Terry Pratchett: Thief of Time

Dziś krótka recenzja kolejnej perełki autorstwa Sir Pratchetta, czyli Złodziej Czasu (po naszemu: Thief of Time).

Jak być może niektórzy moi czytelnicy już kojarzą, każda z książek z serii Świata Dysku skupia się na pewnym aspekcie działalności ludzkiej. Jest kisążka o muzyce rockowej, jest o futbolu, o poczcie i o wojskowych. Tutaj zaś mamy do czynienia z mnichami buddyjskimi, którzy starają się uratować świad przed zagładą w postaci Audytorów, mrocznych postaci próbujących doprowadzić wszystko do stanu porządku idealnego.

Terry przy tym ognisku preparuje dwie przepyszne pieczenie: z jednej strony mnisi buddyjscy, z ich sparodiowaną filozofią, mandalami, klasztorem Shao Lin oraz niepozornym, pomarszczonym staruszkiem z miotłą, który oczywiście (jakże by inaczej!) okazuje się być mistrzem Deja Fu i paru innych sztuk walki, a z drugiej – zabawy z czasem, który jest bardzo „płodnym” beletrystycznie ciastem, o ile tylko miesi się go w odpowiednio sprawnych rękach.

Akcja książki polega – w najbardziej ogólnym zarysie – na tym, że Audytorzy starają się zatrzymać czas na świecie, żeby świat przestał być chaotyczny, a na ratunek temu światu wyruszają dwaj Mnisi Czasu, jeden mistrz (Lu-Tze) i jeden uczeń (Lobsang, imię identyczne jak u jednego z głównych bohaterów „Długiej Ziemi”).

Równolegle z tymi dwoma wątkami mamy jeszcze postać Susan, wnuczki Śmierci, która pracuje na co dzień jako nauczycielka.

Mamy postać Jeremy-ego oraz jego Igora. Jeremy był członkiem Gildii Zegarmistrzów, ponieważ ma absolutne wyczucie czasu i potrafi konstruować bardzo, bardzo precyzyjne zegary. Jeremy jest też trochę niespełna rozumu, dlatego musi regularnie zażywać Lekarstwo. Po wykluczeniu z Gildii pracuje sobie w swojej zegarmistrzowskiej pracowni, budując wysokiej jakości zegary dla różnych klientów. A jego Igor… no, tu akurat nie ma niespodzianki, postać Igora jest we wszystkich częściach ŚD praktycznie taka sama. Ręce ma po dziadku (dosłownie) i umie świetnie pomagać szalonym naukowcom, a także nie wymawia „s”, powodując, że jego wypowiedzi skutecznie poddają się próbom automatycznego tłumaczenia komputerowego i bez odrobiny znajomości języka po prostu nie da się tego zrozumieć.

Mamy oczywiście postać Śmierci, który jest – jak zwykle – niezdolny pojąć różne działania ludzkie, oraz ma bardzo słabe umiejętności matematyczne (zasadniczo nigdy nie wyszedł poza odejmowanie).

No i mamy Audytorów, którzy postanawiają wcielić się w ludzkie ciała, co powoduje całe mnóstwo przezabawnych perypetii (jedna Audytor nawet zakochuje się w Jeremym, ku swemu własnemu przerażeniu).

Na koniec nie sposób wspomnieć postaci przeora klasztoru, który jest świeżo po reinkarnacji i ma umysł kilkusetletniego starca „wymieszany” z umysłem parunastomiesięcznego brzdąca. Przemawia więc bardzo mądrze, w międzyczasie żądając ciastećka albo misiamisiamisia albo waląc swojego zastępcę po głowie gumowym jakiem-zabawką, albo nie trafiając do nocnika. Jak to u Pratchetta, nie sposób się nie zaśmiać 😉

Całe to zamieszanie jest perfekcyjnie zsynchronizowane, wątki – jak zawsze – mieszają się i spotykają ze sobą w najbardziej nieoczekiwanych momentach.

Z mojej osobistej perspektywy książka jest naprawdę genialnie napisana i bardzo, bardzo polecam ją każdemu fanowi Świata Dysku.

Dobra. Starczy tego lania wody, czas na kilka cytatów.

***

Some humans would do anything to see if it was possible to do it. If you put a large switch in some cave somewhere, with a sign on it saying ‚End-of-the-World Switch. PLEASE DO NOT TOUCH’, the paint wouldn’t even have time to dry.

***

Sometimes I really think people ought to have to pass a proper exam before they’re allowed to be parents. Not just the practical, I mean.

***

Look, that’s why there’s rules, understand? So that you think before you break ’em.

***

Jeremy tried to be an interesting person. The trouble was that he was the kind of person who, having decided to be an interesting person, would first of all try to find a book called How to Be An Interesting Person and then see whether there were any courses available.

***

There is no doubt that being human is incredibly difficult and cannot be mastered in one lifetime.

***

‚I thought the rule was that all monks were shaved.’

‚Oh, Soto says he is bald under the hair,’ said Lu Tze. ‚He says the hair is a separate creature that just happens to live on him.’

***

Genius is always allowed some leeway, once the hammer has been pried from its hands and the blood has been cleaned up.

***

Erm.. dear, do I ride out for Apocalypses?’ Mrs War took the lid off the saucepan and prodded viciously at something inside. ‚No, dear,’ she said firmly. ‚You always come down with a cold.

***

A year ago astronomers across the Discworld had been puzzled to see the stars gently wheel across the sky as the world-turtle executed a roll. The thickness of the world never allowed them to see why, but Great A’Tuin’s ancient head had snaked out and down and had snapped right out of the sky the speeding asteroid that would, had it hit, have meant that no one would ever have needed to buy a diary ever again.

***

„Do you know okidoki?”
„Just a lot of bunny-hops.”
„Shittake?”
„If I wanted to thrust my hand into hot sand I would go to the seaside.”
„Upsidazi?”
„A waste of good bricks.”
„No kando?”
„You made that one up.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz