Samo życie

Co się odwlecze

Ktokolwiek stwierdził, że nie należy sadzać bab za kierownicą, powinien przedtem przyjrzeć się statystykom wypadków. W zależności od tego, kto takie statyki sporządza, wyniki są nie do końca jednoznaczne – ale prawie zawsze wskazują kobiety jako kierowców powodujących mniej wypadków.

Wynika to po części z faktu, że kobiety jeżdżą rzadziej (robią średnio mniej kilometrów rocznie od mężczyzn), ale nawet przeliczając ilość wypadków na kilometr przejechanej drogi i tak wychodzi na to, że mężczyźni mogą co najwyżej dorównać kobietom pod względem bezpieczeństwa jazdy.

Oczywiście, po uśrednieniu.

Teraz szybciutko o tym, jak w Irlandii robi się prawo jazdy.

Process jest tu nieco inny, niż w Polsce: zdaje się egzamin teoretyczny, na podstawie którego dają człowiekowi takie specjalne jakby „prawo jazdy do nauki jazdy” (po naszemu: Learner Permit), które upoważnia okaziciela do prowadzenia pojazdu w swojej kategorii wagowej, pod warunkiem jednakże, że (a) będzie mieć przyklejoną z przodu i z tyłu naklejkę z wielkim, czerwonym „L”, (b) prowadzi auto wyłącznie w towarzystwie innego kierowcy, który ma pełne, europejskie prawo jazdy, oraz (c) nie będzie jeździć po drogach szybkiego ruchu (a więc autostrady z limitem prędkości 120 km/h). Następnie, kiedy kierowca uzna, że umie jeździć na tyle dobrze, że gotów jest podejść do egzaminu praktycznego, zapisuje się na ów egzamin, zdaje go (jak się uda) i wymienia prawko tymczasowe na pełne, a naklejkę z L-ką ściąga i na dwa lata przykleja tam dużą, czerwoną literkę N (jak New Driver). Z literką N można już jeździć samodzielnie i bez żadnych ograniczeń – jedyne, czym różni się kierowca z N od kierowcy bez naklejek jest maksymalna ilość punktów karnych, po których tracimy prawko (7 zamiast 12).

Learner Permit jest ważny przez dwa lata, potem trzeba go odnowić. Jeszcze do niedawna można to było robić dożywotnio, ale jakiś czas temu władze się połapały, że mnóstwo kierowców nadużywa tego przywileju i jeżdżą na Learner Permit przez całe dziesięciolecia, ignorując w dodatku przepis o konieczności zabrania ze sobą drugiego kierowcy. Dlatego od niedawna Learner Permit można odnowić tylko raz, co oznacza, że maksymalny okres, przez jaki można jeździć z L-ką wynosi 2+2=4 lata (plus trochę, jeżeli zapiszemy się na egzamin na samym końcu tego czteroletniego okresu). Jeżeli po czterech latach nie zapiszemy się na egzamin praktyczny, tracimy LP i musimy zaczynać cały proces od początku.

Żonka moja wpadła na pomysł zrobienia prawa jazdy w okolicach 2009 roku. To jeszcze były czasy, kiedy można było przedłużać LP „w nieskończoność” – w ten sposób „doturlała się” z L-ką do roku 2017, kiedy to dostała od RSA pismo, że trzeba albo srać, albo opuścić wychodek. Czyli albo się zapisuje na egzamin praktyczny, albo traci L-kę.

Było trochę paniki, ale w sumie już od jakiegoś czasu wiedzieliśmy, że ten dzień nastąpi. Dlatego wyciągnęła ze strychu stare, zakurzone podręczniki z przepisami o ruchu drogowym (podczas egzaminu praktycznego pytają o różne głupoty typu limity prędkości czy znaki drogowe), zamknęła się na tydzień w łazience z wanną pełną ciepłej wody i tylko kazała sobie donosić kubki z herbatą.

W międzyczasie wzięła jedną czy dwie lekcje z instruktorem – tak na wszelki wypadek, bo przecież jeździć już umie, jak stary kierowca. Ale instruktor to instruktor, podpowie co robić (i czego nie robić) na egzaminie. Okazało się, że tych rzeczy, które trzeba robić (lub nie) jest całkiem sporo: nie wolno być zbyt grzecznym i wpuszczać aut z podporządkowanej, należy wykonać przeszczep szyi, najlepiej od puchacza, żeby móc kręcić głową 720 stopni dookoła, trzeba do perfekcji opanować cofanie po łuku (pytałem, czy może być kusza lub jakaś inna broń miotająca – niestety nie, tylko łuk), parkowanie przodem i tyłem oraz nazewnictwo wszystkich, nawet najbardziej egzotycznych znaków drogowych. I tak dalej, i tak dalej – lista jest długa.

Wreszcie nadszedł dzień egzaminu.

W Irlandii zdawalność przy pierwszym podejściu jest sporo wyższa, niż w Polsce. Wynika to głównie z faktu, że nie ma tu koperty, a więc oceniane są wyłącznie faktyczne umiejętności i wiedza kierowcy. Niemniej jednak tak całkiem różowo też nie jest – oficjalne statystyki zdawalności podają liczby między 40% a 70%, w zależności od regionu, w którym zdajemy (tu więcej szczegółów). W Naas, gdzie znajduje się najbliższy nam ośrodek egzaminacyjny, zdawalność ta jest odrobinę poniżej 50%, a więc należy się spodziewać co najmniej 2-3 podejść.

Poprzedniego dnia doprowadziliśmy samochód do stanu „igła”, ponieważ po pierwsze nie chcemy, żeby nam w aucie podczas egzaminu coś latało luzem po bagażniku, a po drugie instruktor to też człowiek i przyjemniej mu się siedzi w aucie porządnie wysprzątanym i wyczyszczonym.

Egzamin przeczekałem w pobliskiej kafejce, siorbiąc czarną jak smoła kawę i trzymając kciuki zaciśnięte tak, że prawdopodobnie będę potrzebował interwencji ortopedycznej, żeby doprowadzić je do stanu jakiej takiej używalności.

I co?

No i, kurdę, zdała za pierwszym podejściem, na przekór statystykom i pesymistom! Tak więc od teraz mogę legalnie jeździć na bani (jako pasażer!). Nie planuję nadużywać tego przywileju, ale jednak – mogę.

Jakbyśmy się kiedyś wybrali w jakąś dłuższą trasę (jak na przykład w wakacje 2015, więcej szczegółów tu, tu, tu, tu i tu), od teraz jest kierowca (kierownica?) na zmianę.

Pokaż więcej

xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

14 komentarzy do "Co się odwlecze"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
mRufa1408
Gość

Gratulacje dla nowej Kierownicy 😉 od innej Kierownicy, takiej co przeczac statystykom odwala wieksza kilometrówke niz przecietny Kierowca, z wyboru i radosnie 😉 Tym wieksze gratulacje, ze choc nauczylam sie jezdzic wczesniej niz sie nauczylam chodzic na obcasach to jednak nie zdalam za pierwszym razem, ani nawet za drugim – dopiero za trzecim, bo to byly lata 90te na Planecie Ojczystej, czyli czasy legendarne w dziedzinie egzaminacyjnej 😉

hrabina
Gość

To gratuluję! Super, że tak poszło.
A nie musiała Twoja Połówka wykupić lekcji z instruktorem? Może dlatego, że zdawała praktyczny tyle lat temu? Niektórzy twierdzą – nie wiem, bo nie jestem na bieżąco – że teraz trzeba mieć 10 godzin z instruktorem.

MiSzA
Gość

Kierowcy z Nką mają też niższy limit alkoholu we krwi, który kwalifikuje ich do prowadzenia samochodu w świetle irlandzkiego prawa. Okrągłe zero o ile się nie mylę.
Anieśka również robiła papiery w Naas. W głowie się nie mieszczą niektóre cuda, których egzaminator wymagał. Z zaciąganiem ręcznego na światłach na czele. Szczęśliwie tylko na czerwonym. Podobnież żeby na środku skrzyżowania nie wylądować, gdyby ktoś zdecydował nam się w d…ę wjechać

5000lib
Gość

Jest takie słowo kierowczyni. 🙂 Gratuluję. I pozdrawiam,

Toni
Gość

Nie wiem jak trafiłeś do mnie, ale już się cieszę, że pomimo innych matematycznych postów znalazłem coś co jednak mnie dotyczy (czyt. Irlandia, opuszczona przeze mnie kilka lat temu).
No i kwestia przyglądania się kierowcom na drodze, też jakby z punktu widzenia kierowcy autobusu (niedawno upieczonego) mnie pochłonęło.
Kobiety za kierownicą? Fakt, można by polemizować, a już na pewno nie szufladkować.
Gratuluję sukcesu za 1 razem.