Stojące biurko

Już dobrze ponad rok jak sobie sprawiłem do domowego biura biurko z regulacją wysokości blatu. Naciskam guzik, blat jedzie w górę. Naciskam drugi – w dół. Jak winda.

Z tym że do niedawna biurko owo stało w takiej konfiguracji z resztą elektronicznego złomu, że nie za bardzo dało się w pełni wykorzystać jego potencjału. A konkretnie – kabelki. Niektóre były po prostu za krótkie, żeby sięgnęły gdzie trzeba przy w pełni podniesionym blacie. Nakleiłem więc tylko ostrzegawczą karteczkę z maksymalną dozwoloną wysokością, żeby ktoś niechcący nie powyrywał kabelków z gniazd – i tyle.

Niedawno jednak domowe biuro przeszło mały face-lifting. Wielka, nieporęczna szafa wyjechała, tworząc mnóstwo nowej przestrzeni. Biurko przemieściło się spod jednej ściany pod drugą. Przedtem miałem okno po prawej stronie – teraz mam po lewej. Dodatkowo nie mam teraz lustra za plecami, więc na służbowych callach nie wprowadzam niepotrzebnego rozpraszacza (to zdumiewające ile osób śledziło co dzieje się na moim monitorze zamiast brać czynny udział w wymianie myśli).

Udało mi się też zredukować ilość kabli. Te, które pozostały są wystarczająco długie, żeby blat podnieść bez ryzyka na maksymalną wysokość (której zresztą i tak się nigdy nie używa). Między blatem a podłogą idą teraz tylko cztery kable: trzy do monitora (zasilający, DP i USB hub) i jeden zasilający do laptopa. Laptop stoi na blacie, natomiast pecet – na podłodze. Mysz i klawiatura są brzeprzewodowe (trzeba je ładować raz na tydzień-dwa, mam do tego osobny kabelek USB schowany w szafce pod blatem). Niczego więcej nie potrzebuję.

Efekt?

Pierwsze pół (albo i więcej) dnia pracy na ogół spędzam na stojąco. W okolicach pierwszej – drugiej po południu już mi się nie chce, wtedy opuszczam blat i siadam na krześle. Ale jak mam jakiegoś dłuższego calla, chętnie znów przechodzę do pionu – pomimo zmęczenia po prostu lepiej mi się myśli na stojąco.

No właśnie. Stojąc mam większą swobodę ruchu. Mogę się porozciągać. Przy wyłączonej kamerze – poskakać, porobić trochę pajacyków, powyginać stare kości. Dzięki temu kiedy schodzę ze stanowiska na koniec dnia pracy (na ogół w okolicach godziny 17) – jestem mniej zmęczony niż gdybym przesiedział cały ten czas.

Oczywiście stojące biurko ma też swoje wady: zajmuje więcej miejsca, nie można sobie powiesić bezpośrednio nad biurkiem półki – w każdym razie nie za nisko. Zjada dodatkowe gniazdko elektryczne (chyba że ktoś ma takie na korbkę) i pewnie parę innych, drobniejszych. Mimo tych drobiazgów bardzo sobie chwalę stojące biurko i polecam takie rozwiązanie każdemu.

Zapisz się
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
7
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x