Na wiór

Opowiadamy dzieciom o świętych mikołajach, wróżkach-zębuszkach i garncach złota u podnóża tęczy. Uczymy je czytać, pisać, liczyć, rysować, grać na instrumentach, wiązać sznurówki, przechodzić bezpiecznie przez ulicę.

Nie opowiadamy dzieciom o największym koszmarze związanym z dorosłością: o praniu.

Pranie nigdy się nie kończy. Z logicznego punktu widzenia ma to sens, bo żeby skończyć pranie, cała rodzina musiałaby biegać w stroju Adama / Ewy (zbędne skreślić) dopóki ostatnia pralka nie wyschłaby i nie została poskładana w kostkę i do szafy.

Czyli - nie kończy się. Zaczęło się wieki temu i trwa nieprzerwanie do dziś.

Pranie - historia - Wynalazki i odkrycia

Na szczęście mizerię tego cyklu można sobie nieco rozjaśnić. Pamiętam łzy wzruszenia na twarzy mojej świętej pamięci babci, która w wieku czterdziestu paru lat po raz pierwszy w życiu wyjęła z automatycznej pralki ubrania nie dość, że czyste i pachnące, to jeszcze solidnie odwirowane. Babcia wcześniej używała Frani, najpopularniejszego chyba wtedy urządzenia elektromechanicznego na zachód od Bugu. Frania nie tylko kręciła szaroburą wodę, ale miała też ten taki ręczny magiel na korbkę, montowany od góry, który wymagał fest wysiłku żeby przemaglować bazylion dziadkowych koszul. A i tak trzeba to potem było osobno prasować. Dobrze chociaż, że żelazko na prąd a nie na duszę, ale i tak roboty było co niemiara.

Teraz jest nas pod dachem czwórka i głównym leitmotivem każdego weekendu jest co? Oczywiście - pranie. Bo się przez tydzień nazbierało, a jak się raz odpuści to potem jest jeszcze gorzej.

Najbardziej upierdliwym kawałkiem procesu jest rzecz jasna rozwieszanie tego cholerstwa na suszarkach (lubi ktoś parować skarpetki?) oraz późniejsze ściąganie z suszarek i rozdysponowywanie do właściwych szafek i komód.

Dlatego po bez mała dwudziestu latach wspólnego życia podjęliśmy w końcu heroiczną decyzję: kupujemy suszarkę elektryczną!

Po trzech dniach jej używania zrozumiałem wreszcie (ale nie tak po łebkach, bardziej w stylu "syty głodnego...") tamte łzy wzruszenia u babci. Noż kurdę.

Suszarka stoi tuż obok pralki (mieszkającą tam przedtem zamrażarkę trzeba było przeflancować gdzieś indziej, ale to już osobna historia) więc skończone pranie po prostu przekłada się z jednego białego pudła do drugiego (trzeba tylko uważać z ilością, bo pralka łyka do 10 kg a suszarka "tylko" do 8), wybiera się jeden z iluś-tam-nastu programów, naciska guzik, czeka się godzinę lub półtora i wyjmuje suche, w zasadzie nawet nie za bardzo pogniecione pranie gotowe do odłożenia do szafy. Cud!

Pierwszego dnia użytkowania tego cudu udało nam się puścić (i osuszyć!) sześć pralek. Nadgoniliśmy przy tej okazji różne zaległości typu ręczniki kuchenne, pościel i co tam jeszcze.

Najbardziej niepokoi mnie w tej suszarce filtr włókien - po każdym suszeniu zbiera się w nim cieniutka, ale zadziwiająco powtarzalna warstwa takiej jakby waty z nitek, które oderwały się od materiału w procesie suszenia. Ciekawe ile razy trzeba wysuszyć taką, dajmy na to, kurtkę, żeby całkiem zniknęła. I w którym momencie tego procesu w ogóle dałoby się go zauważyć 🙂

Aha, pudło jest oczywiście podpięte do lokalnego wifi, bo przecież nie da się wysuszyć gaci bez powiadomień na smartfona. Nie da się i już.

Cieszę się bardzo z tej odrobiny nowoczesności, która zawitała pod naszą strzechę. Jak mawiają lokalni: better late than never.

3 komentarze

  1. Suszarka wydaje się świetna, ale trzeba uważać na parę rzeczy:

    1. Nie zawsze wszystko wysuszy dokładnie. Zwł. pościel w miejscach zawinięć. Warto wyjąć i może nawet nie rozwieszać, ale położyć w przewiewnym miejscu. Disclaimer: raczej suszę na środkowy poziomie z 3 dostępnych.
    2. Programów jest masa, w praktyce używa się 2-3. Zresztą, w pralce jest podobnie.
    3. Do niektórych rzeczy przydają się tzw. kule do suszarki. I robi się głośno.
    4. Nie wszystko się nadaje do suszarki. T-shirty z takimi jakby foliami/prasowankami generalnie źle znoszą suszarkę.
    5. Poza czyszczeniem filtra (tak, też mnie niepokoi znikanie ubrań, choć w praktyce nie zauważyłem negatywnych skutków), co jakiś czas warto wysuszyć i odkurzyć chłodnicę. Czyli ten element, który filtr kłaczków ma chronić. Nie jest w 100% skuteczny.
  2. Ale jak to?! Nie mieliście do tej pory suszarki? W Irlandii? W tej Krainie Deszczowców?
    U nas to był jeden z pierwszych zakupów po tym jak dziecięce ubranka nie chciały za nic wyschnąć a ich zapas kurczył się w tempie zastraszającym.
    A co do kłaczków…. Zbierają się zawsze. Już przestałem się zastanawiać skąd się biorą. Po prostu opróżniam filtr i żyję dalej 😉

Leave a Comment

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]