The Ghost Brigades

Pisząc ponad trzy lata temu recenzję “Wojny starego człowieka” nie spodziewałem się dalszego ciągu. Tymczasem – proszę, chwila nieuwagi i pan Scalzi już zdążył napisać kilka kolejnych tomów. Dziś czas na recenzję drugiej części z serii, czyli “The Ghost Brigades”.

Akcja powieści – chociaż to ten sam świat – jest z częścią pierwszą związana bardzo luźno. O Johnie Perry wiemy tylko z opowieści innych ludzi, jedna z bohaterek kiedyś go nawet poznała, ale w zasadzie to tyle. Zgadzają się też oczywiście realia polityczne i gospodarcze, ale wszystko inne to w zasadzie jakby czytać całkiem inną książkę.

No i fajnie.

U Scalziego uwielbiam szybką i nieustającą akcję. A nawet jeżeli bohaterowie muszą spędzić trochę czasu na podróży (w końcu Kosmos jest wielki), zostaje to skrócone do kilku dowcipów i partyjki w pokera, żeby za chwilę przenieść czytelnika w kolejne interesujące miejsce.

Chciałbym napisać, że powieść jest nowatorska, ale przecież nie jest. Nie znalazłem w “The Ghost Brigades” ani jednego pomysłu, którego już bym wcześniej nie przerabiał w jakiejś książce lub filmie. Zresztą sam Autor się do “kradzieży” pomysłów bezczelnie przyznaje w posłowiu, wymieniając wręcz tytuły i ich autorów.

Co mi się w “The Ghost Brigades” podobało?

  • Doskonale opisane sprzężenie plutonu wojska (chyba ktoś Autorowi wyjaśnił czym się różni pluton od brygady, bo nie popełnił błędu z pierwszej części) – osiem osób połączonych na stałe specjalnym chipem wstawionym każdemu w mózg, dzięki czemu czują i myślą wspólnie – nie tylko na polu bitwy, ale poza nim również. Są nawet sceny seksu grupowego, na szczęście potraktowane dość pobieżnie, bo to nie tego typu literatura, gdzie trzeba policzyć nogi i podzielić przez dwa. Jest opis pokonywania małpiego gaju (czyli OSF-u – kto był w wojsku, ten wie) z zawiązanymi oczyma – można się posiłkować wzrokiem “pożyczonym” od reszty kolegów i koleżanek z plutonu rozstawionych wzdłuż ścieżki zdrowia. No i są też oczywiście…
  • …sceny bitewne – zarówno te większe, jak i mniejsze. Ze sprzężeniem mózgów mamy tu ogromne możliwości i Scalzi wykorzystuje je jak się tylko da – czyta się to prześwietnie.
  • Przeszczepianie i klonowanie jaźni, oraz rozmaite eksperymenty i bronie genetyczno – epidemiologiczne.
  • Wojskowy humor.
  • Niespodzianki – czym dalej w las, tym intryga się bardziej rozgałęzia. Po trochu, po trochu dostajemy w końcu pełen obraz sytuacji… ale czy aby na pewno? No właśnie 😉 Jest dużo niespodzianek.

Co mi się w “The Ghost Brigades” nie spodobało?

  • Jest jedna rzecz, ale ponieważ wydarza się ona pod koniec książki i zepsułaby niespodziankę, nie powiem o co chodzi 😉

Podsumowując: książka, chociaż mało oryginalna, jest napisana bardzo, bardzo dobrze i wciąga jak maszynka do mielenia mięsa. Pomimo tego, że ostatnio mam jakby mniej czasu na wszystko, udało mi się ją skończyć w tydzień.

Tego samego dnia zaopatrzyłem się w następną część, należy się więc spodziewać wkrótce kolejnej recenzji 😉

Aha. Jeszcze coś. Z tego, co sobie poczytałem w internetach, “The Ghost Brigades” jest najsłabszą częścią serii. Jeżeli tak faktycznie jest, to bardzo się cieszę.

Liczba słów w tym wpisie: 583

Sprawdź też

Cyberpunk. Odrodzenie. Recenzja powieści.

Skończyłem niedawno najnowszą powieść Andrzeja Ziemiańskiego pod wielce obiecującym tytułem “Cyberpunk. Odrodzenie”, czas więc podzielić …

Podwójna recenzja: “Wieczny pokój” i “Toy Land”

Skończyłem niedawno dwie książki, dziś szybka recenzja. “Toy Land” to apokryficzne SciFi Roberta J. Szmidta, …

Zapisz się
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x