Hulajdupa

In Samo życie by xpil0 Comments

Pisałem swego czasu o tym, jak zamierzam nauczyć moją córkę utrzymywania równowagi na dwóch kółkach. Skoro nie bardzo jej idzie na rowerku, kupiłem jej hulajnogę i od czasu do czasu spacerujemy po okolicy, ona na hulajnodze a ja (sam lub z Małżą) na piechotkę. Akurat mamy niedaleko domu fajny spacerniak, odgrodzony od ruchu kołowego i Wogle, więc korzystamy.

No i od jakiegoś czasu przyuważyłem, że córa zaczęła się całkiem sprawnie ową hulajnogą posługiwać. Potrafi przejechać już ładnych kilkanaście metrów bez odpychania się, balansując na dwóch kółkach.

Myślę sobie, czas najwyższy spróbować rowerka. Skoro na hulajnodze umie to na bicyklu pewnikiem też.

Jak się już jednak zapewne Czytelnik domyślił po kwiecistym tytule tego wpisu, okazało się jednak, że na rowerku jeszcze nie bałdzo. Raz przejechała może z pięć metrów, ale potem się wygruziła i stwierdziła, że woli hulajnogę bo tam się mniej boleśnie spada 😉

Tym samym przyznaję, że moja metoda edukacyjna okazała się niewypałem. Zamiast hulajnogi trzeba będzie jednak po prostu pobiegać za nią jeszcze trochę na rowerku – może wtedy coś z tego będzie.

Dziś na zakończenie, ni z gruszki ni z pietruszki, toast, który czasem wznoszę przy różnych fajnych okazjach:

Oby drzewa, z których będą zrobione nasze trumny, rosły jak najdłużej!

Salute!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz