O wynajmowaniu mieszkań na zielonej wyspie słów kilka

Przez ostatnich pięć i pół roku mieszkaliśmy na zielonej wyspie w dziewięciu różnych miejscach. Daje to niechlubną średnią około pół roku na jedno mieszkanie. Ale ja tu nie nie o średnich miałem…

Z tych dziewięciu miejsc mamy – w większości przypadków – raczej miłe wspomnienia. Do dzisiaj utrzymujemy przyjazne kontakty z byłymi landlordami; czasem nawet polecimy im jakiegoś nowego wynajmującego albo umówimy się na pintę czy dwie.

Wyjątek od tej reguły był jeden. Pierwsze nasze mieszkanie w sztolicy Irlandii (Dublin? mówi pan Dublin? Nie ma takiego miasta. Jest Dęblin… Dąbek Zdrój…) trafiło nam się daleko na południu. W zasadzie to już nie Dublin tylko Bray. Dla nieznających lokalnej topografii: to jak z Wejherowem – w zasadzie częścią Trójmiasta nie jest, ale…

W tymże Bray nacięliśmy się po raz pierwszy na nieuczciwego landlorda. Rok był pi razy oko 2008. Przemieszkaliśmy u chłopa parę ładnych miesięcy no i zaczęła nam wchodzić na mieszkanie pleśń. Ale nie taka sobie zwyczajna pleśń tylko jakieś monstrum; o ile zwykłe pleśnie żrą drewna, tkaniny tudzież substancje organiczne typu kefir, tak to bydlę siadało na szkle, metalu, na plastiku nawet.

Nie udało nam się tej pleśni zwalczyć własnymi siłami, landlord też był nieskory do pomocy więc jak pambuk przykazał zapodaliśmy facetowi bumagę, że ma miesiąc na usunięcie pleśni a potem spadamy. Gość miał sprawę głęboko z tyłu więc się po miesiącu wynieśliśmy, oddaliśmy klucze i poprosiliśmy ładnie o zwrot depozytu. Facet klucze jak najbardziej przyjął, ale po depozycie ani śladu.

Natenczas zaczęliśmy szukać wsparcia. Jako że jesteśmy ludki dość pokojowe, zamiast jak każdy normalny człowiek, pójść po pomoc do zaprzyjaźnionych kolegów zza wschodniej rubieży, myśmy uderzyli drogą prawną.

Całość zajęła ponad dwa lata i kosztowała nas około 25€ plus koszty parunastu lokalnych rozmów telefonicznych. Końcem końców odzyskaliśmy ten nieszczęsny depozyt i to z całkiem sporą nawiązką. Może nie tak sporą jaką wytargowaliby w naszym imieniu owi hipotetyczni koledzy, ale przynajmniej nikt nikomu nie musiał niczego obcinać.

Od tamtej pory, nauczeni doświadczeniem, dokumentujemy szczegółowo wszystkie (nawet potencjalne lub całkiem drobne) problemy z wynajmowanymi mieszkaniami. Warto spędzić 15 minut na pstryknięciu paru fotek ruszającej się framudze lub pękniętej szybie zamiast potem przez lata ganiać się z wariatami po sądach.

Na zakończenie dodam, że całą sprawę opisywałem dość szczegółowo na (dość wówczas aktywnym) portalu www.polskidublin.com – niestety, portal poszedł w odstawkę i nic nie wskazuje na to, żeby miał wrócić.

Alleluja – i do przodu…

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz