Samo życie

Pikantny Pawełek

W centrum Dublina, na Baggot Street, całkiem niedaleko St Stephen’s Green, znajduje się nieduża jadłodajnia o wdzięcznej, hiszpańsko brzmiącej nazwie „Pablo Picante”. Można tam za względnie nieduże pieniądze wciągnąć burrito czy inne tradycyjne meksykańskie żarełko, z mięsem lub bez, na ogół zawinięte w cienkiego naleśnika, ewentualnie w plastikowym pudełku.

Niedawno nawiązałem kontakt z kolegą z dawnej pracy. Wspominaliśmy sobie jak to fajnie było na zmywaku, kiedy półmiski wesoło brzęczały na suszarce, a sterty talerzy piętrzyły się pod sufit. Od słowa do słowa zgadaliśmy się, że pracujemy teraz całkiem niedaleko od siebie, i że trzeba by wyskoczyć któregoś dnia na jakiś wspólny lunch.

Ponieważ dziś jest piątek trzynastego, idealna okazja na meksykańskie żarcie i spotykanie dawnych kolegów ze zmywaka, ugadaliśmy się na wypad do Pablo, gdzie po wyczekaniu dobrych dziesięciu minut w kolejce, zamówiliśmy upragnione meksykańskie żarcie.

Kolega, który się tam stołuje regularnie, wiedział, żeby nie wyrzucać paragonu. Ja tego nie wiedziałem i schowałem paragon w jakąś zapomnianą przez świat kieszeń, zmiąwszy go przedtem solidnie.

Kolega swoje burrito dostał chwilę potem, a ja – nie. Jakaś pani za ladą wołała co chwilę numerek 39, domyśliłem się wreszcie, że to mój. Podszedłem z zamiarem zabrania co moje, ale pani się najeżyła i zażądała paragonu.

Po minucie bezradnego przetrząsania portfela, kieszeni oraz obszernego obszaru pod podszewką, poddałem się wreszcie i z miną kota (tego ze Shreka) wyjaśniłem pani, że paragonu nie posiadam. Pomyślałem równocześnie, że dupa blada, przepadło, trzeba będzie znów się w ogonek ustawiać i płacić za drugie burrito.

Na szczęście pani miała już opracowany plan awaryjny i szczegółowo przepytała mnie z treści mojego zamówienia, podchwytliwie podsuwając mi nazwy niezamówionych składników i obserwując mnie czy będę odpowiednio szybko protestował.

Egzamin zdałem i już pięć minut później, rozwalony na trawie w St. Stephen’s Green, w towarzystwie kolegi, perorowałem o przewadze ściekaczy podłużnych nad poprzecznymi oraz wydajności mycia parowego. Dzień słoneczny niczym na Hawajach. Oby tak częściej…

Show More

xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Pikantny Pawełek"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dagmara
Gość

Uśmiałam się, naprawdę fajnie napisane.

Zmieniło się tu, jakoś tak dziwnie normalnie…