6 miesięcy bez kofeiny

I co? I nic. Nie widzę żadnej różnicy w samopoczuciu ani w jakości życia.

Jakieś pół roku temu postanowiłem: koniec z kawą. Piłem tego takie ilości, że aż strach. Bywało że i osiem kaw dziennie. Więc odstawiłem, z dnia na dzień. Żadne tam stopniowe wyciszanie głodu, nie. Ciach, nie ma. Przerzuciłem się na Inkę, herbatę też ograniczyłem do minimum (jedna, może dwie tygodniowo).

Warto dodać, że nigdy nie pijałem kawy mielonej. Zawsze taką instant, ewentualnie z automatu. Czyli generalnie mazut. Świństwo. Odstawienie świństwa powinno coś tam polepszyć, prawda?

No więc – nie polepszyło. Ani nie pogorszyło. Myślałem, że będzie ciężko, że będzie mnie ssało czy coś… Ale nie, nic. Kompletnie nic. Nie zmieniło mi się ciśnienie krwi. Nie zrobiłem się bardziej / mniej senny. Nie zaczęły mi latać ręce ani nie dostałem nagłych skoków nastroju. Nie schudłem ani nie przytyłem.

Cukier mi spadł (w końcu! po czterech latach!), ale wątpię, żeby to miało coś wspólnego z piciem kawy, której przecież i tak nie słodzę.

Dziś wracam do pijania kawy, ale z dwiema istotnymi zmianami:

  1. Przerzucam się w całości na kawę mieloną (jeszcze nie wiem konkretnie jaką, będę eksperymentował) oraz
  2. planuję ograniczyć spożycie do dwóch, góra trzech kaw dziennie.

Czy spodziewam się z tego tytułu jakiejś poprawy czegokolwiek? Raczej nie. Lubię smak kawy, ale nie czuję po niej żadnego “kopa”. Nie mam też specjalnie ciśnienia na obowiązkowe wypicie kawki z rana.

No i bezwarunkowo – tylko czarna.

Zapisz się
Powiadom o
guest
12 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
12
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x