Bicz Boży

Jestem właśnie na czterysta siódmej stronie szóstej części cyklu o inkwizytorze imieniem Mordimer Madderdin. Autor: Jacek Piekara. Tytuł: „Ja, Inkwizytor: Bicz Boży”. Książka przyleciała do mnie z Polski ze dwa tygodnie temu (wraz z ponad sześćdziesięcioma koleżankami), zabrałem się za nią niedawno i dziś zamierzam ją skończyć.

W międzyczasie szybka recenzja.

Po pierwsze, dla niewtajemniczonych: cykl o Mordimerze jest klasycznym przykładem historii alternatywnej, czyli „co by było gdyby”. W tym przypadku owo „gdyby” polega na tym, że pewna legendarna postać bardzo popularnej w Europie religii, po zmartwychwstaniu zamiast wybaczyć ludziom grzechy, powstaje z mieczem i spuszcza okrutny wpierdziel wszystkim niedobrym ludziom. Oczywiście to było dawno temu, teraz mamy już okolice (na moje oko) szesnastego albo i nawet siedemnastego wieku. Klimaty staropolskie.

Główny bohater (a zarazem narrator) to Mordimer Madderdin, inkwizytor. Inkwizytorzy trudnią się wykrywaniem herezji a następnie przekonywaniem heretyków, żeby wyznali swe winy w oczyszczającym z grzechu ogniu, na który zresztą czekają ze szczerym utęsknieniem (wyznanie win na ogół odbywa się z udziałem wyspecjalizowanych narzędzi, po których spłonięcie na stosie jawi się jako ulga a nie przykrość).

Wszystkie książki cyklu opierają się na podobnym pomyśle – Mordimer jeździ po świecie i analizuje różne zagadki – czasem okazuje się, że ktoś próbuje czynić czary, czasem trafiamy na pospolitą kradzież bądź „zwykłe” morderstwo – zawsze jednak towarzyszy nam postać Mordimera, który jest zarazem niesłychanie dowcipny jak też wyjątkowo skuteczny w wykonywaniu swej pracy.

Warstwa językowa jest dopracowana w najwyższych szczegółach, w szczególności wszelakie znane nam zwroty mowy potocznej opierające się na miłości i łagodności Boga, Marii czy Jezusa, występują tu w formie „gniewnej” bądż „bojowej”. Na przykład nie mówi się „na miłość boską” tylko „na gniew Chrystusa” albo „Na miecz Pana”. I takie tam.

W odróżnieniu od większości cykli powieściowych, w których kolejny cykl jest kontynuacją przygód bohatera z cykli poprzednich, tutaj jest nieco inaczej. Trzy pierwsze tomy opowiadają o przygodach Mordimera jako doświadczonego inkwizytora, który potrafi widzieć zmarłych oraz wędrować świadomie po „świecie obok”, (do którego dostaje się za pomocą głębokiej, bardzo bolesnej modlitwy) – natomiast kolejne części opowiadają o dzieciństwie Mordimera, oraz jego początkach jako inkwizytora. W „Biczu Bożym” Madderdin jest jednym z grupy trzech inkwizytorów wyznaczonych do wyjaśnienia niezwykłej śmierci jednego z biskupów. Otóż biskup ów sam się spalił na stosie, który uprzednio sam sobie zbudował. A w trakcie palenia stał nieruchomo i nawet nie krzyczał z bólu.

Taka jest pierwsza scena książki.

W przeciwieństwie od innych części, w których zagadek do rozwiązania jest kilka (jeden rozdział – jedna zagadka), tutaj całość opiera się na wyjaśnieniu tego tajemniczego samospalenia, a także kilku innych wydarzeń z nim powiązanych. Są rozdziały, ale jest zachowana ciągłość akcji.

O ile książka początkowo mnie nie zachwyciła (uznałem ją za najsłabszą z całego cyklu), o tyle potem akcja się rozkręca, pojawiają się nowe postaci, motywy, są nieoczekiwane zwroty akcji i w sumie po 407 stronach mogę stwierdzić, że ten tom trzyma poziom wszystkich poprzednich. A więc: wciąga, pochłania, daje frajdę oraz tą znaną wszystkim ciekawość „a co będzie dalej?”.

Żeby dać chociaż namiastkę klimatu powieści, wrzucę krótki cytat z samego początku. Jeżeli komuś się on spodoba, jest spora szansa, że polubi całą serię. A jak nie – to nie.

Rozdział I

Stos

I daj nam siłę, byśmy nie przebaczali naszym winowajcom… – modlił się Andreas Voerter tępo wpatrzony w ogień trawiący stojącego pośrodku stosu mężczyznę. Ja również przyglądałem się uważnie, gdyż płonący na stosie biskup to niezwyczajny widok i zapewniam was, mili moi, że obraz skwierczącego w płomieniach dostojnika każdemu zapadłby w pamięć. Hierarcha był odziany w fioletową sutannę, haftowaną złotem infułę i mucet obficie wyszywany szlachetnymi kamieniami. W prawej dłoni dzierżył pastorał, a jak się później przekonaliśmy, przywiązano mu go do palców sznurem, by nie upadł za wcześnie na ziemię. Wszystko płonęło już na Jego Ekscelencji i pomyślałem sobie, że tak zapewne wyglądałby Mojżesz, gdyby jego konwersacja z ognistym krzewem potoczyła się mniej udanie niż w rzeczywistości.

– Wody! Wody! – rynkął Hugon Hoffman i rozejrzał się bezradnie wokół. Potem zerknął w niebo, jakby spodziewał się, że Bóg odpowie na jego prośby i co najmniej ześle rzęsistą ulewę. Ale dobremu Panu niespieszno było do gaszenia ciała świątobliwego pasterza i nawet lamenty inkwizytora nie mogły niczego zdziałać.

Nie ukrywam, iż ja przede wszystkim z żalem spoglądałem na dobra, które się marnowały, gdyż wartość biskupich szat z całą pewnością przewyższała wartość kilku wiosek. Poza tym biskup i tak już nie żył, więc nie miało znaczenia, czy wyjmiemy ze stosu jedynie jego podwędzonego w dymie trupa, czy też na wpół spopielony kadłub.

– Na gwoździe i ciernie! Na straszliwy gniew Pana! – wyjąkał zduszonym głosem Andreas Voerter. – Co się tutaj wyprawia? – Potoczył po nas takim wzrokiem, jakbyśmy mogli odpowiedzieć na jego pytanie. – Co się wyprawia? – powtórzył już żałosnym tonem.

Uniosłem wzrok i spojrzałem w granatowe niebo zasnute szarymi strzępami chmur. Gdzieś daleko zobaczyłem cieniutkie pasemko błyskawicy.

– Burza idzie – powiedziałem.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Literatura po godzinach: Bicz Boży"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
przemas
Gość

Tak Piekara napisał ciekawy cykl o Mordimerze. Z jego książek mogę polecić jeszcze "Charakternik" – bardzo sprawnie napisana powieść. Poza tym z polskich pisarzy polecam Jarosława Grzędowicza i Jacka Komudę 🙂 warto sięgnąć 🙂 po ich książki.

przemas
Gość

A był bym zapomniał o najważniejszym 🙂 Co prawda nie z Polski ale za południowej granicy – Miroslav Zamboch cykl z Koniaszem oraz z za wielkiej wody – Peter V. Brett: Malowany Człowiek, Pustynna Włócznia

przemas
Gość

O tak Grzędowicz zmusza do czekania na kolejne tomy… i jeszcze kończy wrednie w takich miejscach, że aż się chce go udusić 🙂
A wracając do wyboru autorów jeszcze dwóch podrzucę: Tad Williams "Trylogia Pamięć, Smutek, Cierń" i tetralogia "Inny świat" oraz Dan Simmons cykl Hyperion i Endymion 🙂

wpDiscuz