Mamma Mia! HWGA. Recenzja filmu.

Jeżeli chcesz obejrzeć HWGA, koniecznie obejrzyj najpierw oryginalną „Mamma Mię!”, ponieważ HWGA jest jej kontynuacją i wielu szczegółów nie zrozumiesz, jeżeli nie obejrzysz najpierw pierwszej części.

HWGA to klamra spinająca i domykająca wydarzenia z poprzeniej części. Fabuła jest pomysłowo rozdzielona na okres młodości Donny (w tej roli Lilly James) oraz czas teraźniejszy, czyli 10 lat po pierwszej „Mamma Mii!”, kiedy Donna już nie żyje, za to jej córka (grana przez Amandę Seyfried) organizuje wielką bibę w swoim greckim hotelu – tym samym, w którym dzieje się akcja pierwszej części.

 

Niepodzianek w filmie jest mnóstwo. Na pochwałę zasługuje fakt, że wszyscy znani z pierwszej części bohaterowie są grani przez tych samych aktorów. Jest więc Pierce Brosnan, Meryl Streep, Colin Firth, Julie Walters, Christine Baranski i Stellan Skarsgård. Jest wspomniana już wcześniej Amanda Seyfried. Jest też Dominic Cooper (narzeczony / mąż Sophie).

„Młode wersje” głównych bohaterów grają Lilly James, Hugh Skinner, Alexa Davies, Jessica Keenan Wynn, Josh Dylan i Jeremy Irvine. Moim zdaniem aktorów dobrano idealnie, chociaż widać, że w niektórych przypadkach nie obeszło się bez znacznych nakładów na peruki / make-up. Jednak podobieństwo jest uderzające, również jeśli chodzi o akcent czy sposób poruszania się.

Moją ulubioną postacią jest Rosie. Sceny z jej udziałem są naładowane taką ilością pozytywnej energii i humoru, że nie da się nie roześmiać.

Film ma niezwykle dynamiczną (taką „z przytupem”) oprawę dźwiękową. W uszy rzuca się o wiele większa niż w pierwszej części liczba zaprezentowanych piosenek ABBY. Przyznaję, że rozpoznałem może połowę z nich. Nic dziwnego – chcąc zrobić porządny sequel, jego twórcy musieli sięgnąć głębiej niż tylko po oklepane „Mamma Mia”, „Fernando”, „SOS” czy „Waterloo”. Udało im się to doskonale – piosenki są bardzo dobrze dopasowane do fabuły filmu. A może raczej na odwrót? W każdym razie słucha się tego świetnie.

Pełna lista tytułów: “When I Kissed The Teacher” | “I Wonder (Departure)” | “One Of Us” | “Waterloo” | “Why Did It Have To Be Me?” | “I Have A Dream” | “Kisses Of Fire” | “Andante, Andante” | “The Name Of The Game” | “Knowing Me, Knowing You” | “Angel Eyes” | “Mamma Mia” | “Dancing Queen” | “I’ve Been Waiting For You” | “Fernando” | “My Love, My Life” | “Super Trouper” | “The Day Before You Came”

Największy niewypał? Według mnie – pojawienie się babci Sophie (czyli mamy Donny), granej przez Cher. O ile prywatnie uwielbiam Cher z „Czarownic z Eastwick” czy z „Burlesque”, o tyle tutaj wypadła według mnie pretensjonalnie, sztucznie i pompatycznie. Na szczęście jej rola ogranicza się zaledwie do kilku ostatnich minut filmu, jakby twórcom zabrakło budżetu na pełnometrażowe zatrudnienie gwiazdy na planie. No i dobrze.

Z seansu wyszliśmy z Żonką uśmiechnięci i rozśpiewani, a piosenki Abby pobrzmiewały nam w głowach jeszcze przez kilka dni.

Jeżeli podobała Ci się pierwsza część opowieści, gwarantuję, że nie zawiedziesz się na drugiej.

Bardzo, bardzo polecam.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: