Jak zostałem włamywaczem

https://xpil.eu/Btlza

Każde zabezpieczenie można złamać. Nawet takie, którego teoretycznie złamać się nie da: https://xkcd.com/538/. Czasem bywa tak, że sobie coś zabezpieczymy, a potem zgubimy hasło czy klucz czy co tam jeszcze - i trzeba kombinować.

Zdarzyło mi się to całkiem niedawno. Otóż mamy na podwórku wielką skrzynię, taką naprawdę jebitną, ze dwa metry na metr na półtora. Trzymamy w niej różne klamoty, na ogół takie, których w domu się trzymać nie chce ze względu na higienę, gabaryty lub zwykłą ludzką przyzwoitość, a wyrzucić nie można, bo się jednak od czasu do czasu przydają. Na przykład grędzielnicę, chamątwy czy stosik zgrabnie poukładanych jedna na drugiej kapućwi. Zimą i tak się nie przydadzą, ale na wiosnę trzeba zacząć żachlić i prztymucać, a bez chamątew to idzie jak szać za protem. Wiadomistrz.

Skrzynia zamknięta na kłódkę, coby się jakieś złodupce nie przyssały znienacka.

Sięgam do kółka z kluczami, znajduję ten właściwy, ćkam gdzie trzeba, próbuję przekręcić... I nic.

Myślę sobie, pokiwać trzeba w tę i nazad, poluzuje się dziadyga. Kiwam jak głupi, aż mnie kurcz złapał w ten mięsień między kciukiem a wskazującym, ale bez rezultatu.

Hmmm... pewnie kłódeczka odrobinę przerdzewiała przez zimę, nic tylko wódę trzeba. Tzn. wude. WD-40. Szukam, szukam, szukam, postawiłem pół domu na nogi, wszyscy szukają, zaglądają tu, tam i jeszcze ówdzie, nie ma. Czym bardziej zaglądają, tym bardziej nie ma, jak w Puchatku. A przecież było, głowę bym sobie dał uciąć, że niedawno widziałem. No i bym teraz nie miał głowy.

Nic, myślę, trzeba upolować nową puszkę. Wsiadam do auta... i mię cóś tkło. Wysiadam z auta, zaglądam do bagażnika, a tam w bocznej kieszonce siedzi sobie puszka WD-40 i się do mnie szyderczo uśmiecha.

Popsikałem na kłódkę z każdej strony. Popsikałem na kluczyk. Na rękę też sobie popsikałem, bom niezguła i krzywo sobie psikadło ustawiłem. Ćkam kluczyk w otworek, przekrę... A gówno tam, przekręcam. Nie idzie. Nie i już. Kluczyk wchodzi w kłódkę jak gorący nóż w gomółkę masła, ale przekręcić się, skurkowaniec, nie daje.

Podważam lekko śrubowkrętakiem brzeg skrzyni i widzę w środku te wszyskie kapućwie i kawałek grędzielnicy. Też się do mnie szyderczo uśmiechają.

Mógłbym w zasadzie wziąć piłę i rozpiłować tę kłódkę, ale raz nie mam takiej piły, a dwa nawet za bardzo bym nie wiedział jak to sobie ułożyć żeby sobie nie zrobić krzywdy, a palce przecież nie odrastają.

Nic, mówię do siebie, zły jak osa, trzeba po cięższą artylerię sięgnąć. Mierzę grubość kłódki - to znaczy tego pałąka stalowego - niecały centymetr. Zaglądam na stronę lokalnego sklepu ze sprzętem dla majsterkowiczów - mają nożyce do drutu, które ponoć potrafią przeciąć drut stalowy do 10 mm. Czyli nadadzą się. Jeszcze tylko szybki rzut oka na zegarek - mam 50 minut do zamknięcia - wsiadam w auto i lecę.

Nożyce wyglądają trochę jak sekator ogrodniczy w wersji Leonarda z Quirmu. Ostrze za krótkie, uchwyty za długie, a po drodze jeszcze taka śmieszna dodatkowa przekładnia. Ale skoro producent twierdzi, że się nada, to się pewnie nada. Dorzucam jeszcze nową kłódkę (kojarzę w ostatniej chwili, że będę przecież musiał znów zamknąć to bydlę), płacę, wracam do domu, zabieram się do cięcia.

Poszło... no jakoś tam poszło. Najtrudniej było znaleźć dobry uchwyt. W dwie ręce bez sensu, bo nie mam takiej pary w łapach. Najlepiej byłoby jeden uchwyt o coś zaprzeć, a drugi ciągnąć oburącz, ale o co można się zaprzeć na wysokości półtora metra? Próbowałem o brzuch i żebra, ale skończyło się siniakiem. Na szczęście mam jeszcze kawałek nieobrośniętego tłuszczykiem obojczyka, który okazał się jak znalazł, musiałem tylko odrobinę przykucnąć. Jeden uchwyt nożyc na obojczyk, przytrzymałem jeszcze dla pewności policzkiem, za drugi uchwyt złapałem splecionymi dłońmi, natężyłem się, naprężyłem, pewnie zaczęły mi wyłazić jakieś żyły, ale tego akurat nie mogę potwierdzić z braku luster i świadków, wreszcie usłyszałem takie cichutkie "klik" i nożyce się zamknęły.

Ku swemu zdumieniu zobaczyłem prawie równiutko przeciętą kłódkę, która dała się teraz zdjąć bezproblemowo.

Ku potomności, tak wygląda kłódka przecięta nożycami do drutu:

https://xpil.eu/Btlza

10 komentarzy

  1. Ech, brutalne metody. Trzeba było popatrzeć na YT co lockpikerzy polecają. Pewnie znalazło by się coś niesiłowego na ten model – nie wygląda zbyt pancernie. A większość kłódek to “tu podłubać, tam poskrobać, lekko puknąć”.

    1. Zgoda. Zdarzyło mi się już wcześniej “rozpykać” kłódkę. Co prawda tam był czterocyfrowy kod zamiast kluczyka, ale poradnik z YT pomógł (trzeba było “przytrzymać” jedną zapadkę za pomocą wyprostowanego spinacza biurowego). Tylko tam było ciepłe, słoneczne popołudnie i miałem kupę czasu, a tutaj piździło jak w kieleckiem, padało, palce grabiały, zapadał zmrok i w sumie trochę mi się spieszyło. Tak że tak.

      https://www.youtube.com/watch?v=024FSR-Ff7g

  2. A czy mógłbyś mnie uświadomić co to jest owa grędzielnica, chamątwy i kapućwa?- bo jakoś mi się te nazwy zupełnie z niczym nie kojarzą. Ostatnio włamywałam się do jednej ze swoich starych torebek, w której niestety “na amen” zaciął się ekler, więc z lekka klnąc wyprułam go techniką przecinania dratwy, którą był przymocowany. Trochę trwało, a potem się naklęłam jak szewc bo musiałam sama wszyć nowy i to dopiero była mordęga!
    Serdeczności;)

    1. Kosiarka do trawy, zapasowe opony do auta, jakieś narzędzia ogrodnicze i insze inszości. Groch z kapustą, zasadniczo.

    1. Sposób znam, nie testowałem. Wygląda na jednak wymagający sporej krzepy. I potencjalnie urazogenny, jak się klucz ześlizgnie. No i trzeba mieć klucze w odpowiednim rozmiarze.

Leave a Comment

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]

Jeżeli zrobisz literówkę lub zmienisz zdanie, możesz edytować komentarz po jego zatwierdzeniu.