Świąteczna przygoda

Przydarzyło mi się w te święta, że musiałem popracować w charakterze family taxi driver, a konkretnie podrzucić babcię z punktu A do punktu B. Razem jakieś 250 kilometrów w trasie.

Z racji pandemii wszyscy są wygłodniali świata zewnętrznego, dlatego pojechaliśmy całą rodziną. Bez pośpiechu, na luzie i W Ogóle.

Nie obeszło się bez przygód!

Najpierw okazało się, że mamy niecałe pół baku paliwa. Teoretycznie powinno wystarczyć, ale po co wysuszać bak? Skoro jedziemy bezstresowo to możemy przecież stanąć na trasie, zatankować kawę, herbatę i diesla. No to zatankowaliśmy. Bak do pełna, piankowe kubki z gorącymi napojami przyjemnie parzą, jedziemy dalej.

Pamiętacie tą scenę z “Kevin sam w domu”, kiedy matka Kevina nie może sobie przypomnieć czego zapomniała, aż wreszcie z przerażeniem w oczach krzyczy na cały samolot: “KEVIN!”?

No właśnie. Chodziło mi po głowie, że czegoś zapomniałem, aż w końcu – jakieś 15 minut po odjechaniu ze stacji benzynowej – załapałem. Zapomniałem zapłacić za paliwo! Bo kawka / napoje są w jednej kasie, a paliwo w innej i “jakoś” mi wyleciało z głowy. Noż kurdę.

A więc zaraz najbliższa zatoczka, awaryjne i dzwonię. Przedstawiam się, wyjaśniam sytuację, przepraszam i pytam co dalej. A gość mi mówi, że spoko, zdarza się, nic się nie stało, że mogę do nich podjechać albo nawet zapłacić od ręki kartą teraz, przez telefon. Wybieram bramkę numer dwa, dyktuję numer karty, podaję adres e-mail do paragonu, voila! Problem z głowy. Uff.

Jedziemy dalej. I czym dalej jedziemy, tym się robi dziwniej. Że ruch mały, to logiczne. W okresie świątecznym ludzie wolą siedzieć w domach, poza tym lokalny rząd ponakładał różne restrykcje, nie wolno wyjeżdżać dalej niż, o ile się nie ma ważnego powodu i tak dalej, wiadomo. Ale od jakiegoś czasu jedyne pojazdy jakie mijamy to traktory! Duże, małe, szybsze, wolniejsze, a co najdziwniejsze wszystkie zapakowane po dach pasażerami. Zasadniczo w traktorze powinien siedzieć kierowca i już. A tu po trzy, cztery, czasem pięć osób. Ki czort?

Okazało się, że wszyscy walili na jakiś lokalny zjazd traktorów, o czym poinformował nas przydrożny znak drogowy, którego jednak nie udało mi się sfotografować.

Tuż przed dotarciem na miejsce, dosłownie niecały kilometr od miejsca, z którego odbieraliśmy babcię usłyszałem zza pleców gromką i żarliwą modlitwę do Ralfa.

Niezorientowanym tłumaczę: Ralf to bóstwo, do którego zwykle modlimy się za pośrednictwem Wielkiego Ucha Modlitewnego, obowiązkowo w pozycji klęczącej. Więcej szczegółów tutaj.

Okazało się, że Młody (lat obecnie siedem) właśnie po raz pierwszy w życiu zapadł na chorobę lokomocyjną. A że śniadanie zjadł obfite, to i skutki modlitwy znacznie przekraczały średnią krajową. Oczyszczenie tego zajęło nam dobry kwadrans, straty materialne okazały się znaczne (nie będę wyszczególniał, bo i po co, poza tym nie starczyłoby mi miejsca 🙂 ) a i tak do końca podróży zalatywało przetrawionymi płatkami z mlekiem.

Droga powrotna przebiegła bez większych problemów i niecałe pięć godzin od wyjazdu wróciliśmy do domu.

Pierwsze co zrobiłem to sprawdziłem e-mail w poszukiwaniu kopii paragonu. Ale niczego nie znalazłem. Myślę sobie, pewnie pomylili literki, nie szkodzi. Na wszelki wypadek sprawdzam wyciąg z kredytówki – wśród transakcji oczekujących są dwie z tamtej nieszczęsnej stacji benzynowej. Jedna za kawę, druga za paliwo. Szafa gra?

Yyyy… No właśnie nie bardzo gra. Bo po pierwsze kwota za paliwo się nie zgadza (miało być coś około €35 a pobrali tylko €20), a po drugie zauważam, że opisy dotyczą dwóch całkiem różnych stacji benzynowych. Obydwie położone bardzo blisko siebie, ale jednak inne.

Co się okazało?

Otóż dzwoniąc za pierwszym razem, w panice wyszukałem nie tę stację, co trzeba.

No to teraz po kolei: dzwonię na właściwą stację benzynową (czyli tą, na której tankowałem) i wyjaśniam sprawę jeszcze raz. Podaję numer pompy, przybliżony czas tankowania, przybliżoną kwotę, blachy auta…

— A, to pan! No, dobrze że pan dzwoni, bo jutro już musielibyśmy przekazać sprawę na policję. Chce pan zapłacić teraz, czy podjechać?

— Zapłacę teraz, od ręki – odpowiadam zgodnie z prawdą, po czym płacę, podaję adres e-mail na kopię paragonu, przepraszam jeszcze raz za zaistniałą sytuację, rozłączamy się w przyjaznym klimacie, trzy minuty później mam na e-mailu kopię paragonu na €37.50 z odręcznie dopisaną notką, że zapłacone przez telefon. Uff.

Następnie podjąłem próbę odzyskania €20 z tej drugiej stacji benzynowej. Zadzwoniłem do nich, ale okazało się, że w ogóle nie wiedzą o co chodzi. Bo tamten sprzedawca już skończył swoją zmianę, bo trzeba szukać transakcji, bo kolejka, ogólnie dajciemiwywszyscyświętyspokój. Ale niedługo potem przysłali mi e-maila z biura, z potwierdzeniem zapłaty €20 za “drive-off” (tak się potocznie mówi na ten rodzaj wykroczenia), więc im uprzejmie odesłałem prośbę o zwrot, bo nie ta stacja, bo pomyłka, bo panika i W Ogóle. Oddzwonili do mnie następnego dnia rano i powiedzieli, że mogę sobie podjechać i odebrać gotówkę, bo przez telefon nie da rady. Ja im na to, że mi trochę nie po drodze, bo mieszkam w innym kawałku Irlandii, a oni że nie ma paniki, koperta z moim nazwiskiem i dwudziestką w środku będzie sobie czekać na stacji nawet i rok, więc przy najbliższej okazji.

Lepszy rydz niż nic…

Wnioski końcowe?

  • Nie zapominać o zapłaceniu za paliwo; jak już się zdarzy, nie panikować.
  • Zawsze mieć pod ręką Mały Woreczek Modlitewny w razie gdyby któregoś z pasażerów nagle naszło na szybkie zdrowaśki do Ralfa.
  • Traktory są fajne!
Zapisz się
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
3
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x