Pracoholicy, pracoholicy

Dziś będzie króciutko – o biurowych pracoholikach.

Ludzie, którzy spędzają po 12-14 (albo i więcej) godzin dziennie w pracy to przecież skarb dla firmy, prawda? Mają płacone za osiem godzin, a wyrabiają półtorakrotność normy. Czysty zysk.

Czy aby na pewno?

No właśnie, nie do końca.

  • Pracoholik na ogół utrzymuje, że kocha swoją pracę i że pracowanie po godzinach to dla niego czysta frajda. Jednak nie ma się co oszukiwać: osoba, która spędza pół życia w pracy, prędzej czy później wpadnie w kryzys z tym związany. Zgodnie z prawami Myrphy-ego kryzys taki nastąpi w czasie, kiedy najbardziej pracownika potrzebujemy. Tuż przed jakimś dużym releasem oprogramowania, albo tuż przed końcem kwartalu i tak dalej.
  • Nadgodziny zabijają kreatywność. Pracoholicy wierzą, że spędzenie większej ilości czasu dziennie na rozwiązaniu problemu umożliwi wcześniejsze jego rozwiązanie. A prawda jest taka, że te dodatkowe cztery czy pięć godzin dziennie sprawiają, że kreatywność jednostki spada praktycznie do zera.
  • Obecność pracoholika w biurze ma negatywny wpływ na pozostałych pracowników. Czasem wzbudza to w nich fałszywe poczucie winy („też powininenem / powinnam tyle pracować…”). Efekt może być (i często bywa) taki, że pracownicy nie będący pracoholikami pozostają dłużej w biurze, nic (lub prawie nic) nie robiąc w tym czasie – żeby pokazać szefostwu, że też siedzą dłużej.
  • Jeżeli cenisz czas spędzony w biurze wyżej, od czasu spędzonego poza biurem, prawdopodobnie masz zaburzone umiejętności oceny. W efekcie nie będziesz podejmować dobrych decyzji w pracy.
  • Pracoholik jest mniej atrakcyjny towarzysko dla kolegów. Jeżeli wychodzę na kawę czy na papierosa, prawdopodobnie będę chciał pogadać z kumplem z biurka obok na tematy niezwiązane z pracą. O tym, jakie ma hobby, albo jak tam rodzina i tak dalej. Pracoholik będzie miał bardzo niewiele (o ile w ogóle) do powiedzenia. Przebywanie z taką osobą to żadna frajda.

Reasumując: jeżeli prowadzisz firmę, w której ludzie MUSZĄ pracować po godzinach, żeby wykonać swoją pracę poprawnie i na czas, lepiej przemyśl swój model biznesu. Wypracuj coś, co może być wykonane przy współpracy z żywymi, prawdziwymi ludźmi, a nie robotami.

Dzisiejsze mądrości zaczerpnąłem stąd: https://signalvnoise.com/posts/902-fire-the-workaholics

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
xpilJaro Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jaro
Gość
Jaro

W mojej firmie znam paru takich.
1. Dziewczyna (kierownik) – uwielbiała siedzieć w robocie. Chętnie przychodziła w soboty i niedziele do roboty. Mąż kiedyś wkurzył się na nią i przywiózł jej na budowę dzieci, żeby sobie mamusię obejrzały. Potrzebowała do roboty 2-3 inżynierów budowy, którzy de facto odwalali za nią całą czarną robotę. Standardowo kierownicy nie dostawali na tej budowie inżynierów do pomocy.
2. Dziewczyna (inżynier projektu) – specjalizował się w wysyłaniu e-maili z domu o dziwnych porach (np. w południe w niedzielę). Narzekała, że w domu musi ciągle pracować. Po awansie i podwyżce przeszło jej. Fakt, że dostała do pomocy 3 inżynierów i koleżankę która przejęła część jej obowiązków. Ale jednocześnie identyczną robotę odwalał na innej budowie jeden człowiek + jeden inżynier.
3. Chłopak po studiach (inżynier budowy) – człowiek „cień”, zajmował się żelbetami, często po 12-14 godzin na budowie i w zasadzie cały czas przy montażu, w biurze ciężko go było namierzyć. W nagrodę miał dostać kolejną ciężką i upierdliwą robotę związaną z montażem drzwi (jakieś 100-150 szt.). Wybronił go od tej roboty jeden menago (który nie był jego przełożonym), który powiedział, że jak mu dowalą obowiązków to żelbetów nie dopilnuje i te drzwi pochrzani.
4. Chłopak po studiach (inżynier budowy). Zakres obowiązków jak nr 3, podejście do pracy identyczne. Chciał robić studia magisterskie, kierownictwo wybiło mu to z głowy, jako, że potrzebny był na budowie.

I taki wg mnie jest zasadniczy podział pracoholików. Nr 1 i 2 to karierowicze, nr 3 i 4 to uczciwi „robole”, którym przywalono tyle roboty, że nie są w stanie obrobić się w przepisowych 8-miu godzinach. Zwykle ludziom spod nr 3 i 4 dorzuca się kolejnych obowiązków, jako, że nie protestują i wykonują je uczciwie. Trwa do czasu, aż wreszcie nie są w stanie tego ogarnąć. Wtedy albo się zwalniają, albo kierownictwo zaczyna ich gnębić z uwagi na nie pokończone roboty.

%d bloggers like this: