Głupia niespodzianka

Żona wysłała mnie niedawno na większe zakupy. Jako rasowy samiec nie potrafię zapamiętać więcej niż trzech rzeczy na raz, więc przy większych zakupach obowiązkowo notuję sobie skrzętnie w telefonie co trzeba kupić, w którym sklepie i w jakich ilościach, dzięki czemu nie przydarzają mi się później przygody ze starego jak świat dowcipu o informatyku, którego żona wysyła do sklepu:

– Kup chleb. A jak będą jajka, weź dziesięć.
W sklepie:
– Są jajka?
– Są.
– To poproszę dziesięć chlebów…

No więc właśnie. Lista zakupów zrobiona, jedna na Dunnes Stores, druga na Aldiego. Bateria: 30%, więc spoko. Jadziem.

W Dunnes poszło nieźle. Aldiego zamykają mi za 15 minut, więc pędzę, żeby zdążyć. Zdążam. Bateria: 25%. Spoko.

Zaglądam na listę zakupów. Pierwsze cztery pozycje: warzywa, owoce, cukier, ryż.

Nurkuję najpierw do warzyw i owoców. Półki puste jakby wczoraj wojna wybuchła. Biorę kiść niedojrzałych bananów, trochę jabłek, ostatnie trzy pęczki przywiędłych rzodkiewek, dwie paczki śliwek. Ostatnie opakowanie pomidorów…

… czyli, jeżeli ktoś jeszcze o tym nie wie, z francuskiego: pomme d’or, czyli złote jabłko…

… pomidorów jest tak wygniecione, że można jego zawartość pomylić z keczupem. Zostawiam. Mam swoją godność. Łapię dwie ostatnie torebki ziemniaków (te takie małe, do mikrofali, ale cóż zrobić na tym bezrybiu). Potem szybko po skosie w stronę cukru i ryżu. Zaglądam w listę zakupów…

A gówno tam, zaglądam. Telefon wyłączony.

Włączam grata. Włącza się z wielkim komunikatem, że mało baterii. Ekran jakiś taki ciemny. Wskaźnik baterii pokazuje zero procent. Telefon się natychmiast wyłącza.

„No to, urwał, pięknie” – pomyślałem sobie w tych jakże dramatycznych okolicznościach przyrody. Zobaczymy teraz, na co mnie stać…

Końcem końców okazało się, że z listy nie kupiłem tylko pieczarek (nie było) i pesto (nie mam pojęcia co to jest, ani gdzie tego szukać, a obsługa sklepu już patrzyła znacząco na zegarek, bo byłem ostatnim klientem). Wszystkie inne duperele udało mi się jakimś cudem zapamiętać.

Musiałem mieć jakiś przebłysk geniuszu, bo parę dni wcześniej jak miałem kupić tylko pieczywo i śmietanę, to dwa razy dzwoniłem ze sklepu, taką mam dziurawą głowę do zakupów… No chyba, żeby mnie wysłać po jakąś elektronikę użytkową, wtedy to jestem Kozak. Ale to się akurat nie zdarza za często 🙂

Zastanawiam się teraz, jakim cudem bateria mogła mi spaść z 25% do 0% w ciągu dosłownie trzech minut, i to przy wyłączonym ekranie. Jak by to powiedział stryj Zenon, mamy tu typowy przypadek symbiozy entomologii z muzyką: coś mi tu, motyla noga, nie gra.

Zanim wróciłem do domu, samochodowa ładowarka podciągnęła bateryjkę do 18%. I to takich prawdziwych procentów, nie udawanych.

Dziwny świat.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Głupia niespodzianka"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Lilith
Gość

Moja Xperia potrafi tak zdechnąć przy 70%… Raz nawet udało mi się przyobserwowac to zjawisko na wlaczonym ekranie. Licznik baterii zachowywal się jak sekundnik ganiający na wstecznym… 🙁

Irlandia po polsku
Gość

a spuchła?
jak spuchła to umarł w butach 🙂

wpDiscuz