Zwiedzamy Co. Cork

W niedawny weekend znajomi zaprosili nas na wspólny wypad na wycieczkę, pozwiedzać południowo-zachodnie rejony Irlandii. Ponieważ nigdy w życiu nie byliśmy w hrabstwie Cork (z wyjątkiem samego Cork, a konkretnie tamecznego lotniska), daliśmy się namówić. Akurat długi weekend więc czasu mnóstwo. 3 samochody, 12 osób (z czego piątka dzieciaków w wieku 1.5 – 9 lat), będzie ubaw.

Okazało się, że znajomi już sobie zarezerwowali miejsca w B&B więc musieliśmy polować na jakiś dach nad głową we własnym zakresie. Jak to zwykle bywa przed długimi weekendami, wszystkie B&B z pierwszych stron Google były już pozajmowane i trzeba było się nieźle nakopać w zasobach internetu, żeby cokolwiek znaleźć. Końcem końców, obdzwoniwszy ze dwadzieścia różnych miejsc, trafiliśmy na jedno B&B w Glengarriff i drugie w Bantry, w obydwu akurat mieli wolny pokój dla naszej trzyosobowej rodzinki. W jednym z soboty na niedzielę, w drugim z niedzieli na poniedziałek. Zarezerwowaliśmy – no i fajno.

Wyjechaliśmy w sobotę około 8 rano – żeby coś obejrzeć jeszcze w sobotę, a nie od razu w kimono. Jedzie się tam około trzech godzin. Pod koniec, jak już dojeżdżaliśmy na miejsce, zaczęło padać, podniosły się mgły i zrobiło się ogólnie nieciekawie. Jednak ponieważ nam, mieszczuchom, nawet takie zamglone Cork wydawało się jakimś rajem, pstrykaliśmy fotki jak nakręceni i bardzo nam się podobało.

Pod wieczór rozjechaliśmy się do swoich B&B. A konkretnie to znajomi się „rozjechali” do swojego, a myśmy zaczęli szukać naszego. Okazało się, że „The Heights” to faktycznie mocno wysoki kawałek ziemi z paroma chatkami na samej górze – z bardzo stronym i pełnym zakrętów dojazdem drogą o takiej szerokości, że samochód w zasadzie ocierał się o rosnące po obu stronach krzaki cały czas. W dodatku mgła była taka, że ledwie-ledwie było widać asfalt przed samym samochodem więc było radośnie. Na szczęście udało nam się znaleźć naszą chatynkę (o, tutaj) i to jeszcze przed godziną 22. Znudzonym polecam „przejechać się” wirtualnie po Google Street View z tamtego miejsca do jakiejś główniejszej ulicy – a do tego wyobrazić sobie, że jest ciemna, mglista i deszczowa noc 😉

Następnego dnia było jeszcze więcej jeżdżenia po okolicznych wysepkach, parkach, ogrodach, mostach i punktach widokowych. Nie wymienię wszystkich miejsc, w których byliśmy, ale ogólne wrażenia w skali 1-10 mieściły się gdzieś w okolicach 15. Dla nas, dublińskich leniwców dupoosiadłych, była to niezwykła atrakcja.

Pech chciał, że zawitaliśmy gdzieś po drodze do tureckiej pizzerio-kebabowni, której wystrój przypominał skrzyżowanie późnego Gierka z rusztowaniem na budowie, żarcie było nie najgorsze (ale też bez szału), natomiast ta konretna pizza, którą zamówiłem, była tak ostra i tak wielka, że się nią najzwyczajniej w świecie przeżarłem. Tak więc jak już dotarliśmy do Bantry i zawinęliśmy każdy do swojego B&B, stwierdziłem, że żołądek nie daje mi spać – i tak aż do godziny szóstej rano w poniedziałek, kiedy to wreszcie zasnąłem niespokojnym, płytkim snem. Dwie godziny później bezlitosny budzik zawołał nas na śniadanie.

Po śniadaniu decyzja była szybka. Mogliśmy zostać i pozwiedzać, ryzykując późny powrót i zaśnięcie za kółkiem (po dwóch godzinach snu człowiek się czuje za kierownicą gorzej niż po dwóch piwach) albo natychmiastowy powrót. Wybraliśmy to drugie i trzy godziny (i cztery kawy) później byliśmy już w domowych pieleszach. A reszta ekipy? Ano, zwiedzali do późna i wrócili do Dublina po drugiej nad ranem. Bez większych przygód, za to z setkami niesamowitych panoram i innych pocztówkowych zdjęć.

Przy najbliższej okazji chyba wybierzemy się gdzieś znów. Tym razem myślimy o Kerry – tam też jest pięknie, trzeba korzystać. Kiedy jest najbliższy Bank Holiday?

Kawał dziś znów wygrzebany z forum:

Spotyka się dwóch audiofilii.
– Słyszaleś? Wiesiek umarł, po ciężkiej chorobie.
– Tak? A co miał?
– Wzmacniacz Krell, kolumny Vibo i cd od Sony…

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar