Recenzja: Porwanie

“Porwanie” to kino akcji z 2011 roku. W zasadzie nic nadzwyczajnego jeśli chodzi o fabułę – podobnych filmów widziałem już dziesiątki. Ale za to obsada całkiem sympatyczna. Mianowicie Taylor Lautner, znany dotychczas (przynajmniej mi) tylko z jednego filmu (“Zmierzch” – nie jestem jakimś wielkim fanem tej wampirzo-wilkołaczej sagi, ale oglądałem) oraz Sigourney Weaver, która jeszcze do niedawna kojarzyła mi się wyłącznie z “Obcym”, ale potem odkryłem z przyjemnym zdumieniem, że jest więcej filmów, w których zagrała. Na przykład “Avatar”, “Paul”, “Osiem części prawdy” albo “Chappie” (grała też w wielu innych, ale akurat te mi zapadły w pamięci).

Jest też Michael Nyqvist, którego natychmiast kojarzę z trylogią “Millenium” oraz jedną z części “Mission Impossible”, a gdybym chciał zachęcić damskiego Czytelnika mego bloga, wspomniałbym jeszcze o Dermot-cie Mulroney, znanym głównie z różnych komedii romantycznych, który w “Porwaniu” gra prawie wyłącznie głosem w słuchawce oraz – pod koniec filmu – fragmentem twarzy.

Główną rolę damską gra Lily Collins, którą znam z “Mirror, mirror”.

!!! SPOILER ALERT !!! SPOILER ALERT !!! SPOILER ALERT !!!

Film opowiada o chłopcu ze szkoły średniej, którego ojciec ma świra na punkcie technik samoobrony i ćwiczy z nim codziennie do upadłego. Któregoś dnia Nathan odkrywa w Internecie, że jego zdjęcie z wczesnego dzieciństwa znajduje się na liście dzieci zaginionych. Dowiaduje się, że jego rodzice nie są jego biologicznymi rodzicami, tylko mającymi go chronić (przed kim? nie wiadomo…) agentami CIA. Niestety, w dniu, kiedy się tego dowiaduje, jacyś bandyci zabijają mu obydwoje przybranych “rodziców”. Nathanowi udaje się zwiać, razem z koleżanką ze szkoły, w której się nieco podkochuje.

Potem już do końca filmu jest tak, że bandyci próbują Nathana złapać, a agenci CIA – ochronić. Ganiają się tak przez kilka stanów, odkrywając przy okazji coraz więcej szczegółów o Nathanie oraz jego prawdziwym ojcu. Jest dużo potłuczonego szkła, keczupu, strzelanin i mordobicia. Czyli coś, co tygryski lubią w kinie akcji.

Na koniec filmu dobro wygrywa, zło przegrywa, młodzi oddają się upojnemu pocałunkowi, porządek świata zostaje przywrócony a Sigourney Weaver uśmiecha się tajemniczo.

Moja prywatna ocena… byłaby w okolicach 5/10, ale dzięki obsadzie podciągam do 7/10. Jak ktoś lubi dynamiczne kryminały z udziałem różnych agentów, bandziorów i szkolnej młodzieży, a także nie przeszkadza mu płytkość fabuły, będzie się na “Porwaniu” świetnie bawił.


Liczba słów w tym wpisie: 439

Sprawdź też

Na poważnie po raz czwarty: gramy!

Serious Sam to seria, którą cenię od samego początku. Mam wszystkie części i grywam z …

The Ghost Brigades

Pisząc ponad trzy lata temu recenzję “Wojny starego człowieka” nie spodziewałem się dalszego ciągu. Tymczasem …

Zapisz się
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x