Mugen Power

Zaopatrzyłem się niedawno w dodatek do telefonu. Jako że telefon był kupiony z drugiej ręki i oryginalna bateria była w stanie, delikatnie mówiąc, kiepskim (trzeba ją było podładowywać co chwilę, trzymała może z 8 godzin przy zwykłym użytkowaniu), nabyłem w drodze kupna bateryjkę firmy Mugen.

Bateryjkę ową zamawia się na stronie producenta; informacja głosi, że średni czas dostawy waha się między 2 a 3 tygodnie ponieważ wysyłka idzie aż z Hongkongu. W rzeczy samej, po około dwóch i pół tygodniach w mojej skrzynce pocztowej pojawiło się awizo, że paczka jest do odebrania w takim to a takim urzędzie pocztowym.

Nieco mnie zdziwiło, że paczka jest krajowa, w związku z czym mam zaledwie trzy dni robocze na jej odebranie. No ale trzeba to trzeba, dziś rano, ledwie kogut zapiał, udałem się na pocztę i już po chwili cieszyłem oczy nowiutką baterią. Tak przy okazji, strasznie się ostatnio dużo dzieje na świecie i najwyraźniej musiałem przegapić aneksję Hongkongu przez Irlandię. No ale mniejsza.

Albo większa. Bateria znaczy się. Wygląda jakby była złożona z dwóch (nieco różniących się wielkością) bateryjek standardowych. Pojemność ma podobnoż 3300 mAh czyli ponad dwa razy więcej niż bateria montowana fabrycznie. W moim przypadku, ponieważ oryginalna bateria była już dość mocno zużyta, spodziewam się znacznego wzrostu żywotności.

Póki co formatuję bateryjkę, w związku z czym nie odłączam telefonu od ładowarki przez cały dzień (wedle rozpiski producenta, trzeba ładować 8-9h non stop, nawet jak już sie pokaże 100%). Potem do pełnego rozładowania i tak, panie, ze cztery razy. Akurat do piątku powinno się udać.

Jak już się sformatuje i trochę poużywam, napiszę jak te 3300 mAh przekłada się na rzeczywistość.

Aha, oczywiście skoro bateryjka jest dwa razy grubsza od oryginalnej, nie ma możliwości zakrycia baterii oryginalną klapką – razem z baterią przychodzi dodatkowa, odpowiednio wyprofilowana tylna pokrywa, dzięki której telefon ze zgrabnego, cieniutkiego smartfona przekształca się w cegłę. Ma to swoje wady i zalety – wada jest taka, że telefon jest grubszy, a zaleta, że jest grubszy telefon. Wygodniej się go trzyma w dłoni. Pewniej jakby. Za to w tylnej kieszeni spodni wygląda jak dupa zza krzaka.

Kawał dziś wygrzebany z jakiegoś forum. Rozbawił mnie sążniście:

Wstawał świt nad prerią. Przy samotnej, szarej skale stało ukryte przed wzrokiem ciekawskich, niewielkie tipi. Gdy słońce wzeszło trochę wyżej, skóry zasłaniające wejście poruszyły się lekko.
Pojawiła się najpierw ręka, potem okolona kruczoczarnymi włosami głowa, wreszcie ze środka wynurzył się w całej okazałości smagłolicy, barczysty wojownik.
Samotne pióro zatknięte za opaskę kołysało się lekko na wietrze. Uważny obserwator na podstawie fantazyjnych wzorów i innych elementów zdobiących strój tej malowniczej postaci odgadłby zapewne nazwę szczepu z jakiego pochodził wojownik, lecz narrator nie był nigdy na Dzikim Zachodzie, nie ma o tym zielonego pojęcia i nie będzie wprowadzał szanownego czytelnika w błąd.
Indianin wyciągnął ręce i przeciągnął się cały aż zatrzeszczały kości.
Skierował swe posępne oblicze ku wschodowi. Słynnym indiańskim sposobem przyłożył do czoła dłoń (stworzył tym sposobem słynny indiański daszek chroniący oczy przed rażącymi promieniami słońca) i wpatrzył się słynnym indiańskim przenikliwym wzrokiem w odległą, ledwie widoczną kreskę horyzontu. Po chwili spojrzał na północ. Zmarszczone brwi świadczyły, że coś go wyraźnie nurtuje. Zwrócił się w kierunku zachodu.
Nie wiadomo czy odnalazł to czego z takim skupieniem szukał, w każdym razie na koniec przymknął oczy i wciągając rozszerzonymi nozdrzami pachnące ziołami równinne powietrze westchnął przeciągle i kiwnął twierdząco głową. Obróciwszy się na pięcie, bezszelestnie jak duch zniknął na powrót w namiocie.
Jak się okazuje, w ciemnym, mocno pachnącym dymem wnętrzu był jeszcze ktoś. Na posłaniu z bizonich skór, leżała na wpół przykryta wzorzystym pledem, smukła jak górski kuguar jego wierna squaw.
Uniosła się teraz na łokciu i patrzyła wyczekująco na swojego mężczyznę, w jej oczach widać było nieme pytanie…
– No i? – nie wytrzymała, choć zwykle potrafiła czekać.
Spojrzał w jej czarne jak górskie jezioro oczy.
– Wtorek.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz