ARQ: recenzja

Recenzja całkiem fajnego, niskobudżetowego filmu SF z pętlami czasowymi.

Jeżeli, Czytelniku, kojarzysz film Time Lapse (recenzja), a także o wiele bardziej znany Groundhog Day, być może zainteresuje Cię również niskobudżetowa produkcja SF pod tytułem „ARQ”.

Film oparty jest na pomyśle pętli czasu. Główny bohater budzi się w towarzystwie jakiejś kobity. Zanim zdąży dobrze przetrzeć oczy, do pokoju wpadają zamaskowani bandyci i wyciągają go siłą, próbując gdzieś zaciągnąć. Facet się broni, próbuje uciec, dostaje kulkę. Na śmierć.

Planeta Singli: recenzja

Dawno, dawno temu żył sobie Jerzy Stuhr, który wielkim aktorem był (i nadal jest, mimo poważnego wieku i paru nieprzyjemnych chorób, twardziel z niego!).

I przydarzyło się onemu Jerzu Stuhru mieć syna, któren – z pieluch wyrósłszy – poszedł był w ślady ojca i również jął się parać aktorskim rzemiosłem.

Recenzja: Movie 43

„Movie 43” to film, który ludzie mający resztki przyzwoitości czy też jakąkolwiek namiastkę gustu powinni omijać szerokim łukiem.

Na szczęście mi żadna z powyższych dolegliwości nie grozi. Przyzwoitość znam głównie ze słownika, a gust mam taki, że skarpety w sandałach to dla mnie szczyt elegancji. A nawet jeżeli czasem czknie mi się jakąś przypadkową kulturwą, to przecież jest mój blog i mogę tu sobie wypisywać dowolne bezedury bez większych obaw.

Escape Plan: recenzja

!!! SPOILER ALERT !!! SPOILER ALERT !!! SPOILER ALERT !!!

Sylwester Stallone gra gościa, który zarabia na życie uciekaniem z więzień. Niezależnie od tego, jak bardzo więzienie jest strzeżone, nowoczesne i przemyślane, Ray Breslin zawsze znajdzie sposób, żeby się wydostać. Przez ostatnich osiem lat uciekł z czternastu więzień. Za każdą ucieczkę inkasuje 2.5mln zielonych.

Recenzja: Porwanie

„Porwanie” to kino akcji z 2011 roku. W zasadzie nic nadzwyczajnego jeśli chodzi o fabułę – podobnych filmów widziałem już dziesiątki. Ale za to obsada całkiem sympatyczna. Mianowicie Taylor Lautner, znany dotychczas (przynajmniej mi) tylko z jednego filmu („Zmierzch” – nie jestem jakimś wielkim fanem tej wampirzo-wilkołaczej sagi, ale oglądałem) oraz Sigourney Weaver, która jeszcze do niedawna kojarzyła mi się wyłącznie z „Obcym”, ale potem odkryłem z przyjemnym zdumieniem, że jest więcej filmów, w których zagrała. Na przykład „Avatar”, „Paul”, „Osiem części prawdy” albo „Chappie” (grała też w wielu innych, ale akurat te mi zapadły w pamięci).

Hau, hau, hau, hau!

Jak już kiedyś pisałem, za młodu przytrafiło mi się kilka razy odwiedzić festiwal Olsztyńskie Noce Bluesowe, gdzie – na ogół – nocowałem w hotelu „Wysoka Brama” (bardzo fajne miejsce – w zasadzie jedyny hotel w pobliżu amfiteatru, na który było mnie wtedy stać). Festiwal ów trwał przeważnie trzy dni. W ciągu dnia człowiek się włóczył po mieście, a pod wieczór szedł do amfiteatru, gdzie słuchał najrozmaitszych bluesowych kapel z całego świata, a jak chęć naszła to i potańczył i popodrygiwał na deskach, drąc się przy okazji w niebogłosy z resztą tłumu.

O sprzątaniu słów kilka

Co sprawia, że niektórzy ludzie marnują pół życia na sprzątanie?

Z szerszej perspektywy, przyczyny są dwie:

Po pierwsze, uzależnienie od sprzątania jako forma łagodnej psychozy. Niektórzy po prostu muszą od czasu do czasu posprzątać, żeby poczuć się lepiej. Podobnie jak niektórzy muszą co piętnaście minut myć ręce albo zapalić papierosa. Uzależnienie da się leczyć i nie będziemy się nad tym teraz skupiać.

Po drugie, o wiele bardziej interesujące: nadmierne przywiązywanie się do rzeczy niepotrzebnych; nieumiejętność pozbywania się klamotów, która przez lata gromadzą się, sprawiając, że sprzątanie zajmuje coraz więcej czasu i wysiłku, kurz ma więcej zakamarków do gromadzenia się, a miejsca ubywa.