Śmieci, wszędzie śmieci

Dryl jest dość jednostajny i przewidywalny: co tydzień trzeba wyturlać śmieci przed dom, najlepiej we wtorek wieczorem, bo ciężarówka przyjeżdża w środę. Czasem wcześnie rano, czasem po południu, różnie. Raz mi się zdarzyło gonić ją w środowy poranek w samych ino ineksprymablach, bom zabył swojego obowiązku w przeddzień; od tamej pory mam nastawiony pierdylion przypominajek, żeby nie stresować swoim galopującym negliżem sąsiadów.

"Co tydzień" oznacza tak naprawdę, że raz wystawiamy śmieci ogólne, a raz recykling + organiczne. Czyli de facto dwa dwutygodniowe cykle zazębiające się naprzemiennie. Do tego jeszcze szkło, ale to się nie liczy, bo to tylko raz na kwartał, a i tak przeważnie potrzebujemy co najmniej dwóch kwartałów żeby zapełnić większą połowę pojemnika.

W zeszłym tygodniu jednak było z przygodami.

We wtorek wieczorem wyturlałem karnie obydwa pojemniki przed dom: jeden wielki, niebieski, z recyklingiem; drugi mniejszy, brązowy, z odpadami typu obierzyna czy skoszona trawa (nie mamy królików więc nie ma komu jeść trawy, więc ląduje w koszu).

Nazajutrz w pracy było bardzo intensywnie, człowiek nie miał czasu skojarzyć jak się nazywa, a co dopiero sprawdzać czy już zabrali śmieci, więc wyszedłem przed dom dopiero w okolicach 17:30. Ku swemu zdziwieniu nie zauważyłem nigdzie brązowego pojemnika. Tylko niebieski - i koniec.

Rozejrzałem się po całym osiedlu (w okolicy jest około 60 domków podobnych do naszego), zobaczyłem kawałek dalej dwa samotne brązowe pojemniki - jednak żaden nie był nasz.

No to co - dupa w troki dalejże dyrdać po sąsiadach. A nuż komuś się niechcący wzięło ten nasz wheelie-bin do ogródka?

Sąsiedzi jak zawsze bardzo przyjaźnie nastawieni, każdy jeden bez wyjątku (z wyjątkiem jednego) zaprowadził mnie do swojego ogródka, sprawdził przy mnie numer kosza - no nie ma, jak bonie dydy, nie ma

A ten jeden to się tylko palnął dłonią w czoło, bo w ogóle zapomniał wystawić swój kosz dzień wcześniej.

Tak czy siak sytuacja raczej ponura.

Wróciłem rad nierad do domu i napisałem sążnistego emaila do firmy śmieciarskiej, że pojemnik, że brązowy, że nie ma, i że Wogle. Zwłaszcza Wogle.

Jakieś pół godziny później odezwał się do mnie sąsiad zza lewej miedzy, że jego kamera nagrała moment zbierania koszy przez ciężarówkę firmy śmieciarskiej - no i się wyjaśniło. Otóż ciężarówka była wygłodniała i postanowiła się pożywić naszym brązowym maleństwem. Na filmie widać wyraźnie (tylko trochę niewyraźnie, bo zza szyby kręcone i ziarno), jak do ciężarówy wjeżdżają dwa kosze a wyjeżdża - tylko jeden.

Zaraz więc napisałem drugiego emaila jako follow-up, że wszystko widziałem, że sąsiad, że zjadło, i że co dalej. Tym razem już bez Wogli, bo ileż można.

Nazajutrz odczekałem mniej więcej do jedenastej przed południem, kiedy to biurwy już są na ogół po pierwszej a nierzadko i drugiej kawce, i zadzwoniłem grzecznie z wielkim ryjem, że gdzie mój kosz, bo mi sterta śmieci rośnie. Pan uprzejmie wysłuchał co mam do powiedzenia, po czym powiedział, że musi Sprawdzić. Po półminucie Sprawdzania odezwał się w końcu:

-- Już wysłaliśmy nowy kosz. Powinien przyjść na dniach.

Nazajutrz odpisali mi dodatkowo z biura, że bardzo przepraszają, i że nowy kosz już jedzie. Kulturwa pełną gębą.

Napaliłem się jak szczerbaty na suchary, że będę miał dwa kosze, ale nic z tego. Parę dni później dostarczyli, owszem, ale tylko jeden. Za to brand nówka nieśmigana, aż szkoda do niego coś wkładać.

Przygoda może niezbyt porywająca, ale na kowidowym bezrybiu i rak ryba.

Dopisane w ostatniej chwili:

Okazało się, że pani obsługująca zgłoszenia z formularza on-line nie dzieli się za bardzo informacją z panem, który odbiera telefony. W efekcie jednak mamy teraz dwa brązowe kosze 😀 Problem zgłosiłem, podobno ktoś przyjedzie po ten dodatkowy kosz i go zabierze...

5 komentarzy

  1. Ha, miał ja ci podobną przygodę. Ale nie miał sąsiada z monitoringiem, więc przy pomocy technologii zagadki się rozwikłać nie udało. W pierwszym odruchu zadzwoniłem do Country Clean dopytać, czy aby nie zabrali mi śmieci brutto, ale nie zabrali. Poradzili za to rozejrzeć się po okolicy, bo ponoć z rana silnie wiało. Nie powiem, wizja fruwających po osiedlu koszy na śmieci ciut mnie zmierziła. Niemniej posłusznie zrobiłem obchód po dzielni, przy okazji podejrzliwie przyglądając się podjazdom sąsiednich domów. Wszędzie stały prawilnie dwa kosze, ale jeden coś mi wyglądał znajomo. Dane na etykiecie dawno wypłowiały, miałem go zawołać i zobaczyć, czy przybiegnie, ale zamiast tego zapukałem do drzwi sąsiadów.

    Sąsiadka uczynnie zajrzała do ogródka i okazało się, że sąsiad z rana na autopilocie tylko jeden kosz wystawił, a ona popołudniu z ulicy zgarnęła dwa. Daleko się po ten drugi kosz wypuściła, bo między nami jeszcze dwa domy stoją, ale nie drążyłem tematu…

  2. u mnie przez 7 lat wszystko w najlepszym porządku. Raz tylko nie zabrali śmieci bo dopakowałem trochę odpadów budowlanych (zaprawy w workach głównie i jakieś kawałki płytek) i kosz ważył jakieś 100 kg (240 litrów kubeł). No to głupi by się domyslił, że to nie są śmieci z kosza pod zlewem. No to musiałem wszystko wyjąć i dopychać przez 2 tygodnie, bo się pełno tego zrobiło. Wzięli następnym razem i po temacie? A ile się za śmieci płaci w Irlandii? W moim mieście pod W-wą 160 zł/mies. Sporo ale przynajmniej porządek jest jak należy.

    1. U nas około €300 rocznie za cztery kubły: 2x240L (ogólne i recykling) i 2x140L (organiczne i szkło).

      A jak jest jednorazowo coś większego do wywalenia, trzeba jechać na pobliskie wysypisko. Tam cennik jest bardzo szczegółowy i obejmuje chyba z piętnaście różnych pozycji. Ogólne zdaje się €0.30/kg, organiczne i recykling €0.10/kg, odpady malarskie (farby itd) 0.60€/kg, materace €20 za mały i €30 za duży i tak dalej.

      Zresztą każde wysypisko ma swoje cenniki. Jak mamy naprawdę ciężkie odpadki, jeździmy na wysypisko około 60 km od nas, gdzie po prostu kasują €20 za wjazd i niczego nie ważą.

Leave a Comment

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]