Konichiwa

„Konichiwa” (wym: koni-cziwu-a albo koni-cziuła) po japońsku oznacza „dzień dobry”, a konkretnie „dobre popołudnie”. Nie bez kozery pozostaje fakt, że pierwsze dwie sylaby brzmią po polsku dość końsko – takie też bowiem było nasze niedawne sobotnie popołudnie.

Zafundowaliśmy naszej córze półtoragodzinną wizytę w stadninie – pół godzinki w stajni, czesanie koni, karmienie marchewką i jabłkiem, trochę nauki (nie podchodzić z tyłu, to jest siodło, tak się je nakłada, tu jest grzywa, tu są podkowy, tak się konikowi czyści nóżki, możesz pogłaskać konika, nie, nie bój się… i tak dalej i tak dalej), a potem godzinka w siodle. Było bardzo sympatycznie. Żadne z nas nie miało przedtem do czynienia z końmi, ale pozostali rodzice w grupie mieli podobnie, więc nie czuliśmy się zbyt odosobnieni 🙂

Godzinka w siodle była najbardziej rozrywkowa. Zaznaczę przy tym, że „w siodle” dotyczyło wyłącznie dzieciaków. Oprócz tego każdy koń był prowadzony przez lokalnego trenera, a każde dziecko dodatkowo asekurowane przez rodzica. Tak więc przez bitą godzinę hasałem na piechotę po górach i lasach, asekurując moją dzielną córę, która nawiasem mówiąc wcale tej asekuracji nie potrzebowała. Konie większość czasu szły powolnym człapem, raz czy dwa razy podbiegły parę metrów stępa, i znów człap.

Dzieciom najbardziej podobało się „around the world”, trick (niemalże cyrkowy!) polegający na tym, że robi się obrót na siodle o 360 stopni, wokół osi pionowej. O ile w przypadku cyrkowców wygląda to nader efektownie, tak pięcio- i sześciolatki miały z tym sporo kłopotu, ale też i zabawy. Najlepsza oczywiście jest chwila, kiedy się siedzi na siodle tyłem a trener pyta „gdzie się podziała głowa konia?” – od razu rozlega się gromkie „hihihi” i „hahaha” po całym lesie.

Ogólnie mówiąc, bardzo udane popołudnie.

Tymczasem poniedziałkowy poranek… wiadomo.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz