Okablowany

Test na obecność grawitacji, (C) xpil 2013:

  1. Zaparkować auto pod domem
  2. Wyjąć wszystkofon z uchwytu przyssawkowo-przednioszybno-samochodowego
  3. Włożyć telefon do górnej kieszeni kurtki (takiej zapinanej na zamek)
  4. Otworzyć drzwi
  5. Wysiąść z samochodu, jednocześnie zakładając kaptur (niby nie jestem z cukru, ale padało tak mocno, że wybór był prosty: albo kaptur, albo akwalung)
  6. Usłyszeć ciche „stuk”
  7. Spojrzeć na dół
  8. Zakląć szpetnie pod nosem
  9. Włożyć mokry telefon do górnej kieszeni kurtki
  10. ZAPIĄĆ ZAMEK.
  11. Pozbierać z auta resztę rodziny, wejść do domu
  12. Stwierdzić, że ekran telefonu pokrywa oryginalna siateczka pęknięć
  13. Trzynaście.
  14. Potwierdzić obecność grawitacji sporządzając adekwatną notatkę w kapowniku.

Tym samym po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się, że (a) mam uszkodzony telefon oraz (b) jest on ubezpieczony. Wszystkie moje poprzednie telefony miały albo (a) albo (b) ale nigdy (a) i (b) razem. W poniedziałek ma przyjechać kurier i przywieźć mi nowy egzemplarz. Tymczasem podziwiam malowniczo rozcapierzone nitki pęknięć. Muszę chyba zaapelować o stosowanie jakichś zmiękczaczy do asfaltu, przecież tak nie może być!

Alternatywą byłoby stosowanie przez producentów telefonów Gorilla Glass, ale czego spodziewać się po szmajsungowej patelni, khem, nieprawdaż…

Wracając do tytułu dzisiejszego wpisu, mam trzy dni na wykonanie kopii zapasowej danych z telefonu – kurier zabierze mi go i da nowy, jeszcze ciepły i chrupiący.

Kopię zapasową szmajsunga robi się na przykład za pomocą aplikacji Kies, która jednakowoż wymaga podłączenia przez kabelek USB (oczywiście można się też podpiąć przez wifi, ale wówczas możliwości w zakresie wykonywania kopii zapasowych są mocno ograniczone – w najlepszym przypadku ręcznie plik po pliku, a to może trochę zająć).

No więc próbuję ci ja znaleźć ów kabelek USB – w tym celu udaję się do mej magicznej Szuflady, gdzie składuję wszelki złom komputerowy jaki zgromadził się przez te wszystkie lata. Kabelków USB znalazłem tam chyba z dziesięć, najrozmaitszych: przedłużacze, rozgałęźniki, białe, czarne, duże, małe, długie, krótkie, takie, siakie i śmakie, ale tego jednego co mi był potrzebny – ni chu-chu. Znalazłem wprawdzie pasującą przejściówkę, ale okazało się, że można z jej pomocą co najwyżej nakarmić telefon prądem, ale dane uparcie filtruje.

Przewaliwszy pół mieszkania do góry nogami stwierdziłem wreszcie, że widać entropia się na mnie uwzięła – i sobie odpuściłem. To było wczoraj wieczorem.

Dziś rano znalazłem trzy pasujące kabelki. Gdzie? W aucie…

Tak więc dzisiejszy wieczór upłynie pod znakiem Backupy. Mógłbym wprawdzie tę moją patelnię zrutować i potraktować TitaniumBackup, ale mi się już nie chce kombinować. Może sobie zrutuję ten nowy egzemplarz, zobaczymy.

Tymczasem wracam do garów.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Okablowany"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
pendragon
Gość

Mój htc z szybko z nietłukącego się materiału po stłuczeniu pojechał na Tajwan, skąd przysłali mi cenę. Niech tam leży, ja już nie chcę htc. Już wolę szajsunga.

pendragon
Gość

Z szybką o matko.

ulinka
Gość

Ja ostatnio wykonałam test grawitacji na służbowym telefonie. W ramach narzekania na poprzedni egzemplarz, w którym co 2-3 miesiące trzeba było wymieniać ekran dotykowy, szefowa kupiła taki zwykły bezdotykowy (inna sprawa że na początku wszyscy stukali w ten ekran), no to jak nie można popsuć ekranu to popsułam klawiaturę 😛

Tomek
Gość

Plaga jakaś, czy co? Moja latorośl wykonała wczoraj test zderzeniowy na swoim malutkim HTC… Digitizer okazał się mniej odporny od podłoża, CND.

wpDiscuz