Uroki tacierzyństwa

Jakkolwiek daleki bym nie był od blogasków mamuśno-dzidziowych, od czasu do czasu nachodzi mię ochota na podzielenie się z obojętnym światem swoimi postępami jako rodzica.

Bycie rodzicem jest trudne. Zwłaszcza, gdy się nim jest po raz pierwszy. Bycie rodzicem po raz drugi jest już nieco łatwiejsze, bo wiadomo, czego się po gówniarzu spodziewać – no i mniej się człowiek stresuje.

Najtrudniejsze w tym wszystkim jest – prawdopodobnie – bycie samotnym rodzicem, jednak – odpukać – w naszym przypadku raczej się na to nie zapowiada. Wbrew raczej ponurym familijnym statystykom oraz różnym wiatrom, wiejącym od czasu do czasu prosto w pysk, trzymamy się razem na dobre i na złe.

W ramach tego trzymania się razem wychowujemy od prawie półtora roku małego Szkraba, który przesuwa się wzdłuż strzałki czasu w miarę bezproblemowo. Szkrab ów, płci męskiej, ma do swojej dyspozycji nie tylko dwójkę rodziców, ale również o siedem lat starszą Siostrę, która wbrew naszym początkowym obawom wykazuje wobec niego anielską wręcz cierpliwość i uwielbia spędzać z nim popołudnia, wyszukując od czasu do czasu jakieś nowe opcje.

Nie będę się rozwlekał, ponieważ tematy wychowania dzieci na blogach są poruszane częściej, niż nakazywałaby to zwyczajna, ludzka przyzwoitość – napiszę więc tylko o najnowszych opcjach, które wspólnie z Młodym udało nam się odkryć.

Po pierwsze primo, Młody umie już zaprotestować. Jego „nie!” jest już bardzo wyraźne, dobrze skorelowane z akcją mięśni szyi, oraz – co najważniejsze – nie towarzyszy mu już płacz. Młody wie, że jeżeli czegoś nie chce, ma prawo zaprotestować i mieć szansę na odroczenie wyroku. Oczywiście nie zawsze (kiedyś trzeba zjeść, czy pójść spać), ale jednak.

Po drugie primo, Młody już całkiem nieźle umie oddzielić w głowie świat ożywiony od nieożywionego. Póki co wszystko, co ma więcej niż dwie nogi, jest dla niego „Hau, hau” – szczeka zarówno pluszowy piesek, jak też pluszowy bocian – przytulanka, jak też malutki, porcelanowy żółwik na półce w łazience. Cierpliwie pracujemy nad wyjaśnieniem mu, że ani żółw, ani bocian, ani chomik, nie robią „hau, hau”, jednak póki co idea ta wydaje się być mu całkiem niepojęta.

Natomiast ma, skubany, słoniową pamięć. Kiedyś, dobrze ponad miesiąc temu, ktoś za oknem (mieszkamy na osiedlu) przywiązał na chwilę małego pieska do słupka, i ten piesek od czasu do czasu szczekał. Młody sobie zarejestrował ten fakt, i od tamtej pory jak tylko podchodzimy do okna, pokazuje w stronę tamtego słupka i z pytającym wzrokiem zagaja: „Hau?”. Bardzo nas to za każdym razem rozczula.

Jeśeli chodzi o anatomię, Młody jest już w stanie pokazać rękę, nogę, brzuszek, pępek, głowę, ucho, oko, nos i siusiaka. Co prawda przy dłuższych „maratonach anatomicznych” się szybko nudzi, ale dzieci tak mają.

Umie też zdiagnozować swoją własną senność, i zamiast – jak niektóre dzieci w jego wieku – awanturować się i stawać okoniem – samodzielnie pokazuje paluszkiem na wózek (w ciągu dnia) lub łóżeczko (pod wieczór) i daje się raczej bezproblemowo uśpić. Zasypia na ogół w przezabawnej pozycji: na czworakach, z dupą wycelowaną w gwiazdy, główką obróconą na bok, z jakąś przytulanką w łapce.

Potrafi budować wielopiętrowe, gaworzące wypowiedzi, które być może dałoby się już zdeszyfrować, ale póki co jeszcze nam się nie udało. Wplata w nie znane słowa, więc brzmi to mniej więcej tak:

– Gźźź bliblibli bezieziezie tata buglili mmmm kaka bubu papa źźźź glagliglagli am?

Czasem takiej wypowiedzi towarzyszy odrobina gestykulacji, na podstawie której udaje nam się wywnioskować, co Autor miał na myśli. Jeżeli pokazuje paluszkiem w stronę łóżeczka lub wózeczka, dodatkowo trąc oczki, jest śpiący. Jeżeli w stronę kuchni lub swojego krzesełka do karmienia, górny odcinek przewodu pokarmowego wymaga serwisowania. Jeżeli w stronę przewijaka, wiadomo. I tak dalej.

Po kilku bolesnych próbach opanował już bezbłędnie zamykanie drzwi i szuflad. Obyło się bez amputacji. Jeszcze nie do końca kojarzy, kiedy może sobie pozwolić na bezpieczne zamknięcie drzwi – na przykład przedwczoraj zrobił to, będąc w pustym pokoju – bez użycia klamki nie idzie ich otworzyć, a w pokoju nikogo poza nim nie było. Jak się zorientował, że jest osamotniony, rozdarł się tak, że usłyszałem go nie tylko ja (stałem po drugiej stronie drzwi), ale prawdopodobnie też pół osiedla.

Jeżeli chodzi o jedzenie, Młody jest zupełnym przeciwieństwem swojej Siostry, która może nie była niejadkiem, ale jadła zdecydowanie mniej. Natomiast Młodemu można podać dowolną ilość jedzenia i spodziewać się rychłych wrzasków o dokładkę. Umie już posługiwać się widelcem (nabija nań z wielką dumą kawałki owoców, wykazując przy tym zadziwiającą cierpliwość – potrafi przez kilka minut łapać niesforny kawałek gruszki widelcem, zanim go wreszcie nadzieje). Niestety, z mechaniką płynów ciągle ma jeszcze pewne problemy, w związku z czym jakiekolwiek picie niebędące w niekapku znajdzie się kilka chwil później gdzieś na zewnątrz – z prawdopodobieństwem wprost proporcjonalnym do wartości umaźganego sprzętu. Na przykład nie dalej jak w ostatni weekend udało mu się skutecznie wylać pełny kubek gęstego soku marchewkowego na nowiutką, kremową sofę. Radości było mnóstwo, ale nie będę teraz wchodził w szczegóły, bo mógłbym niechcący powiększyć tym opisem słownik wyrazów niecenzurowanych u większości moich Czytelników 😉

W kuchni ulubionym miejscem Młodego jest szuflada, w któej trzymamy wszelakie płatki kukurydziane, mąki, cukry i inne tego typu rzeczy. Wie już, które pojemniki wolno mu otwierać, a których nie – ale pilnować go trzeba tak czy siak, bo w robieniu bałaganu jest bardziej kreatywny z każdym dniem.

Młody jest dzieckiem bardzo pogodnym i dużo się śmieje. Żona twierdzi, że powinniśmy trochę zmniejszyć ilość podtlenku azotu. Zobaczymy…

Taki to on jest, ten nasz Młody. Postaram się nie przesadzać z ilością wpisów na jego temat, ale od czasu do czasu po prostu trzeba. Ku pamięci 😉

A tymczasem, jak co wtorek, czas kończyć sałatkę w Pawiu i wracać na zmywak.

O’le!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: