Moje 3 zalane grosze

W natłoku wiadomości o dzisiejszej powodzi w Irlandii mój wpis pewnie utonie (nomen omen) niezauważony, ale co mi tam.

Dużo nie będzie, bo też nie bardzo jest o czym. Z rańca jak zawsze wyjechałem autem (z moimi dwiema samicami na pokładzie) w kierunku hut, fabryk i zmywaków, i ku memu zdumieniu zauważyłem w jednym miejscu (na całkiem głównej drodze) sznur aut zawracających z powrotem do tyłu.

Zgodnie z logiką boolowską, „zawracanie z powrotem do tyłu” to potrójna negacja, a więc wszystko się zgadza.

Okazało się, że droga w tym jednym miejscu była zalana bardziej niż wuj Zdzich po wypłacie i ludzie nieposiadający amfibii zmuszeni byli zawracać.

Ja jednak, niewiele myśląc (jak zwykle…), wyobraziłem sobie, że zamiast kopyt mam poduszki powietrzne, po czym wypłynąłem na wielkiego przestwór oceanu, który zakrył koła mojego wiernego rumaka aż powyżej błotników. Po parunastu sekundach byłem po Drugiej Stronie. Dziarsko dźgnąłem go pedałem gejem gazu i pomknął gładko w dalszą drogę. Tylko powieki wycieraczek mrugały mu częściej niż zwykle, bo deszcz był faktycznie rzęsisty.

Do hut, fabryk i zmywaków dotarliśmy już bez większych problemów, tylko z lekkim opóźnieniem, bo ruch był zaiste niewąski. Większość ludzi w biurze i tak była pospóźniana, a kto mógł ten pracował zdalnie z domu.

No i taki właśnie z człowieka pan i władca świata. Trochę wody nakapie i już w dupie głębokiej. Ech.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
agnieszka_sto Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
agnieszka_sto
Gość
agnieszka_sto

Mialam troche mniej szczescia i utknelam w korku na jakies dwie godzinki.
Kiedy zorientowalam sie, ze to nie wypadek, a N7 przeistoczyla sie w rzeke, zaczelam walczyc o przetrwanie. Z pomoca GPSa i przyjaciela, ktory przy uzyciu tel. kom. pomagal mi zdalnie (bezwiednie kierujac mnie w najbardziej zalane i zakorkowane rejony zachodniego Dublina:), przekroczylam N7 i inne jeszcze rzeki kilka razy, starajac sie wybrac alternatywne rozwiazanie dla najwiekszej kaluzy swiata, ktora byla w niewlasciwym miejscu, na wlasciwym zjezdzie:)
Przez kaluze i tak musialam w koncu przejechac (bezmyslny GPS). Nie utonelam, choc byla chwila "slabosci" kiedy to porzucilam samochod i probowalam sie do pracy dostac piechota.
Budynek pracy tez zalany:) Weszlam w momencie ewakuacji.

Wreszcie jakas ozywcza przygoda :))))

%d bloggers like this: