Recenzja: Movie 43

„Movie 43” to film, który ludzie mający resztki przyzwoitości czy też jakąkolwiek namiastkę gustu powinni omijać szerokim łukiem.

Na szczęście mi żadna z powyższych dolegliwości nie grozi. Przyzwoitość znam głównie ze słownika, a gust mam taki, że skarpety w sandałach to dla mnie szczyt elegancji. A nawet jeżeli czasem czknie mi się jakąś przypadkową kulturwą, to przecież jest mój blog i mogę tu sobie wypisywać dowolne bezedury bez większych obaw.

A więc dziś – recenzja jednego z moich ulubionych filmów z gatunku komediowych – czyli właśnie Movie 43.

Movie 43 to składanka kilku osobnych mini-produkcji filmowych, każda z osobną obsadą i kadrą. W odróżnieniu od filmów takich, jak „Jak złamać 10 przykazań”, czy „8 części prawdy”, gdzie mamy kilka krzyżujących się ze sobą wątków, w Movie 43 wątki są kompletnie od siebie niezależne.

Jedyne co tak naprawdę je łączy to osoba Charliego Wesslera, podstarzałego filmowca próbującego znaleźć wytwórnię, która zrealizuje któryś z jego „wspaniałych” pomysłów filmowych. Fabuła obraca się więc wokół rozmowy Charliego z właścicielem jakiejś wytwórni filmowej. Rozmowę, na którą ów wkręcił się na siłę, na chama i bezczelnie.

Oczywiście okazuje się, że owe pomysły są kompletnie poronione; producent próbuje się wymigać od dalszej rozmowy, Charlie wyciąga więc spluwę i grozi, że jeżeli tamten go nie wysłucha do końca, będzie go musiał zastrzelić. Na koniec okazuje się, że cała ta ich rozmowa odbywa się w ramach planu filmowego jakieś kretyńskiej komedii…

Ale powyższe to tylko szkielet „fabuły”. Natomiast mięcho, którym ów szkielet został obwieszony, to mini-filmiki, które oglądamy w miarę jak Wessler o nich opowiada.

I tu – ostrzegam – zaczyna się nasza niezwykła podróż.

Zanim przejdę do szczegółów fabuły, które – zapewniam – zniechęcą większość Czytelników – na zachętę wrzucę zdjęcia gęb aktorów, którzy jakimś cudem dali się namówić na udział w Movie 43 (niektórzy tego potem żałowali i próbowali się wykręcić, ale umowa to umowa, niestety). Są tu nazwiska wielkie, takie jak Uma Thurman czy Richard Geere, są też takie, dla których udział w Movie 43 przypadł w szczytowym momencie ich, khem, kariery zawodowej.


Jeżeli, Czytelniku, jesteś już wystarczająco zaintrygowany powyższym wstępem, postaram Ci się teraz obrzydzić Movie 43 omawiając losowo wybrane elementy fabuły.

Uwaga: będzie nie po kolei, niekompletnie i Wogle.

Mamy wątek kobitki (Kate Winslet), która umawia się na randkę w ciemno z gościem (Hugh Jackman), który pomimo tego, że jest multimilionerem, ma własną firmę prawniczą, udziela się charytatywnie i występuje na pierwszych stronach ekskluzywnych czasopism, z jakiegoś powodu ciągle jeszcze jest kawalerem. Randka ma miejsce w eleganckiej restauracji.

Okazuje się, że bohater grany przez Jackmana ma jądra na szyi. Żeby było śmieszniej (i w sumie nawet trochę jest), wszyscy oprócz głównej bohaterki najwyraźniej tego „drobiazgu” nie zauważają. Babka próbuje naprowadzić temat rozmowy na tę jego anatomiczną przypadłość, ale wskutek serii zbiegów okoliczności końcem końców nie udaje jej się.

jackman-01

Mamy wątek zabawy w „truth or dare” (czyli po naszemu: prawda czy wyzwanie) – tu też parka na randce postanawia wzbogacić najwyraźniej nudną pierwszą randkę ekstremalną wersją tej zabawy. Eskalacja wydarzeń następuje dość szybko, w efekcie po kilku dniach ciągłej „zabawy” bohaterowie kończą w koszmarnym stanie (powiększony biust, tatuaż penisa na twarzy, przeróbka zębów, pobici, podrapani i takei tam, drobażdżki). Hale Berry pod koniec tego epizodu wygląda o, tak:

halle-berry-tod

Mamy wątek o chłopcu imieniem Kevin (genialnie zagranym przez Jeremy-ego Allena White-a), którego rodzice postanawiają, że zamiast chodzić do szkoły będą go uczyć w domu – a w zasadzie nie tylko uczyć, ale również dostarczać wszelkich „rozrywek”, które czasem przytrafiają się w szkole. A więc głównie brutalne zastraszanie i poniżanie. Rodzice wyżywają się na Kevinie na wszelkie możliwe sposoby, o czym szczegółowo opowiadają znajomym, którzy właśnie wpadli na herbatkę.

home-school-01

Mamy wątek oświadczyn. Jason próbuje oświadczyć się Veronice, Veronica w ostatniej chwili wyznaje mu, że marzy o tym, żeby na nią „nakupkał” w łóżku. Do oświadczyn nie dochodzi.

Jason nie do końca rozumie, o co chodzi, jednak starszy i bardziej doświadczony w łóżkowych sprawach kolega Jasona opowiada mu o tajnikach koprofilii. Daje mu też buteleczkę środka na przeczyszczenie, który Jason zamierza wykorzystać przy drugim podejściu do oświadczyn.

Nadchodzi wieczór, w którym Jason ma się oświadczyć. Nasz bohater zjada ogromną porcję burito i popija ją całą butelką laxigenu. Następnie – zgodnie z życzeniem swej narzeczonej – próbuje zrobić to, o co go wcześniej poprosiła, jednak niebacznie używa niewłaściwego słownictwa i zamiast „okupkać” używa słowa „osrać”, co sprawia, że narzeczona z płaczem wybiega z hotelu. On za nią, niestety nie zauważa przejeżdżającego auta, które potrąca go, lekko – na tyle jednak mocno, że zaciśnięte zwieracze Jasona nie wytrzymują i w efekcie obsrany jest nie tylko samochód, ale również cała okolica. Veronica (Emma Stone), dowiedziawszy się, że to wszystko dla niej, wzrusza się i – jakże by inaczej – przyjmuje oświadczyny. Siedzą potem obydwoje na środku obesranej ulicy i przytulają się.

Jest wątek, w którym dziewczynka dostaje swojej pierwszej w życiu miesiączki, której efekty ojciec bierze początkowo za plamę po keczupie i ruga córkę niemiłosiernie w towarzystwie znajomych.

Jest wątek irlandzki, o skrzacie (Gerard Butler) złapanym dla kolegi jako prezent urodzinowy. Skrzata przywiązują do krzesła i obijają mu mordę, każąc wyczarować – zgodnie z legendą – garniec złota. Złoto wreszcie się pojawia, jednak skrzat wpada w furię i próbuje zabić obu kolegów. Kończy się brutalnym morderstwem skrzata, po czym w ostatniej scenie pojawia się wróżka, która świadczy usługi fikane w zamian za złoto.
buttler-01
Jest wątek o najnowszym odtwarzaczu muzyki zwanym iBabe, wykonanym w formie lateksowej niewiasty cierpiącej na znaczny deficyt w dziale odzieżowym.

Jest wątek o randce Robina (tego od Batmana), z różnymi superbohaterami w tle.

Jest wreszcie wątek animowanego kota, który wtranżala się między wódkę a zakąskę, zakochując się w swoim właścicielu i próbując rozbić jego związek z narzeczoną. Epizod bardzo wulgarny, pełen niewyszukanych aluzji, przyprawiający co słabsze przełyki o wsteczne ruchy robaczkowe.

Prawdopodobnie pominąłem tu kilka wątków, ale nic nie szkodzi. Mam nadzieję, że powyższy opis skutecznie odstraszył Cię, Czytelniku, od obejrzenia Movie 43. Ja sam oglądałem ten film już trzykrotnie, na wszelki wypadek, żeby upewnić się, że na pewno jest tak kiepski, jak mi się wydawało za pierwszym razem.

I prawie na pewno obejrzę go raz jeszcze, dla pewności.

W końcu nie każdy film zdobywa aż trzy Złote Maliny na raz 🙂

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz