Niby jeden, a jednak dwa

Wbrew tytułowi, nie będziemy dziś udowadniać, że 1 = 2. Zamiast tego będzie o śpiewaniu.

Otóż od kilku miesięcy, będzie z pół roku albo i dłużej, dzień w dzień śpiewam Młodemu kołysankę na dobranoc. Codziennie tą samą.

Wczoraj wpadłem na dziwny pomysł i nagrałem swój siedemnastej kategorii wokal na smartfonie, po czym odśpiewałem kołysankę w duecie z samym sobą.

Mina Młodego - bezcenna.

No bo tak: co wieczór słyszy na dobranoc tę samą melodię i słowa, a tu nagle kombosik x 2. Obawiam się, że może mu się spodobać i będę teraz musiał miksować coraz to ciekawsze wersje. Póki co jeszcze nie śpiewam w kanonie ani na dwa głosy, ale kto wie?

W każdym razie ubaw mam po pachy.

3 komentarze

    1. Hm. Kusząca propozycja, ale obawiam się, że to może być zabronione konwencją genewską. Młody jest już przyzwyczajony, ale reszta świata nie jest jeszcze na to gotowa. Zasadniczo postaraj się wyobrazić sobie skrzyżowanie odgłosów żubra chorego na ostrą biegunkę z rykiem wielbłąda, któremu ktoś przydepnął… ucho, dajmy na to. Do tego dołóż puszczony od tyłu odgłos wymiotującego emu i mniej więcej, z grubsza, otrzymasz może z jedną dziesiątą tego, czego Młody musi wysłuchiwać co wieczór. Nie dziwota, że tak szybko usypia…

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.