Łubudu!

Tydzień temu, w nocy z piątku na sobotę, przyśniło mi się, że brałem udział w awaryjnym lądowaniu na wodzie (a więc raczej: w wodowaniu) lecąc do Polski.

Dzień później, w sobotę wieczorem, faktycznie siedziałem w Boeingu 737 naszych ulubionych linii lotniczych Ryanair, czekając na start. Tuż po starcie opowiedziałem swojej Małży ów sen, co wywołało reakcję raczej ambiwalentną. Z jednej strony, zostałem okrzyczany, że mówię jej to dopiero po starcie. Z drugiej, pochwalony za to, że mówię jej to już po starcie. Kto zrozumie kobiety…

Tak czy siak, lot przebiegał bez większych obrażeń, aż do momentu, kiedy zaczęliśmy podchodzić do lądowania. Kilka sekund po otwarciu podwozia nastąpił bowiem strasznie głośny huk, zrobiło się na moment jasno jak w dzień (godzina była dobrze po 22:00, samolot wyciemniony), z jednego ze skrzydeł poleciało parę iskier. Pasażerowie z niepokojem zaczęli się rozglądać dookoła, kilka dzieci zapłakało.

I co dalej?

I nic. Wylądowaliśmy jak pambuk przykazał, bez żadnych problemów. Na sam koniec, kiedy pasażerowie już szykowali się do wyjścia, pilot wyjaśnił przez interkom, że to był piorun.

Podobno co czwarty samolot pasażerski dostaje piorunem w czasie lotu, więc nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Dla mnie jednak to było całkiem nowe przeżycie. Żona mnie potem spytała jak ja to robię, że w takich sytuacjach jestem całkiem spokojny. Wyjaśniłem jej, że niezależnie od tego, czy piorun zrobiłby krzywdę samolotowi czy nie, cokolwiek by się się potem wydarzyło byłoby zupełnie poza naszą kontrolą, więc przejmowanie się tym ma tyle sensu co martwienie się o czarną dziurę w centrum Galaktyki. Szkoda zdrowia.

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
xpillacki Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
lacki
Gość
lacki

to dopiero teraz mi mówisz, że w centrum Galaktyki jest czarna dziura?!? AAaaaAAAAaaaAAA!!!

xpil
Gość
xpil

Czarna dziura to pikuś. Chodzą słuchy, że Mikołaja nie ma. A święta za pasem…

%d bloggers like this: