Wściebcy i szykli – odcinek pierdylionasty

Wybraliśmy się wczoraj z Żonką do kina – po raz pierwszy od nie-pamiętam-kiedy – na kolejną odsłonę „Szybkich i wściekłych” – tym razem już siódmą.

Nie zawiedliśmy się, film ogląda się z przyjemnością od początku do końca – jest tylko jeden warunek: trzeba się nastawić na kompletny brak fabuły i skupić wyłącznie na walorze wyścigowo-samochodowym. Albowiem, podobnie jak we wszystkich poprzednich częściach, fabuła jest tutaj szczątkowa i w zasadzie bez znaczenia, główny urok filmu zasadza się w pięknych i szybkich autach oraz intensywnym mordobiciu.

Film jest też swego rodzaju epitafium dla Paula Walkera, któremu się zginęło gdzieś w połowie kręcenia zdjęć (przy okazji, właśnie się dowiedziałem z Wikipedii, że żeby dokończyć film bez Paula, trzeba było trochę zmienić scenariusz, a także skorzystać z pomocy jego dwóch młodszych braci, którzy w kilku miejscach wcielili się w graną przez Paula postać).

Miłym dodatkiem jest postać byłego komandosa SAS, grana przez Jasona Stathama. Rzadko widuje się tego aktora w roli „czarnego charakteru”. Grany przez Stathama Deckard Shaw najpierw spuszcza tęgi łomot Hobbsowi (Dwayne Johnson), który przez większość filmu leży w szpitalu w gipsie (Johnson nie nagrał się więc zbyt dużo), a potem próbuje wytłuc wszystkich członków ekipy Doma Toretto.

Jest – jak to zwykle w tego typu filmach bywa – mnóstwo scen nie mających nic wspólnego z prawami fizyki, za to zapierających dech w piersiach. Na przykład ta, w której Brian wydostaje się z zawieszonego nad przepaścią autobusu, oczywiście robi to w ostatniej możliwej chwili, kiedy pojazd już zsuwa się w przepaść – Brian biegnie „pod prąd”, żeby na koniec skoczyć i złapać się spoilera samochodu Letty.

Albo scena, w której Dom i Brian „fruwają” samochodem między wielusetpiętrowymi wieżowcami w Abu-Dhabi. I tak dalej – scen tego typu jest mnóstwo, ale przecież to nie „National Geographic” tylko najczystsza rozrywka, i nie ma sensu czepiać się szczegółów.

W porównaniu do poprzedniej części, której większość odbywa się na pasie startowym (obstawiam, że ten pas ma co najmniej ze sto kilometrów, tyle czasu trwa tamta scena), tutaj takich dłużyzn nie ma i – tak, wiem, powtarzam się – ogląda się to świetnie.

Tak więc, jeżeli ktoś lubi kino akcji z płytką fabułą, fajnymi autami i dużą ilością strzelania, wybuchów i mordobicia, nie zawiedzie się 😉

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz